Politycy PiS zaczną współpracować ze służbami? Tomasz Siemoniak: spodziewam się zmowy milczenia
Tomasz Siemoniak pytany był w "Jeden na jeden" w TVN24 o śledztwo w sprawie afery Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych i o to, jak wysokich stanowisk może ono sięgnąć. - Wiadomo, kto RARS, czyli rezerwy strategiczne, nadzorował. To robił premier Mateusz Morawiecki - odpowiedział.
Siemoniak przyznał, że "w sensie takim politycznym, pewnego nadzoru, to odpowiedzialność Morawieckiego". - Czy będzie miał zarzuty? To sprawa prokuratury, która bardzo starannie to bada - powiedział.
Tomasz Siemoniak o ewentualnej współpracy polityków PiS ze służbami
Prowadzący program Radomir Wit pytał, czy wobec podziałów w PiS Siemoniak spodziewa się, że część z polityków tej partii zacznie współpracować ze służbami w sprawie nieprawidłowości z czasów poprzednich rządów. - Raczej się spodziewam zmowy milczenia, bo tam bardzo wiele środowisk działało w podobny sposób - ocenił.
Przypomniał przy tym kwestię Funduszu Sprawiedliwości. - Pamiętamy słynną notatkę prezesa Kaczyńskiego do Ziobry na podstawie oceny, że przesadza Ziobro z tym Funduszem Sprawiedliwości - mówił.
Minister koordynator służb specjalnych ocenił, że "wiele było takich miejsc, w których konkretne PiS-owskie środowisko korzystało, dawało różne dotacje". - Te wszystkie sprawy są przedmiotem działań różnych prokuratur - mówił.
- Ale widząc emocje, które są w PiS-ie; kto wie, zachęcam, jeśli ktoś coś wie, niech się dzieli tą wiedzą z prokuraturą, ze służbami - dodał.
Toczą się dwa śledztwa w sprawie nieprawidłowości w RARS: jedno dotyczy między innymi umów na dostawę agregatów prądotwórczych, maseczek i rękawiczek ochronnych. W tej sprawie zarzuty przedstawiono kilkunastu osobom oraz skierowano do sądu dwa akty oskarżenia. Drugie śledztwo w sprawie RARS dotyczy zakupu najniższej jakości węgla w latach 2022-2023 za rządów Mateusza Morawieckiego przez agencję.
Pomysł PiS w sprawie deportacji Ukraińców. Siemoniak: okropne licytowanie się z Braunem
Siemoniak był też pytany o pomysł PiS, aby deportować Ukraińców w wieku poborowym, którzy nie pracują legalnie w Polsce. - PiS się rozpada, PiS spada gdzieś w okolice 15 punktów procentowych, więc szuka się jakiejś cudownej broni - skomentował.
Zdaniem ministra koordynatora służb specjalnych polityka PiS to "droga do obrony pozycji". - To licytowanie się z Braunem, licytowanie się okropne, obrzydliwe, bo właśnie to ma swoje skutki - ocenił.
- To uderzanie w setki tysięcy obywateli innych państw, przede wszystkim Ukraińców, którzy są w Polsce - powiedział. Jak dodał, "to ma swoje konsekwencje". - Nasiliły się przestępstwa z nienawiści, zaczepki - zauważył Siemoniak.
- Jeżeli jest przyzwolenie od poważnych polityków, którzy występują w mediach, to to się przekłada na nastroje publiczne. Politycy powinni być odpowiedzialni w takich sytuacjach - powiedział.
Tomasz Siemoniak o Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego
Siemoniak był też pytany o sprawę Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego i kwestię pomocy powodziowej, którą opisała w poniedziałek Wirtualna Polska. - Wszystko, co dotyczy tej agencji i dotacji, jest wnikliwie badane przez CBA - odpowiedział.
Pytany o to, kiedy można się spodziewać efektów tej kontroli, minister odpowiedział, że nie będzie naciskał na służby w tej sprawie. - Skierowanie wniosku do prokuratury to poważna sprawa. Musi być udokumentowana, muszą być dowody - tłumaczył.
Jak zapewniał Siemoniak, "sprawa jest doskonale znana CBA i nikt potencjalnie winny nie umknie odpowiedzialności".
Radomir Wit dopytywał, czy sprawa będzie wyjaśniana też na poziomie partyjnym. - Jeżeli rzeczywiście potwierdzą się te podejrzenia, [osoby odpowiedzialne - red.] poniosą surową odpowiedzialność, też taką publiczną - odpowiedział.
- To nieuczciwość jeszcze gorsza, bo dotycząca ofiar powodzi. Jeśli ktoś nieuczciwie te pieniądze wziął, to znaczy, że ktoś inny ich nie dostał, komuś się bardziej należały - mówił.
Według Wirtualnej Polski cztery i pół miliona złotych z pomocy powodziowej, pieniędzy kontrolowanych przez agencję, miało trafić do trzech firm z jednej wsi. Jedna należy do męża wiceprezeski instytucji - Anny Konieczyńskiej, działaczki Koalicji Obywatelskiej - rozdzielającej wsparcie, druga do ich sąsiada, trzecia do właściciela lokalnej telewizji współpracującej z samorządem.
Według WP, z danych straży pożarnej i systemów satelitarnych nie wynika, by nieruchomości należące do tych firm znalazły się pod wodą. Program pożyczek KARR kontroluje CBA. "W ramach kontroli szczegółowo analizowane i weryfikowane są wszystkie dokumenty i okoliczności podejmowanych wówczas decyzji. W przypadku stwierdzenia podejrzenia popełnienia przestępstwa CBA złoży stosowne zawiadomienie do prokuratury" - zapowiedział rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński.