Umowę dotyczącą serwisowania silników T700/CT7 wykorzystywanych w śmigłowcach Apache AH-64 podpisali w poniedziałek w Dęblinie przedstawiciele amerykańskiej firmy General Electric Aerospace oraz Wojskowych Zakładów Lotniczych. Centrum serwisowania silników powstanie w Wojskowych Zakładach Lotniczych Nr 1 w Dęblinie (Lubelskie). 96 śmigłowców Apache AH-64 trafi do polskiej armii w latach 2028–2032.
Po uroczystym podpisaniu umowy głos zabrał Cezary Tomczyk. - Wiele osób zastanawia się, czy ciągle to jest taki moment, w którym musimy inwestować wielkie pieniądze w obronę narodową - mówił.
Tomczyk: to moment, w którym musimy inwestować w obronę
- Wydaje się, że wydarzenia, z którymi mamy do czynienia w ciągu ostatnich dni, tygodni, pokazują, że to jest dokładnie ten moment - powiedział. Dodał, że w niedzielę o godzinie 21 Polska musiała zamykać przejście graniczne w Dorohusku ze względu na możliwe zagrożenie z powietrza.
- Każdego dnia nasi piloci, piloci samolotów myśliwskich, piloci śmigłowców, bronią naszej przestrzeni powietrznej przed tym, co może się zdarzyć - mówił.
Tomczyk zapowiedział, że w ciągu najbliższych dni zmieniane będą procedury dotyczące używania lotnictwa myśliwskiego i śmigłowców. - Zamieniając to, co w czasie pokoju jest standardem, czyli identyfikację wizualną, na tak zwaną identyfikację pozytywną - mówił.
- Różnica jest zasadnicza i dotyczy to tego, żeby pilot albo Dowódca Operacyjny mógł podjąć decyzję o zestrzeleniu obcego statku powietrznego na podstawie odczytów radarowych oraz innych informacji, które trafiają do systemu - wyjaśnił. Dodał, że "nie możemy być bezczynni, jeśli chodzi o kwestię zagrożenia, a zagrożeń - wszystko na to wskazuje - będzie tylko więcej".
Tomczyk powiedział, że podpisaną w poniedziałek umowę wyróżnia "transfer technologii do Polski". - Osiem miesięcy negocjacji, pełen kontrakt, szkolenie, serwis, remonty, ale także pełne uzbrojenie do Apache'y to jest wynik tego kontraktu - wymieniał.
Tom Rose: Polska buduje jedną z największych flot śmigłowców
Głos w trakcie uroczystości zabrał też ambasador USA w Polsce Tom Rose. - To bardzo ważny dzień dla nas wszystkich - powiedział.
- Polska buduje jedną z największych flot śmigłowców bojowych na świecie - mówił. Dodał, że podpisana właśnie umowa "to jest kolejny wyraz zaangażowania Polski w budowę potencjału zdolności tutaj w Polsce, ale też z punktu widzenia sojuszu, Stanów Zjednoczonych".
- To, czego się dowiadujemy codziennie, to to, że gotowość operacyjna wymaga więcej niż tylko doskonałego sprzętu, wyposażenia - powiedział Rose. Podpisanie umowy jest po to, jak mówił, żeby "ten sprzęt szybko był w stanie wrócić na pole walki".
- Polska wie, że posiadanie najbardziej zaawansowanego sprzętu wojskowego nie wystarczy. Dlatego właśnie Polska stara się też zbudować bazę wiedzy i zdolności przemysłowe, które pozwolą temu sprzętowi funkcjonować wtedy, kiedy będzie to najważniejsze - powiedział ambasador.
Stwierdził, że "prawdziwa siła wojskowa to nie jest to, co jesteśmy w stanie kupić, to jest to, co jesteśmy w stanie utrzymać".
- Prezydent Trump mocno wierzy w Polskę też dlatego, że Polska sama mocno wierzy w siebie. Inwestujecie w swoich ludzi, inwestujecie w swój przemysł i w technologię, a przede wszystkim we własną zdolność do obrony - powiedział Rose.
Wiceszef MON o zmianach w wykorzystaniu lotnictwa wojskowego
O zmiany w kwestii użycia myśliwców i śmigłowców Tomczyk pytany był w późniejszej rozmowie z dziennikarzami. Wyjaśnił, że to generał Ireneusz Nowak, Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych, podjął decyzję o zmianie procedur. - To pewne novum w ramach całego NATO - powiedział.
- W czasie pokoju identyfikacja przez statki powietrzne, ewentualnych wrogich statków powietrznych, czy dronów, czy samolotów, czy śmigłowców odbywa się poprzez kontakt wizualny, po to, żeby uniknąć błędów, żeby uniknąć sytuacji, w której na przykład cywilny statek powietrzny będzie w tej części i będzie mógł być pomylony, albo kiedy na przykład będzie to sojuszniczy myśliwiec - mówił wiceszef MON.
- W związku z zagrożeniami zdecydowaliśmy o zmianie, czyli odchodzimy od identyfikacji wizualnej na rzecz tak zwanej identyfikacji pozytywnej. Co to znaczy? Od tej pory pilot, jeśli będzie miał kilka czynników, które świadczą o tym, że to może być wrogi statek powietrzny, na przykład odczyt radarowy oraz na przykład wlot do strefy objętej zakazem lotu oraz na przykład informacje od strony ukraińskiej, będzie mógł użyć uzbrojenia z dystansu, wykorzystując do tego systemy samolotu czy śmigłowca - tłumaczył.