Prezydenckie orędzie było wiodącym tematem sporu dwóch politycznych, choć obecnie odstawionych na boczny tor adwersarzy. Nie obyło się jednak bez wycieczek osobistych, których nie szczędzili sobie znani z ciętego języka Miller i Giertych.
- Wyobrażałem sobie Mariusza Kamińskiego i Adama Bielana, którzy podsunęli prezydentowi ten pomysł takiej łzawej opowieści, okraszonej znanym motywem muzycznym – skomentował formę orędzia były premier. - Ale po co ten prezydencki projekt ustawy? Ona się składa z dwóch artykułów: po pierwsze: Sejm upoważnia prezydenta do podpisania ratyfikacji, po drugie – kiedy wchodzi ona w życie. Co tam dopisywać? – dodał. Według Millera, Lech Kaczyński znów pokazał, że jest prezydentem PiS, nie wszystkich Polaków.
W traktacie nie ma zapisów niekorzystnych dla Polski?
- Prezydent wykorzystał okazję, by pokazać się jako mąż stanu – nie zgodził się Giertych. - Nie mogę ukryć pewnej satysfakcji z faktu, ze PiS i prezydent doszli do tych wniosków, które jako jedyny minister sformułowałem jeszcze gdy negocjowali traktat – dodał. Zdaniem twórcy LPR najbardziej niebezpieczny jest zapis art.48., według którego „Rada UE może przyjąć decyzję zmieniającą część lub wszystkie postanowienia części trzeciej traktatu, tej traktującej o funkcjonowaniu UE”. - Czy pan Miller zgodziłby się kupując samochód scedować wszystkie prawa na sprzedającego? – pytał.
- Nie rozumiem, czemu pan wicepremier tak bezlitośnie atakuje byłego szefa. Traktat był przedstawiony jako wielki sukces, zarówno prezydenta jak i jego brata, który negocjował telefonicznie. Wszyscy byli zachwyceni, a dziś jest to jakiś przejaw schizofrenii – nagle Kaczyńscy zgłaszają zastrzeżenia – stwierdził. Naciskany, by odniósł się do zarzutów Giertycha, stwierdził ogólnikowo: -W traktacie nie ma zapisów niekorzystnych dla Polski, bo bez jej zgody nie można zmienić nawet przecinka.
"Lepiej być Millerem, niż Ziobro-zerem"
"Wysoki jak brzoza, a głupi jak koza"
Giertych ponownie przeczytał fragment traktatu i nie bez satysfakcji zarzucił Millerowi, ze go nie zna. - Wiele razy byłem krytykiem Kaczyńskich, a dziś nie mogę nie podziękować prezydentowi. Dwa lata temu powiedział, że nigdy się nie zgodzi by być ostatnim prezydentem wolnej Polski i słowa dotrzymał – dodał.
- Ale prezydent swoich zastrzeżeń nie odnosił do tego tekstu – zaczął były lider SLD, ale Giertych mu przerwał: - Wy, lewica, jesteście przyzwyczajeni do serwilizmu, jeszcze wobec ZSRR - powiedział. - Wolę mój serwilizm niż toruński pana Giertycha. A ZSRR już nie ma, rozumiem że pan nie zauważył – odbił piłeczkę Miller. Prawdziwym ograniczeniem wolności jest Polska rządzona przez dyr. Rydzka i pana Giertycha. Wysoki jak brzoza, a głupi jak koza – dodał.
- Jak pan nie ma argumentów, to rzuca pan inwektywy. Nie czytał pan traktatu i chce pan odwrócić od tego uwagę – obraził się Giertych.
Homozagrożenie?
Według Millera Karta Praw Podstawowych nie jest żadnym zagrożeniem, a poruszana przez prezydenta kwestia małżeństw homoseksualnych to problem zastępczy. - Bardziej niż takimi związkami przejmuję się dziećmi z tzw. normalnych rodzin – bitych, niedożywianych, gwałconych. Każdemu odpowiedzialnemu politykowi to powinno leżeć na sercu – dodał.
Zdaniem lidera LPR jednak prezydent ma w stu procentach rację. - Jeśli można takie zapisy wprowadzić i zmieniać decyzją Rady UE, to może się okazać, że narzucą nam adopcję przez związki homoseksualne – ostrzegł.
kaw//tr