Zarobki lekarzy połączone z numerem PESEL. Jolanta Sobierańska-Grenda o pierwszej zbiórce danych
Ministra zdrowia została zapytana we wtorek w "Jeden na jeden" w TVN24, co zmieniło powiązanie numeru PESEL z zarobkami lekarzy. Ustawa w tej sprawie weszła w życie 5 sierpnia.
Jolanta Sobierańska-Grenda odpowiedziała, że pierwsza zbiórka danych będzie w październiku za wrzesień, "w związku z tym będziemy wiedzieli na pewno więcej".
- Na pewno będziemy tych danych używali przede wszystkim do tego, żeby jeszcze precyzyjniej określić, jakie są zarobki faktycznie w podmiotach, które pracują w oparciu o kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia. Będziemy mogli ocenić, w ilu miejscach pracują medycy, ile tak naprawdę godzin miesięcznie wykonują tej pracy - mówiła ministra.
Zobacz też: Stworzyliśmy narzędzie AI, użyliśmy go i przejrzeliśmy ponad 46 tysięcy nazwisk, by odpowiedzieć na pytanie, czy Dawid Kacprzyk to ewenement?
Dodała, że "będziemy w stanie wówczas oszacować (…), jak przygotować system do tego, żeby specjalistów wykorzystać w lepszy sposób".
Sobierańska-Grenda powiedziała, że Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) będzie rekomendować Narodowemu Funduszowi Zdrowia, "w jaki sposób ustalić górną granicę (…) udziału procentowego zarobków w budżecie szpitala".
- Na tym nam bardzo zależy, bo przede wszystkim chcielibyśmy, żeby pieniądze z Narodowego Funduszu Zdrowia były przeznaczane na leczenie pacjentów - zaznaczyła.
Sobierańska-Grenda: pacjenci powinni spać spokojnie
Ministra zdrowia odniosła się też do kwestii "dziury w budżecie NFZ". Prowadzący program Radomir Wit zapytał, czy będą cięcia w świadczeniu usług w przyszłym roku.
- Skala naszych potrzeb dzisiaj, czy tej dziury, o której pan wspomina, jest dokładnie taka jak w zeszłym roku, czyli na poziomie 14 miliardów złotych. I tak jak w roku ubiegłym minister finansów, również minister zdrowia, takie środki sukcesywnie w ramach roku dedykował do systemu. Również w tym roku jesteśmy w stałym w kontakcie z Ministerstwem Finansów i takie pieniądze się znajduje - powiedziała.
Według Sobierańskiej-Grendy "pacjenci powinni spać spokojnie". - Dlatego, że nasze wszystkie działania i pakiety ustaw, które w tej chwili są na stole i rozporządzenia, są propacjenckie. My chcemy, żeby więcej pieniędzy trafiało na leczenie pacjentów. Chcemy mieć kontrolę nad tym, w jaki sposób pieniądz publiczny w systemie dzisiaj jest wydatkowany - dodała.
Zwróciła też uwagę na kwestię wyceny procedur medycznych. - Przypomnę, że od 1 lipca podnieśliśmy wycenę, chociażby porodów, z pięciu do ośmiu tysięcy złotych. Podnieśliśmy również te deficytowe procedury, które były na internach, więc przesuwamy pieniądze w te obszary, które ze względu na starzejące się społeczeństwo i na potrzeby pacjentów są szczególnie dzisiaj wymagające wsparcia - powiedziała.
Sobierańska-Grenda o ustawie "lex szarlatan"
Została też zapytana, czy zaskoczyła ją wizyta czołowego promotora polskiej pseudonauki Jerzego Zięby w Kancelarii Prezydenta. Ma to związek z ustawą zwaną popularnie "lex szarlatan", która czeka na decyzję Karola Nawrockiego. Według oświadczenia kancelarii Zięba był jedynie członkiem delegacji, która przedłożyła podpisaną przez 25 tysięcy osób petycję o odrzucenie ustawy.
- Jestem przede wszystkim za nauką. Myślę, że dzisiaj przede wszystkim pacjent powinien mieć jasną wiedzę na temat tego, jakie terapie, jakie leki, co powinien zażywać i co jest potwierdzone badaniami naukowymi - odpowiedziała.
- Cieszę się z inicjatywy Rzecznika Praw Pacjenta, z tego, jak ustawa była procedowana, w szerokich konsultacjach, i jak została przeprocedowana również przez parlament. Cieszę się również, że projekt tej ustawy poparły organizacje pacjenckie - mówiła. Dodała, że Rada Organizacji Pacjentów przy Ministrze Zdrowia wystosowała apel do prezydenta, żeby tę ustawę podpisał.
Sobierańska-Grenda pytana, czy miała okazję rozmawiać o tym z prezydentem albo z jego przedstawicielami, odparła: - Jesteśmy w całym kontakcie z przedstawicielami również pana prezydenta.
- Zresztą myślę, że to, że prawie wszystkie nasze ustawy uzyskują akceptację pana prezydenta, świadczy o tym, że potrafimy w Polsce podejść do systemu ochrony zdrowia ponad zbędnymi emocjami politycznymi - dodała. Wyraziła nadzieję, że ustawa uzyska podpis Karola Nawrockiego.
Sprawa wynagrodzeń lekarzy
Rozmowę z ministrą zdrowia w "Jeden na jeden" skomentowała później na antenie TVN24 dziennikarka portalu tvn24.pl z działu zdrowie Zuzanna Kuffel.
Jak mówiła, z wypowiedzi Sobierańskiej-Grendy zrozumiała, że oficjalną decyzję w sprawie tego, jaki będzie limit zarobków lekarzy podejmie po zebraniu danych. - Na ten moment nie wiemy tak naprawdę, ile zarabiają lekarze, ponieważ pracują w różnych miejscach, pracują na kontraktach, mają różne formy zatrudnienia. To są czasem umowy o pracę, ale jednak głównie kontrakty, bo zostali swego czasu, o czym pani ministra też mówiła, wypchnięci na te umowy B2B, czyli musieli zostać przedsiębiorcami, bo mieliśmy niedobory kadrowe - zaznaczyła.
- Pani ministra przekonuje, że 240 złotych [brutto za godzinę pracy-red.] to są bardzo dobre zarobki i że część lekarzy nawet tyle w tym momencie nie zarabia. Więc też kolejna rzecz, o której już się sporo mówi. Trzeba się przygotować na to, że tamci przyjdą po podwyżki - mówiła Kuffel.
- Był niedawno wywiad w "Gazecie Wyborczej" z radiologiem i już się okazuje, że mają być jednak jakieś furtki, żeby ten limit zarobków omijać. Pojawiło się tam takie sformułowanie jak "wyjątkowe umiejętności". No, ale co jest wyjątkową umiejętnością? I radiolodzy mówią wprost, w ogóle lekarze mówią wprost, trochę chyba aż zbyt wprost, patrząc na to, jak społeczeństwo ich teraz odbiera, że: "No, ja mam taką stawkę za opis jednego badania, więc jeżeli będę miał limit godzinowy, to będę opisywał mniej" - zauważyła dziennikarka.
- Można tu dyskutować o misji i w ogóle o tym, gdzie jest w tym wszystkim pacjent w tych dyskusjach ekonomicznych, ale są już takie grupy lekarzy, które są wręcz przekonane: "Nas ten limit nie obejmie, my jesteśmy zbyt ważni" - podkreśliła.
Kuffel zaznaczyła też, że dziś w Polsce nie brakuje lekarzy i są oni bardzo dobrze wykształceni. Zgodziła się z ministrą zdrowia, że "ci lekarze są po prostu źle rozdysponowani". - Źle wykorzystujemy te zasoby, które mamy. I faktycznie są takie specjalizacje, w których tych specjalistów mamy za mało - dodała. Powiedziała, że "świetnym przykładem" są anestezjolodzy.
- No, ale kto decyduje o tym, ilu mamy specjalistów? Przecież Ministerstwo Zdrowia, które co roku decyduje, ile stworzy miejsc specjalizacyjnych - zaznaczyła. - Więc trzeba zainwestować w to, żeby wykształcić sobie więcej anestezjologów, bo też kształcimy coraz więcej lekarzy. Ci młodzi lekarze, którzy skończą studia, muszą przecież mieć miejsca, gdzie będą mogli zrealizować szkolenie specjalizacyjne - oceniła dziennikarka.