Pozwolono zejść na 50 m? Decyduje pilot, nie kontroler

Specjaliści zgodni: to pilot decyduje o lądowaniu
Specjaliści zgodni: to pilot decyduje o lądowaniu
Źródło: TVN24
- To pilot jest podmiotem podejmującym decyzję o lądowaniu. To on ocenia wszystkie aspekty - komentuje w TVN24 Tomasz Białoszewski - publicysta lotniczy - doniesienia TVN24, jakoby rosyjski kontroler zezwolił załodze prezydenckiego Tupolewa zejść do wysokości 50 m w czasie tragicznego lotu 10 kwietnia. Mimo, że na lotnisku w Smoleńsku obowiązuje 100 m jako minimalna wysokość do podjęcia decyzji o lądowaniu.

- Jeśli kontroler powie pilotowi, że jest piękna, słoneczna pogoda, a pilot widzi mgłę, to co ma zrobić? - argumentował Białoszewski. Zdaniem redaktora pilotowi nie wolno było bez widzialności ziemi zniżyć się do takiej wysokości.

Jeśli kontroler powie pilotowi, że jest piękna, słoneczna pogoda, a pilot widzi mgłę, to co ma zrobić? Tomasz Białoszewski, publicysta lotniczy

- Jest pewien kanon. Minimum lotniska, samolotu i pilotów - tłumaczył dziennikarz argumentując tym samym, że pilot wiedząc jaka jest minimalna wysokość do podjęcia decyzji o lądowaniu, nie powinien ryzykować i polecieć na lotnisko zapasowe. - Już w korespondencji z Mińska pojawiła się informacja, że nie ma warunków do tego manewru - powiedział.

"Piloci wiedzieli, że to niebezpieczne"

Białoszewskiemu wtórował kapitan Marian Nowotnik. - Piloci znali rzeczywistość smoleńskiego lotniska. Wiedzieli, że nie można zejść poniżej stu metrów. Mieli dane, że jest to niebezpieczne. - mówił emerytowany pilot i dodaje, że być może faktycznie kontroler powiedział: zejdź niżej, a potem podejmiemy decyzję, ale zdanie o 50 metrach z pewnością było informacyjne, a nie było poleceniem.

Nowotnik powiedział jednak, że nie obwinia załogi. - Ta czynność pilotów musiała być zaburzona wpływem i sugestią osób trzecich - stwierdził kapitan. Powiedział też, że analizując katastrofę wyliczył 11 jej przyczyn.

Jedną z nich są, zdaniem pilota, nieprecyzyjne współrzędne wyprowadzające samolot z lewej strony. - Może wtedy maszyna nie zaczepiłaby o tę brzozę - hipotetyzował Nowotnik.

- Analizując to, co jest napisane na portalu tvn24.pl, uderzyło mnie to, że technik przyznaje się do słabej znajomości języka rosyjskiego, a z drugiej strony wyrokuje, że usłyszał 50 metrów. Musimy poczekać aż strona polska lub rosyjska coś dopowie.

Źródło: TVN24, tvn24.pl

Czytaj także: