Premium

Jedziesz "na zderzaku" i mrugasz "poganiaczami"? Mamy złą wiadomość

Zdjęcie: TVN24 Łódź

Podjechać blisko: najlepiej tak, żeby "ślimaczący się" przed nami kierowca (mający na liczniku tylko 140 km/h) szybko zrozumiał, że ma natychmiast zjechać na prawy pas. Dla pewności można też zamrugać długimi światłami (potocznie nazywanymi poganiaczami) i użyć klaksonu… Jazda "na zderzaku" to smutna rzeczywistość na polskich autostradach i ekspresówkach. Od czerwca istnieje prawo, które ma z tym zjawiskiem walczyć. A policja właśnie do tej walki dostała "broń". 

Irek mówi, że jest z tych, co "potrafią jeździć po autostradach". Wkurzają go - jak przyznaje - kierowcy ślimaczący się na lewym pasie. Wychodzi z założenia, że jak ktoś nie potrafi jechać szybko, na lewy pas nie powinien się wybierać, bo "potem robią się niebezpieczne sytuacje".

Z Irkiem rozmawiam w zatoczce obok punktu poboru opłat na autostradzie A2 w Gołuskach pod Poznaniem. Mój rozmówca dopiero co dostał mandat za jazdę "na zderzaku", czyli bez zachowania wymaganego prawem dystansu pomiędzy pojazdem jadącym przed nim.

Irek opowiada, że pierwszy raz widzi taką akcję policji. Kiedy tłumaczę mu, że od czerwca obowiązują przepisy wskazujące, ile ma wynosić odstęp między samochodami, kręci z niedowierzaniem głową.

- Nie może pan jechać bliżej innego auta niż połowa pana prędkości wyrażona w metrach. Jak pan jedzie 140 na godzinę, to odstęp musi być co najmniej 70 metrów. Jak 110 na godzinę, można jechać 55 metrów za innym samochodem. I tak dalej - opowiadam.

- No dobrze, dobrze. Człowiek uczy się całe życie - uśmiecha się kierowca. Dodaje jednak, że problemu z jazdą "na zderzaku" nie zauważył. A jeździ sporo.

- Może dlatego, że to pan jeździ na zderzaku innych? - pytam. W odpowiedzi słyszę śmiech wzruszającego ramionami mężczyzny. 

Laserem w kierowców

Irek dostał mandat, bo kilka kilometrów od miejsca, w którym rozmawiamy, został namierzony przez sierżanta sztabowego Agnieszkę Woźniak z poznańskiej komendy miejskiej. Pani sierżant z dumą pokazuje urządzenie, które z wyglądu łudząco przypomina tak zwaną suszarkę, która służy policjantom do kontrolowania prędkości.

- Wygląda jak zwykła suszarka, ale to najnowszy laser TruCAM LTI 20/20, który mierzy odległość między pojazdami - opowiada policjantka.

Rozmawiamy na wiadukcie nad autostradą A2. Stąd funkcjonariuszka namierza kolejne "glonojady", jak potocznie nazywani są kierowcy jadący tuż za tylną szybą innego samochodu. Agnieszka Woźniak staje przy barierce i uruchamia urządzenie. Po chwili wykonuje niewielkie, ale bardzo szybkie ruchy ręką. 

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo