To była przełomowa noc w Bostonie. Policja namierzyła sprawców poniedziałkowego zamachu na mecie maratonu. A gdy próbowała ich zatrzymać, doszło do strzelaniny. Jeden z mężczyzn zginął, drugi jest wciąż ścigany. Ulice przedmieść Watertown wymarły. Widać na nich tylko policjantów, wozy opancerzone i karetki. Ludzie siedzą w domach, bo mężczyzna może być nieprzewidywalny. To Dżochar Carnajew - młody, 19-letni student, pochodzący z Kaukazu. Ten, który kilka godzin temu zginął - był jego starszym bratem. Mieszkali w Stanach od lat.