Tragiczny pożar. Nie żyje 11-letni chłopiec, jego matka zmarła w szpitalu

Myjonice
W szpitalu zmarła 38-letnia kobieta
Źródło: TVN24
Nie żyje 38-letnia kobieta, którą strażacy wynieśli z domu w Myjomicach pod Kępnem (Wielkopolska), w którym wybuchł pożar. Wcześniej w wyniku zdarzenia zmarł 11-letni chłopiec. Ojciec zdołał uratować dwoje dzieci, w wieku roku i czterech lat. Prokuratura wszczęła śledztwo.

Informację o śmierci 38-letniej kobiety, którą strażacy wynieśli nieprzytomną z płonącego domu, potwierdziła w sobotę oficer prasowa policji w Kępnie.

- Potwierdzam, że niestety kobieta zmarła dzisiaj po północy w szpitalu - przekazała mł. asp. Anita Wylęga

Prokuratorskie śledztwo

Po tragedii śledztwo wszczęła Prokuratora Rejonowa w Kępnie, jest ono na wstępnym etapie. - Prokurator zlecił zabezpieczenie niezbędnych śladów, dziś pod nadzorem prokuratora z udziałem biegłego z zakresu pożarnictwa na miejscu odbywają się szczegółowe oględziny mające na celu wyjaśnić szczegółowy przebieg jak i przyczyny tego tragicznego zdarzenia. Prokurator zlecił również zabezpieczenie celem sądowo lekarskiej sekcji zwłok zarówno 11-letniego chłopca, jak i jego matki - przekazał prokurator Maciej Meler, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim.

Tragiczny pożar domu

Jak informował w piątek kpt. Jakub Sobczak z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Kępnie, około godziny 14.30 strażacy otrzymali zgłoszenie dotyczące pożaru przy ulicy Jeżynowej w miejscowości Myjomice. Ogień objął poddasze domu jednorodzinnego.

- Wszystkie znajdujące się tam rzeczy użytkowe zaczęły żarzyć się bez płomienia, wydzielając trujące gazy - opisywał rzecznik prasowy kępińskiej straży pożarnej st. kpt. Paweł Michalski.

"Pożar rozwinął się niezauważony"

W tym czasie w domu było pięć osób, rodzice z trojgiem dzieci w wieku roku, czterech i 11 lat. Mężczyzna wyniósł z domu najmłodsze dzieci.

Kobieta i 11-letni chłopiec stracili przytomność. Z pomocą przyszli strażacy, którzy ich wynieśli.

Chłopca nie udało się uratować, a matkę po trwającej kilkadziesiąt minut reanimacji przewieziono do kępińskiego szpitala.

Policja bada przyczyny pożaru

Na miejscu tragedii przez wiele godzin pracowali policjanci pod nadzorem prokuratury. Nieznane są jeszcze przyczyny pożaru. Rzecznik straży powiedział, że w domu nie było zamontowanych czujek dymu.

- Pożar rozwijał się niezauważony. Wystarczy parę wdechów gazów pożarowych, które mają silne działanie trujące, żeby stracić przytomność - powiedział strażak.

Czytaj także: