Tekst jest częścią cyklu reporterskiego "Rzeczpospolita łowiecka", w którym przyglądamy się umorzeniom dochodzeń w sprawie kłusownictwa oraz przywilejom, jakie mają myśliwi.
W ostatnich dniach opublikowaliśmy w TVN24+ dwa reportaże o myśliwych i o kłusownictwie w Polsce. Pierwszy tekst opowiadał o martwym łosiu bez poroża - nie wiadomo, jak zwierzę zginęło, bo policja i prokuratura błyskawicznie umorzyły sprawę. Drugi reportaż to historia myśliwego, którego inny myśliwy pomylił z... kaczką. Padło kilka strzałów, ranny został pies.
Czy przyroda potrzebuje myśliwych? I czy da się zreformować łowiectwo w Polsce? Z tymi pytaniami postanowiłem zwrócić się do eksperta, dr. Roberta Maślaka. To zoolog, adiunkt na Wydziale Nauk Biologicznych Uniwersytetu Wrocławskiego, ekspert z zakresu biologii płazów, gadów i ssaków oraz ochrony przyrody. Autor ponad 100 publikacji i ekspertyz. Członek Państwowej Rady Ochrony Przyrody. W 2024 roku jako ekspert strony społeczno-naukowej uczestniczył w pracach Zespołu ds. Reformy Łowiectwa powołanego przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska.
Tomasz Słomczyński: Czy myślistwo jest nam potrzebne?
Dr Robert Maślak: Na to pytanie można odpowiedzieć z dwóch różnych perspektyw. Pierwsza to perspektywa przyrodnicza - czyli pytanie, czy funkcjonowanie ekosystemów rzeczywiście wymaga obecności myśliwych i czy bez polowań populacje zwierząt wymknęłyby się spod kontroli. Druga to perspektywa społeczna - czyli pytanie, czy ludzie chcą, aby myśliwi wykonywali pewne zadania związane z obecnością dzikich zwierząt w krajobrazie silnie przekształconym przez człowieka.