- Nie mam wpływu na to, czy ten czy inny prokurator prowadzi daną sprawę. To jest zdecydowanie kompetencja prokuratora krajowego - powiedział w "Rozmowie Piaseckiego" minister sprawiedliwości, prokurator generalny Adam Bodnar, pytany, czy prokurator Ewa Wrzosek pozostanie głównym prokuratorem w sprawie spółki Srebrna.
Bodnar mówił, że narracja PiS, która łączy śmierć Barbary Skrzypek z przesłuchaniem w prokuraturze, niesie ze sobą bardzo poważne konsekwencje. - Za tym idą liczne groźby karalne w stosunku do pani prokurator (Ewy Wrzosek - red.). Ona ma przecież ochronę policyjną. (...) To wszystko jest absolutnie niedopuszczalne - ocenił szef MS.
ZOBACZ TEŻ: Śmierć Barbary Skrzypek. Jak zbudowano przekaz "pierwsza ofiara reżimu"
Pytany, czy nie było błędem wyznaczanie prokurator Ewy Wrzosek do tej sprawy, Bodnar odparł: - Osiem lat funkcjonowania w warunkach Prawa i Sprawiedliwości spowodowało, że wielu prokuratorów musiało postawić na szali wszystko, co mieli - całe swoje wykształcenie i karierę, żeby protestować, żeby upominać się o standardy niezależnej prokuratury. Nie można tym prokuratorom powiedzieć, że teraz powinni się zajmować złodziejami rowerów w jakiejś miejscowości powiatowej.
- Pani prokurator i każdy prokurator nie jest samodzielny ze sprawą, tylko ma wsparcie swoich kolegów i koleżanek z prokuratury okręgowej. Myślę, że przy tym odpowiednim wsparciu wszystkie procedury tutaj będą dochowane i będzie należyta czułość nad tym, aby to postępowanie było prowadzone poprawnie - zapewniał Bodnar.
Minister sprawiedliwości odniósł się też do sprawy z niedopuszczeniem na przesłuchanie pełnomocnika Skrzypek. Zaznaczył, że "prokurator miał prawo podjąć taką decyzję". - Wprowadzimy prace legislacyjne, żeby to wyprostować, żeby stworzyć jednolity standard - powiedział.
Dopytywany, czy Wrzosek zostanie głównym prokuratorem w sprawie spółki Srebrna, Bodnar zaznaczył, że to nie do niego należy ta decyzja. - Nie mam wpływu na to, czy ten czy inny prokurator prowadzi daną sprawę. To jest zdecydowanie kompetencja prokuratora krajowego - powiedział gość TVN24.
- Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci (Barbary Skrzypek - red.) był zawał. Są przesłuchiwane osoby, które miały kontakt z panią Barbarą w tych dniach (po przesłuchaniu - red.). Dajmy szansę prokuraturze Warszawa-Praga na dokończenie tego postępowania. Jest to traktowane absolutnie priorytetowo. Wiem, że prokuratorzy bardzo sprawnie działają - mówił.
Spięcie w Sejmie. "To nie świadczy dobrze o parlamentaryzmie"
Szef resortu sprawiedliwości był też pytany o wczorajsze spięcie w Sejmie. Prezes PiS Jarosław Kaczyński nazwał Romana Giertycha (Koalicja Obywatelska) "głównym sadystą". Po chwili - gdy Giertych zajął jego miejsce na mównicy - prezes PiS stanął koło niego i, przeszkadzając w wypowiedzi, nazwał go między innymi "łobuzem". - Jarku, siadaj, spokojnie - odpowiadał mu poseł KO. Wokół zaczęli się gromadzić inni posłowie PiS, którzy posła KO nazwali "mordercą".
Bodnar przyznał, że czuł "zgrozę" i "bał się, że to się przerodzi w sceny z parlamentów z państw wschodnich, gdzie czasami widzieliśmy przemoc i okładanie się pięściami". - Szczęśliwie dzięki panu marszałkowi jakoś udało się powstrzymać te emocje, ale to nie świadczy dobrze o parlamentaryzmie, że do takich sytuacji dochodzi - ocenił Bodnar.
- Zawsze będę zwolennikiem debaty, która opiera się na argumentach, na sporze, dyskusjach, a nie na manipulacjach faktami czy na kolejnych epitetach.
- Warto podkreślać poziom manipulacji, który tutaj się pojawił. W jaki sposób można łączyć fakt uczestniczenia nawet nie samego Romana Giertycha, ale jego kolegi czy współpracownika z kancelarii w przesłuchaniu pani Barbary, z okolicznościami, które później się wydarzyły? Zwłaszcza w sytuacji, kiedy teraz Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga prowadzi bardzo kompleksowe postępowanie, które wyjaśnia wszystkie te okoliczności - zastanawiał się gość Konrada Piaseckiego.
Śmierć Barbary Skrzypek
Barbara Skrzypek zmarła 15 marca w wieku 66 lat - jak wykazała sekcja zwłok - na zawał. Okoliczności jej śmierci bada Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga. Środowisko PiS chciałoby powiązania śmierci Skrzypek z jej przesłuchaniem 12 marca.
Skrzypek zeznawała wówczas w charakterze świadka w śledztwie w sprawie spółki Srebrna i "dwóch wież". Przesłuchanie odbyło się bez udziału pełnomocnika Skrzypek, który nie został do niego dopuszczony (na co zezwalają przepisy prawa). Prowadząca przesłuchanie prokurator Ewa Wrzosek tłumaczyła, że nie była to jej "dobra czy zła wola", ale decydowały o tym przepisy, "okoliczności faktyczne", "interes prawny i faktyczny świadka".
CZYTAJ WIĘCEJ W KONKRET24: Śmierć Barbary Skrzypek. Jak zbudowano przekaz "pierwsza ofiara reżimu"
Prokuratura Okręgowa w Warszawie oświadczyła, że Skrzypek nie zgłaszała żadnych zastrzeżeń co do formy i długości przesłuchania, a oprócz problemów z czytaniem nie zgłaszała też żadnych dolegliwości zdrowotnych. Minister sprawiedliwości Adam Bodnar zapowiedział dokładne wyjaśnienie wszystkich okoliczności śmierci, a także analizę decyzji prokurator Wrzosek o odmowie udziału pełnomocnika w przesłuchaniu.
Prezes PiS po przesłuchaniu rozmawiał ze Skrzypek. O tym, że doszło do tej rozmowy, poinformował już po jej śmierci.
Wrzosek, która dostała wiele gróźb w ostatnich tygodniach, ma teraz ochronę.
DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ:
Barbara Skrzypek współpracowała z Jarosławem Kaczyńskim przez ponad 30 lat. Pełniła kluczowe funkcje, w tym m.in. szefowej kancelarii czy dyrektora biura prezydialnego PiS. Odpowiadała za układanie kalendarza prac Jarosława Kaczyńskiego, umawianie spotkań czy pilnowanie istotnych dokumentów. Była także pełnomocniczką Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego, głównego udziałowca spółki Srebrna, mającego odpowiadać za budowę wieżowców Srebrna Tower w centrum Warszawy.
We wrześniu 1980 roku, a więc tuż po podpisaniu porozumień sierpniowych, Barbara Skrzypek podjęła pracę w Urzędzie Rady Ministrów PRL. Przez dziewięć kolejnych lat pracowała tam u boku czterech premierów PRL: Józefa Pińkowskiego, Wojciecha Jaruzelskiego, Zbigniewa Messnera i Mieczysława Rakowskiego.
Bodnar: biegli przygotują opinię w sprawie Anny W.
Szef Ministerstwa Sprawiedliwości odniósł się też do sprawy Anny W. - byłej dyrektorki biura premiera Mateusza Morawieckiego, która od stycznia przebywa w areszcie. W śledztwie dotyczącym nieprawidłowości w RARS kobieta jest podejrzana m.in. o udział w zorganizowanej grupie przestępczej i przyjęcie 3,5 miliona złotych łapówki.
Bodnar powiedział, że "w połowie marca prokuratura zwróciła się do biegłych psychologów o ocenę w tej sprawie - w jaki sposób pobyt w areszcie może wpływać na jej relację z dzieckiem". - Prokurator nie może podejmować decyzji w takiej sytuacji wyłącznie na podstawie samych argumentów obrony. Prokurator musi sięgnąć wiedzy specjalistycznej - powiedział szef MS.
Zaznaczył jednocześnie, że opinia biegłych "będzie miała fundamentalne znaczenie z punktu widzenia dalszego działania w tej sprawie".
- Prokuratorzy znają swój fach i wiedzą, jak prowadzić takie skomplikowane sprawy z elementem politycznym - dodał.
Pod koniec lutego były premier Mateusz Morawiecki wstawił się za Anną W. i zachęcił do podpisywania pisma do katowickiego sądu z apelem o jak najszybsze uwolnienie jej z aresztu. Pismo jako pierwszy podpisał szef PiS Jarosław Kaczyński. "Mając na uwadze okoliczności tej sprawy można jednoznacznie stwierdzić, że mamy do czynienia z zakazaną praktyką stosowania aresztu wydobywczego. Dalsze stosowanie aresztu wobec pani Anny odbije się także na zdrowiu jej syna, o którego zaawansowanej chorobie wie zarówno CBA, jak i prokuratura" - napisano w załączonym przez Morawieckiego skanie pisma.
DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ:
Autorka/Autor: ek/kab
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: PAP - Tomasz Gzell