|

Znak zniknął przez przypadek. 12-letni Maks nie żyje

Gilowice, za tym wzniesieniem zginął 12-letni Maks
Gilowice, za tym wzniesieniem zginął 12-letni Maks
Źródło zdj. gł.: Małgorzata Goślińska / tvn24.pl
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Wójt i marszałek nie usuną tego znaku, bo organizacja jest "optymalna", choć mieszkają tam ludzie. Robotnicy wójta usunęli znak samowolnie, bo przeszkadzał im w budowie. Kurier przyspieszył, bo myślał, że znak jednak stoi. Dziecko weszło na jezdnię i zginęło, bo chciało przejść na drugą stronę, do szkoły. Dziecko winne - uznali śledczy. Drogowcy marszałka z powrotem ustawili znak. A kurier? Też winny czy nie?Artykuł dostępny w subskrypcji

W ten piątek Maks nie miał zajęć z fortepianu. Wrócił ze szkoły i zaraz chciał biec z powrotem spotkać się z kolegami.

- Najpierw obiad.

Mama. Był jej najmłodszym. Starsze rodzeństwo już na swoim, a on dopiero 12-nastoletni. Jak jedynak.

Zjadł i pobiegł.

Tata był blisko. Pracował na budowie domu. Nie widać stamtąd ulicy. Ale huk dobiegnie. Pisk opon dobiegnie. Krzyk dobiegnie i wycie karetki.

Piękny październik. Zbliża się 15. Słońce wisi jeszcze nad górami. Wąska ulica na zboczu to wznosi się, to opada. Kurier minął ostre zakręty, wjechał na pagórek i zobaczył w dole chłopca.

To Maks. Biegnie chodnikiem z prawej strony kuriera, w tym samym kierunku, pod słońce.

Pozostało 94% artykułu
Czytaj także: