"Z przerażeniem stwierdził, że nie może otworzyć drzwi". 25-latek opisał, co się stało w escape roomie

TVN24

25-latek opisał moment wybuchu pożaru w escape roomietvn24
wideo 2/36

Miał już poparzoną twarz. Nagle stwierdził z przerażeniem, że nie dostanie się do drzwi, aby odblokować wyjście z pokoju, gdzie znajdowały się uczestniczące w grze dziewczęta - prokurator opisuje zeznania 25-latka. Poparzony mężczyzna trafił do szpitala po tym, jak w escape roomie w Koszalinie wybuchł pożar. Pięć 15-latek zginęło uwięzionych w pokoju.

W piątek w escape roomie w Koszalinie doszło do pożaru. W wyniku zatrucia tlenkiem węgla zginęło pięć uczennic gimnazjum: Julia, Karolina, Amelia, Wiktoria i Małgorzata. Poważnie poparzony został także pracownik escape roomu.

25-latek przebywa w szpitalu w Gryficach. Został już przesłuchany w charakterze świadka. Jak podkreśla prokuratura, mężczyzna jest pokrzywdzonym w sprawie.

- Świadek stwierdził przede wszystkim, że zatrudniał go pan podejrzany. To również Miłosz S. wyjaśnił mu, jakie są pokoje gier, co należy do istoty każdej z gry i opisał mu czynności, jakie ma wykonywać - mówi Ryszard Gąsiorowski, Prokuratura Okręgowa w Koszalinie.

Do zadań 25-latka należało przyjmowanie uczestników, wyjaśnianie im zasad gry oraz wręczanie krótkofalówki, za pomocą której uczestnicy gry mieli z nim kontakt.

Poszkodowany opisał także, jak wyglądał moment wybuchu pożaru.

"Ogień go odciął"

- Stwierdził, że jedna z butli wydaje jakieś dziwne odgłosy, podszedł do niej, próbował dociec, co się stało. Próbował tę butlę zakręcić. Nic to nie dało. Jednocześnie gwałtownie, jak stwierdził, zaczął już rozprzestrzeniać się ogień. Po prostu opary gazu, które znajdowały się w pomieszczeniu, zapaliły się. To automatycznie doprowadziło do tego, że sam już miał pierwsze obrażenia ciała - opisuje zeznania prokurator.

- Stwierdził po chwili z przerażeniem, że nie będzie mógł już dostać się do drzwi, by odblokować wyjście z pokoju, gdzie znajdowały się uczestniczące w grze dziewczęta. Ogień już go odciął - dodaje.

Jak mówi Gąsiorowski, 25-latek opisywał, że wypadł mu telefon, więc wybiegł z pomieszczenia i pierwszej napotkanej osobie powiedział o pożarze. - Jeszcze w tym momencie był na tyle świadomy, że te czynności zdołał wykonać - mówi Gąsiorowski.

Jak dodaje prokurator, drzwi od pomieszczenia, w którym przebywały dziewczyny, były zamknięte, bo "tak była urządzona gra". 25-latek próbował dostać się do drzwi, ale nie był już w stanie.

- On (poszkodowany 25-latek- red.) byłby w stanie ewentualnie te drzwi otworzyć od swojej strony, ale niestety uniemożliwił mu to ogień - podsumowuje Gąsiorowski.

Nie było ucieczki

Pożar wybuchł w piątek po godzinie 17 przy ulicy Piłsudskiego w Koszalinie.

Ogień pojawił się w pomieszczeniu obok tego, w którym odbywała się zabawa urodzinowa, w której brały udział 15-latki i szybko się rozprzestrzenił. - Z wstępnych ustaleń wynika, że przyczyną było rozszczelnienie butli gazowej – informował w sobotę prokurator Gąsiorowski.

Trwają ustalenia, która firma dostarczała gaz do obiektu.

Akcja ratowników przebiegała błyskawicznie. Po 5 minutach od zgłoszenia strażacy byli na miejscu, pierwsze ofiary wyciągnięto już po 15 minutach od momentu przyjazdu.

- Do tragedii doszło przede wszystkim na skutek braku zapewnienia właściwej ewakuacji – ocenił w sobotę komendant Państwowej Straży Pożarnej Leszek Suski. Zgodnie z ustawą przeciwpożarową osoba, która prowadzi taką działalność, powinna zapewnić bezpieczeństwo osobom korzystającym z escape roomu. – Takie bezpieczeństwo nie zostało zapewnione – uważa komendant.

- Pomieszczenie, w którym przebywały te osoby, miało wymiary 7,3 metra kwadratowego. Znajdowało się tam prowizoryczne wyposażenie, dwa fotele, lampa. Coś, co zajmowało również dużo miejsca. Dla samych osób, przebywających w tym pomieszczeniu, miejsca było mało - kontynuował Suski.

Zarzuty i kontrole w całym kraju

Prokuratura postawiła Miłoszowi S. zarzut umyślnego stworzenia niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie i nieumyślnego doprowadzenia do śmierci osób, które zginęły w pożarze - poinformował o tym rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie Ryszard Gąsiorowski.

Z ustaleń prokuratury wynika, że podejrzany przygotowywał wyposażenie escape roomu i nie zadbał o drogi ewakuacyjne, umożliwiające opuszczenie pomieszczenia rozrywki. Zdaniem śledczych to on był osobą faktycznie wykonującą czynności w ramach działalności gospodarczej, którą zgłosiła do ewidencji jego najbliższa krewna.

Prokuratura skierowała do sądu wniosek o trzymiesięczny areszt dla podejrzanego. Sąd ma rozpatrzyć go w poniedziałek.

Po tej tragedii MSWiA zarządziło kontrolę wszystkich escape roomów w całym kraju. Ponieważ w wielu stwierdzono poważne nieprawidłowości, minister spraw wewnętrznych i administracji Joachim Brudziński zapowiedział zmianę przepisów mających zwiększyć bezpieczeństwo miejsc, w których przebywają dzieci.

W niedzielę w całym mieście ogłoszono żałobę.

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem związanym z Waszym regionem - czekamy na Wasze sygnały/materiały. Piszcie na Kontakt24@tvn.pl.

Autor: MAK/gp / Źródło: tvn24