Pojechali po odbiór aktu zgonu matki. Okazało się, że kobieta żyje. Szpital: wyciągniemy konsekwencje

Autor:
bp/
tam
Źródło:
TVN24
Pojechali po odbiór aktu zgonu matki. Okazało się, że kobieta żyje. Szpital: wyciągniemy konsekwencje (materiał "Faktów po południu")
Pojechali po odbiór aktu zgonu matki. Okazało się, że kobieta żyje. Szpital: wyciągniemy konsekwencje (materiał "Faktów po południu")TVN24
wideo 2/3
TVN24Pojechali po odbiór aktu zgonu matki. Okazało się, że kobieta żyje. Szpital: wyciągniemy konsekwencje (materiał "Faktów po południu")

W piątek 88-letni mężczyzna odebrał ze szpitala telefon z wiadomością, że jego żona zmarła. Gdy dzieci mężczyzny przyjechały na miejsce, okazało się, że kobieta żyje. Chwilę wcześniej zaczęli już przygotowania do pogrzebu. - Nadal jesteśmy w szoku. Do tego na miejscu nie było nikogo kompetentnego, z kim można było porozmawiać na ten temat - mówi mężczyzna, który sprawę zgłosił nam na Kontakt 24. Dyrektor szpitala w Ostrowcu Świętokrzyskim przeprasza i zapowiada wyciągnięcie konsekwencji. - Doszło do złamania procedur - podkreśla.

Matka pana Zbigniewa przebywa pod opieką lekarzy ze szpitala w Ostrowcu Świętokrzyskim. Kobieta jest w ciężkim stanie. W piątek o śmierci matki rodzinę poinformował jeden z pracowników lecznicy.

"Tata poinformował mnie oraz moją siostrę, a my - dalszą i bliższą rodzinę"

- 17 czerwca w godzinach rannych mój tata otrzymał telefon ze szpitala w Ostrowcu Świętokrzyskim, gdzie leży moja mama, ciężko chora, że jego żona zmarła o 7 rano. Poinformował o tym mnie oraz moją siostrę, a my - dalszą i bliższą rodzinę. Siostra i ja spotkaliśmy się w domu taty w Ostrowcu i wybraliśmy się do szpitala po wypis aktu zgonu - relacjonuje Zbigniew Matyjanek.

Jak mówi, w drodze do szpitala wraz z siostrą udali się do zakładu pogrzebowego, by omówić termin kremacji i sposób dostarczenia urny do Kielc, gdzie miał się odbyć pogrzeb. Gdy dotarli do szpitala, doznali szoku.

- Spytaliśmy, czy możemy odebrać akt zgonu pani Matyjanek. Panie popatrzyły na siebie bardzo dziwnym wzrokiem, jedna z nich żachnęła się nawet i powiedziała: "przecież pani Matyjanek żyje". Niewiele myśląc, wpadliśmy do sali, gdzie leżała mama. Jest w bardzo ciężkim stanie, ale żyje. Przytuliliśmy ją. Mogliśmy ją pogłaskać, dotknąć - opowiada mężczyzna.

Szpital w Ostrowcu ŚwiętokrzyskimTVN24

"Nie umiano nam tego wytłumaczyć", psycholog "nie miał czym przyjechać"

Jak dodaje siostra pana Zbigniewa, Anna Wiadrowska, pracownicy szpitala nie potrafili wytłumaczyć pomyłki. - Nie umiano nam tego wytłumaczyć. Pani przełożona powiedziała, że tatę informował jakiś pracownik z 15-letnim stażem, więc nie jakiś młody - mówi. Później sprawa trafiła do dyrektora, którego jednak nie było w piątek w pracy.

Pan Zbigniew dodaje, że w tamtym momencie w szpitalu nie było nikogo, kto mógłby wyjaśnić sytuację. - Chciałem rozmawiać z lekarzem, następnie dyrektorem szpitala lub zastępcą o tej tragicznej pomyłce. Niestety nikogo nie było pomimo godziny około 12. Po rozmowie z księgową, która z personelu była jedyną kompetentną osobą, poprosiłem o pomoc psychologa dla mojego taty, który ma 88 lat i mógł nie przeżyć takiego ciągu informacji. Pani księgowa poinformowała mnie, że psycholog "nie ma czym pojechać". Jestem w szoku, w jaki sposób szpital w Ostrowcu jest zarządzany - podkreśla.

Według władz szpitala, psycholog nie dojeżdża do domu pacjenta. Mógłby za to porozmawiać z tatą pana Zbigniewa w szpitalu.

Syn pacjentki zapowiada, że żądać będzie odszkodowania za szkody moralne i odpowiedzialności karnej - za spowodowanie zagrożenia życia jego ojca.

Dyrektor szpitala: przepraszam. Konsekwencje zostaną wyciągnięte

Dyrektor szpitala w Ostrowcu Świętokrzyskim Tomasz Kopiec zapewnia, że sprawa jest wyjaśniana. W rozmowie z reporterką TVN24 przyznał, że po stronie placówki doszło do błędu. Rodzinę o śmierci pacjenta powinien powiadomić lekarz, a w tym przypadku była to pielęgniarka.

Szpital powiadomił rodzeństwo, że matka nie żyje. Na miejscu okazało się, że to nieprawda. Dyrektor przeprasza
Szpital powiadomił rodzeństwo, że matka nie żyje. Na miejscu okazało się, że to nieprawda. Dyrektor przeprasza

- Doszło do złamania procedury. Mamy jasno opisane rozwiązania w takiej sytuacji, pracownicy nie postępowali zgodnie z przyjętymi zasadami. W tej chwili poprosiliśmy personel o wyjaśnienia, natomiast już ze wstępnych ustaleń wynika, że nie przestrzegano procedury - przyznaje dyrektor. - Przepraszam, nie znajduję tu żadnego uzasadnienia i mogę tylko wyrazić współczucie dla rodziny pacjentki, która przebywa wciąż na naszym ZOL-u (w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym - przyp. red.) - mówi Kopiec.

Dyrekcja szpitala czeka teraz na pisemne wyjaśnienia osoby, która powiadomiła rodzinę o - jak się okazało - nieprawdziwej śmierci pacjentki. - Konsekwencje zostaną wyciągnięte - zapewnia Kopiec, odnosząc się do wewnętrznego postępowania, prowadzonego w placówce. Stwierdza jednocześnie, że wolałby, aby o ewentualnym odszkodowaniu zadecydował sąd.

Pierwszą informację o sprawie otrzymaliśmy na Kontakt 24.

Autor:bp/ tam

Źródło: TVN24

Źródło zdjęcia głównego: TVN24

Pozostałe wiadomości