Premium

Awaria Facebooka. Hegemon wywrócił się na skórce od banana

Zdjęcie: Shutterstock

Nawet największa awaria w historii Facebooka, która zbiegła się w czasie z obciążającymi firmę zeznaniami jego byłej pracownicy przed amerykańskim Senatem, nie wyrządziła wielkich strat internetowemu molochowi. Kilka godzin przerwy w działalności mogło kosztować firmę nawet 140 mln dolarów, ale to orzeszki w porównaniu z jej codziennymi dochodami. Czy to oznacza, że Facebook jest nieśmiertelny?

"Mark Zuckerberg powinien spróbować wyłączyć Facebooka z prądu i włączyć go z powrotem" - pisał na Twitterze amerykański prawnik Derrick Johnson. "Witamy absolutnie wszystkich" - skwitował sam Twitter. Największa w historii awaria Facebooka, która sprawiła, że na niemal siedem godzin najpopularniejsze medium społecznościowe świata wyparowało z Internetu, dla tysięcy użytkowników było powodem do żartów. Zwłaszcza kiedy okazało się, że problem - wynikający z trywialnego błędu administratorów sieci - zablokował nawet wewnętrzne systemy samej firmy, uniemożliwiając jej operatorom wejście do serwerowni. Nic nie bawi tak, jak kompromitująca wpadka kogoś potężnego. Równie dobrze Mark Zuckerberg mógłby publicznie pośliznąć się na skórce od banana.

Schadenfreude wydawało się jednak być podszyte czymś głębszym. Facebook przesiąknął do wszystkich aspektów naszych społeczeństw w takim stopniu, że dopiero gdy go zabrakło, okazało się, co nam daje. A co zabiera.

- Wyczułem coś dziwnego - mówi nam prof. Mark Whitehead z Uniwersytetu w Aberystwyth, który od kilku lat bada to, dlaczego ludzie odchodzą z mediów społecznościowych. - Gdy Facebook padł, wielu zachowywało się tak, jakby niemal chcieli, by już nigdy nie wrócił, bo byłoby to okazją, by zacząć wszystko od nowa.

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo