Nieoficjalnie: CBA w siedzibie Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego. Po reportażu "Superwizjera"
Jak ustalił reporter, kontrola CBA dotyczy sposób wydatkowania środków publicznych na pomoc dla powodzian.
W zeszły czwartek biuro prasowe CBA w odpowiedzi na pytanie dziennikarza, czy funkcjonariusze CBA weszli do siedziby Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego w Jelenie Górze, przekazało, że "funkcjonariusze CBA prowadzą czynności kontrolne".
"Czynności kontrolne CBA są jednym z trybów działania, są ściśle powiązane z innymi formami aktywności Biura oraz mają walor informacji prawnie chronionej. Biuro nie udziela informacji na ich temat" - dodało.
Wiceminister rozwoju i technologii Michał Jaros potwierdził reporterowi "Superwizjera" Grzegorzowi Głuszakowi, że resort - niezależnie od CBA- przeprowadzi też własną kontrolę w tej sprawie.
We wtorek dziennikarz był przesłuchany przez Prokuraturę Rejonową w Jeleniej Górze. Prowadzi ona sprawę o kierowanie gróźb karalnych i rozpowszechnianie kłamliwych informacji na jego temat w związku z reportażem.
OGLĄDAJ REPORTAŻ "HEJT I UKŁADY PO KARKONOSKU" W TVN24+
Przetarg na remont drogi i lawina hejtu
Reporter "Superwizjera" Grzegorz Głuszak przez kilka miesięcy śledził to, co dzieje się w powiecie karkonoskim na Dolnym Śląsku. Obraz, który wyłania się z ustaleń dziennikarza, to lokalne układy, wielkie pieniądze i hejt, który stał się narzędziem w realizacji biznesowych i politycznych celów.
Wszystko zaczęło się od starosty Krzysztofa Wiśniewskiego, który zaczął sprawdzać kontrakty drogowe.
Władze powiatu po wielu latach użytkowania drogi numer 366 łączącej Karpacz i Szklarską Porębę postanowiły ją wyremontować. Na jej odnowienie przeznaczono 60 milionów złotych. Przetarg wygrała jedna z regionalnych firm, która zaproponowała najniższą kwotę - 52 miliony złotych. Zaraz po rozstrzygnięciu przetargu zaczęły się problemy. Firma Urbit, która miała realizować inwestycję, nie chciała wykonać remontu na zasadach określonych w przetargu. Starosta nie godził się na ustępstwa wobec firmy. W końcu zeszła z placu budowy pozostawiając rozkopany fragment drogi. Powiat nałożył na nią karę 2,5 miliona złotych za niedotrzymanie warunków umowy. Sprawa trafiła do prokuratury.
Kontrowersje wokół remontu drogi Karpacz-Szklarska Poręba sprawiły, że starostwo postanowiło zlecić kontrole poprzednich inwestycji, które wykonywała firma Urbit.
Starosta stał się obiektem hejtu, który został zainicjowany przez przedstawiciela firmy Urbit Jacka Kostrzewę oraz znanego w regionie youtubera Marcina Bustowskiego.
Podczas pracy nad materiałem celem ataku stał się też reporter "Superwizjera", który odkrywał nowe fakty dotyczące Jacka Kostrzewy. Na początku pojawiły się sugestie o nierzetelności i manipulacjach. Potem zaczęły przeradzać się w zastraszanie.
Trzy miliony złotych na usuwanie skutków powodzi
Jak ustalił dziennikarz "Superwizjera", Kostrzewa miał kontakty z przestępcami. Przywłaszczył sobie pieniądze należące do partnerki jednego z nich. Został uprowadzony i pobity. Ale nie jest tylko ofiarą. Jego karta karna zaczyna się wpisem z 2013 roku. Był skazywany za przestępstwa skarbowe, za bezprawne wywieranie wpływu na urzędnika groźbą lub szantażem, za ukrywanie majątku przed wierzycielami. Ostatni wyrok zapadł niespełna miesiąc temu. Został skazany, choć jeszcze nieprawomocnie, za pobicie swojego teścia.
Zbierając informacje o Kostrzewie, dziennikarz dowiedział się, że jego firma Kadalore otrzymała ponad trzy miliony złotych na usuwanie skutków powodzi. Tyle, że teren, na którym miała prowadzić działalność, nigdy dotknięty powodzią nie był. Co więcej, plac zabaw dla dzieci, który miał ulec zniszczeniu, nigdy nie był nawet otwarty.
Pieniądze na plac zabaw dla dzieci, które dostała firma należąca do Kostrzewy i jego żony, pochodziły z Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego.
Wiceprezesem Agencji jest sąsiadka Jacka Kostrzewy. Według ustaleń "Superwizjera" w czasie, kiedy była powódź, firma w kodzie PKD (Polska Klasyfikacja Działalności) miała wpisaną działalność leśną, a na taką pieniądze nie mogły być wypłacone.
Prezes Agencji przez kilkanaście dni nie chciał pokazać reporterowi dokumentów. Dzień przed spotkaniem wysłał cześć dokumentacji, ale brakowało najważniejszych rzeczy - wyceny zniszczeń.
- Wszystkie informacje, które państwu udostępniliśmy, naszym zdaniem są informacjami, które mogą być publicznie udostępnione - mówił prezes Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego Hubert Papaj.
Firma państwa Kostrzewów otrzymała dwie pożyczki. Jedną na 200 tysięcy złotych, drugą na trzy miliony. Obydwie bezzwrotne, bądź do częściowego umorzenia.