Premium

Chorzy na utratę pracy. Druga fala

Zdjęcie: Ilustracja: Antonina Długosińska

Są szefowie, którzy sugerują, że przetrwa tylko ten, który daje z siebie 120 procent. Na dłuższą metę to jest przecież nie do zniesienia.

Jeśli doświadczasz problemów emocjonalnych i chcesz uzyskać poradę lub wsparcie, tutaj znajdziesz listę organizacji oferujących profesjonalną pomoc. 

Na początku była wściekłość i mobilizacja. Kiedy wiosną M. (33 lata, radomianka) czekała ponad dwa miesiące na 5 tysięcy złotych pożyczki od rządu, w końcu postanowiła osobiście pojechać do Powiatowego Urzędu Pracy i zapytać, czemu wciąż nie dostała przelewu. Opowiada, że wparowała tam "razem z drzwiami" i już od progu zapowiedziała, że jeśli nie otrzyma pieniędzy do następnego dnia, to wjedzie do urzędu razem z lokalną telewizją. Pracownik, który zajął się jej sprawą, zatroskany wyjaśnił, że wniosek został odrzucony z nieznanych powodów i zaproponował, żeby złożyła go ponownie. Tym razem wniosek został rozpatrzony pozytywnie. Wtedy jeszcze M. trochę się łudziła, że sytuacja wróci w końcu do normy.

M. jest fotografem ślubnym i rozkręcała swoją jednoosobową działalność przez 12 lat. W ciągu jednego marcowego tygodnia cała jej dotychczasowa kariera stanęła pod znakiem zapytania. Część klientów wycofała się, pozostali przekładali imprezy na późniejszy termin. Wczesna jesień miała uratować sytuację, jednak szybko okazało się, że nie ma co marzyć o odrobieniu strat z wiosny i lata. We wrześniu M. obsłużyła jeden ślub. W październiku – dwa. Na szczęście wpadło trochę chrztów i komunii. Gdy komunie się skończyły, M. zdała sobie sprawę, że to, co budowała latami – czyli karierę, poczucie bezpieczeństwa i stabilność finansową – właśnie trafił szlag. Rzuciła się na drobiazgi: fotografowanie nieruchomości, pojedyncze chałturki. Ma też jakieś oszczędności. To pozwala jej opłacać ZUS i czynsz za mieszkanie. Jest też właścicielką kota staruszka, więc choćby świat naokoło walił się i płonął, musi też płacić za weterynarza i leki.

Jednak to, co najbardziej ją w tej chwili przeraża, to perspektywa 2021 roku. Wydaje się, że cały świat czeka na niego z utęsknieniem. Jednak nie M. Pokazuje swój kalendarz: świeci pustkami. Normalnie w listopadzie miała już rozplanowany cały sezon weselny w nadchodzącym roku. Późną jesienią i zimą podpisywała pierwsze umowy i otrzymywała zaliczki od przyszłych panów i panien młodych. Teraz, jeżeli ktoś do niej dzwoni, to tylko z zapytaniami o terminy na 2022 rok. M. wpisuje ich nazwiska na listę i zastanawia się, z czego będzie do tego czasu żyła. Oczywiście może zawiesić działalność i poszukać pracy na etat, ale przykłady z jej własnego podwórka nie napawają optymizmem. Jej brat, asystent architekta w dużym mieście, stracił pracę 5 miesięcy temu. Do tej pory pozostaje bezrobotny. Na szczęście jego żona wciąż jeszcze pracuje, więc jakoś utrzymują się na powierzchni.

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo