To od jednego z nich Nikola dostała marihuanę. Dilerzy chcą dla siebie kar więzienia

Poznań

TVN 24 PoznańMężczyźni chcą dobrowolnie poddać się karze

Przed poznańskim sądem ruszył proces dwóch dilerów narkotyków. Jeden z nich Kamil K., poczęstował marihuaną 14-letnią Nikolę. Dziewczyna w sierpniu ubiegłego roku trafiła do szpitala w stanie krytycznym, nie udało się jej uratować.

W środę przed sądem ruszył proces dilerów narkotykowych. Jeden z nich miał dać w zeszłym roku marihuanę 14-letniej Nikoli. Dziewczynka zmarła.

Akt oskarżenia dotyczy wyłącznie obrotu narkotykami. - Materiał nie pozwolił na przedstawienie zarzutów, że udzielenie tych narkotyków spowodowało śmierć dziewczynki - tłumaczył prokurator Ireneusz Zięba.

Wiadomo, że bezpośrednią przyczyną zgonu dziewczyny było nieodwracalne uszkodzenie mózgu.

Wszyscy chcą dobrowolnie poddać się karze

Akt oskarżenia obejmował pięciu mężczyzn, jednak w sądzie pojawili się tylko dwaj z nich. - Wobec trzech osób jest wniosek o wydanie wyroku bez przeprowadzenia rozprawy - poinformowała Magdalena Mazur-Prus, rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Dwóch oskarżonych podczas rozprawy poinformowało, że chcą dobrowolnie poddać się karze. Kamil K., który miał dać marihuanę 14-letniej Nikoli, wniósł o trzy i pół roku więzienia. Michał S. o trzy lata i trzy miesiące pozbawienia wolności.

- Mój klient przyznał się do winy, kara nie jest łagodna na pewno - mówił po zakończeniu rozprawy Łukasz Cieślak, obrońca Kamila K.

Wciąż toczy się postępowanie w sprawie narażenia dziewczynki na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia. Wiadomo już, że w tej sprawie nie będzie odpowiadał Kamil K. - W stosunku do mojego klienta to postępowanie jest już prawomocnie umorzone - przekazał Cieślak.

Wyrok dla obu mężczyzn sąd ogłosi 29 sierpnia.

Badanie wykazało THC

Przypomnijmy, 23 sierpnia 2017 roku Nikola paliła marihuanę z dwoma 16-letnimi koleżankami i 17-letnim kolegą. Tego samego dnia trafiła w stanie krytycznym do szpitala przy ulicy Krysiewicza w Poznaniu.

- Pacjentka przyjechała do szpitala przytomna, ale bez kontaktu. By polepszyć jej stan, wykonywaliśmy standardowe czynności, podawaliśmy konkretne środki farmakologiczne, wszystkie typowe w takich przypadkach działania - mówiła w sierpniu zeszłego roku Urszula Łaszyńska, rzecznik prasowa szpitala. Dziewczyna była utrzymywana przy życiu dzięki aparaturze medycznej. Po ośmiu dniach zmarła.

- Wstępne badanie krwi dziewczynki wykazuje zawartość związków THC charakterystycznych dla marihuany - mówił we wrześniu Andrzej Borowiak z komendy wojewódzkiej w Poznaniu.

Nie udowodniono jednak, że to skręty z suszu konopnego doprowadziły do tak złego stanu 14-latki.

Ze sprawozdania toksykologicznego, które pojawia się w aktach sprawy, wynika, że we krwi dziewczyny wykryto ślady przetworów ziela konopi indyjskiej i żadnych innych substancji psychoaktywnych.

Krwi było za mało?

Lekarze od początku podejrzewali, że 14-latka zażyła coś o znacznie silniejszym działaniu. Pobrano jej krew do badań toksykologicznych. Doszło do tego jeszcze gdy jechała do szpitala. Jak pisała we wrześniu "Gazeta Wyborcza", krwi zmarłej dziewczynki było jednak bardzo mało. Nie dało się przeprowadzić na tej próbce szerokich badań.

Rzeczniczka szpitala przy ulicy Krysiewicza podkreślała, że nie ma w tym winy lekarzy. - Krew została jej pobrana w dawce, jaką przewiduje normalne leczenie - w przypadku dziecka jest jej zawsze nieco mniej, by nie obciążać fizycznie organizmu. W tym przypadku pobrano standardową, dziecięcą dawkę - wyjaśniała Urszula Łaszyńska.

Dziennikarze "Wyborczej" ustalili jednak, że prokurator wpadł na pewien trop dotyczący substancji, jakie mogła zażyć 14-latka. - Podejrzewamy, co mogła zażyć pokrzywdzona - mówił "Gazecie" prokurator Jacek Duszyński. Miałby to być dopalacz w formie kryształków.

Sprawą zajmuje się Prokuratura Rejonowa Nowe Miasto w Poznaniu.

Autor: FC / Źródło: TVN 24 Poznań

Źródło zdjęcia głównego: TVN 24 Poznań