Polska

"Była jakby w innym świecie". Uczestnik wycieczki: rezydent prosił, by na nią uważać

Polska

Uczestnik wycieczki: Magda była jakby w innym świecie
Uczestnik wycieczki: Magda była jakby w innym świecietvn24
wideo 2/25

Widzieliśmy, jak Magda szła takim tanecznym, powolnym krokiem, rękoma wykonując taneczne ruchy, jakby tańczyła. Nawet ktoś próbował się do niej odezwać, ale ona w ogóle nie reagowała, jakby była w innym świecie - opowiadał na antenie TVN24 uczestnik wycieczki do Marsa-Alam, na której była też Magdalena Żuk. 27-letnia kobieta w niedzielę zmarła w egipskim szpitalu, w sprawie jej śmierci prowadzone jest śledztwo.

Jak relacjonował pragnący zachować anonimowość uczestnik wyjazdu, w którym brała udział Magdalena Żuk, pierwszy kontakt z nią miał pierwszego dnia po przylocie, na spotkaniu informacyjnym. - W pewnym momencie jedna z pań, potem się okazało, że to jest pani Magda, spytała się, dlaczego nie ma korka w wannie. Trochę nas to wszystkich zdziwiło, bo nie pierwszy raz byliśmy w Egipcie i nigdy korków nie było w wannach - zauważył.

Rezydent: uważajcie na Magdę

- Następnego dnia byliśmy z żoną w pobliżu recepcji. Podeszła do mnie blondynka [Magdalena Żuk -red.], młodziutka, i zwraca się do mnie w ten sposób: słuchaj, może byśmy zorganizowali spotkanie integracyjne, żeby się lepiej poznać z grupą - wspomina. Mężczyzna odpowiedział, że chętnie je zorganizuje, ale lepiej by było zorganizować takie spotkanie wieczorem po kolacji.

- Pani Magda w tym momencie odwróciła się nagle, zaczęła powtarzać: "gdzie jest mój chłopak", wypowiedziała jeszcze kilka słów, których nie zrozumiałem, i szybkim krokiem odeszła - relacjonuje uczestnik wycieczki.

- Zdziwiło mnie to trochę, ale uznałem, że widocznie jej chłopak jej zaginął i szuka chłopaka, to wszystko - mówi. Jak podkreśla, wówczas jeszcze nie znał szczegółów historii Magdaleny Żuk i nie wiedział, że jej chłopak został w Polsce.

Jak relacjonował, następnego dnia rezydent przyznał mu i jeszcze kilku osobom, że "ma kłopot z jedną z uczestniczek, z panią Magdą, jest z nią coś nie tak: nie mogę się z nią dogadać, bardzo proszę was, byście na nią uważali". Dopytywany powiedział, że nie wie, co rezydent mógł mieć na myśli mówiąc, by "uważać" na Magdę. - Więcej nic nie mówił, też był zdenerwowany, zmęczony - dodał.

"Była w innym świecie"

Jak wspominał świadek, przez kolejne dwa, trzy dni nie widział pani Magdy, ale codziennie o niej rozmawiano z pozostałymi uczestnikami wycieczki podczas wspólnych posiłków. - Nigdy nie spotkaliśmy pani Magdy, ani ja, ani żona, na żadnym z posiłków. Mam wrażenie, że ona nie jadła - dodał.

- Rezydent mówił, że ma z nią [Magdaleną Żuk - red.] duże problemy, że jej rodzina chce, by on ją jak najszybciej wysłał samolotem do Polski. Niestety, nie było miejsc w samolocie, ani w czwartek, ani w piątek - mówił. - Mówił, że nie ma co z nią robić, dzwonił do ambasady, mówił że nie ma żadnego kontaktu z ambasadą, kilkakrotnie. W pewnym momencie dowiaduje się [rezydent - red.], że ona zasłabła w pokoju - relacjonował słowa rezydenta.

- Jedna z koleżanek opowiadała nam, że wchodziła do niej do pokoju, prosiła: "Magda, Magda, co ja ci mogę pomóc", ale Magda nie dała sobie, tak jak ona mówiła, pomóc. Odpychała, była w innym świecie, coś się z nią złego działo - opowiadał. - Lekarz przyszedł ją zbadać, zabrała walkie-talkie ochroniarzowi, pytała, czy oni wierzą w Boga, takie różne rzeczy - dodał.

Współuczestnik wycieczki powiedział, że ostatni raz widział Magdę w sobotę. - Byliśmy na plaży, widzieliśmy jak Magda, bo tak wszyscy na nią mówiliśmy, szła wolnym krokiem, w długich spodniach, bluzce, takim tanecznym, powolnym krokiem, rękoma wykonując taneczne ruchy, schodząc krok po kroku ze schodów, tak jakby tańczyła - mówił. - Nawet ktoś próbował się do niej odezwać, ale ona w ogóle nie reagowała. Zrobiła taką rundę wokół hotelu, jeszcze raz przeszła koło nas, zdejmując bluzkę, zakładając tę bluzkę, taka była jakby w innym świecie - wspominał.

- W niedzielę pojawił się rezydent, poprosił nas o spotkanie. Był załamany, wręcz płakał. Po jakimś czasie się uspokoił, powiedział, że Magda nie żyje - wspomina.

Monitoring ze szpitala w Hurghadzie
Monitoring ze szpitala w Hurghadzietvn24
wideo 2/1

Śledztwo w Polsce i Egipcie

Według wstępnych ustaleń, 27-letnia Magdalena Ż. 25 kwietnia poleciała na wycieczkę do kurortu Marsa-Alam. Po dwóch dniach partnera kobiety, który miał z nią kontakt telefoniczny, zaniepokoiło jej zachowanie. Zaplanował jej wcześniejszy powrót do kraju.

Ze względu na pogarszający się stan zdrowia Ż. trafiła do szpitala. W tym samym czasie do Egiptu przyjechał jej znajomy, aby zabrać ją do Polski. W szpitalu w niedzielę dowiedział się, że kobieta nie żyje, że zmarła w wyniku obrażeń wskutek upadku z pierwszego lub drugiego piętra szpitala w Marsa-Alam, w którym przebywała.

W środę w Egipcie przeprowadzono sekcję zwłok Magdaleny Żuk. W badaniu, oprócz egipskich śledczych, wzięli udział polski prokurator i biegły.

Równoległe śledztwa

Rodzina Polki złożyła do Prokuratury Krajowej wniosek z prośbą o objęcie nadzorem śledztwa w tej sprawie. W Polsce sprawę wyjaśnia specjalny zespół śledczy powołany przez prokuratora krajowego Bogdana Święczkowskiego w Prokuraturze Okręgowej w Jeleniej Górze.

W Egipcie śledztwo specjalnym nadzorem objął natomiast egipski prokurator generalny Egiptu.

Relacja uczestnika wyjazdu do Egiptu
Relacja uczestnika wyjazdu do Egiptutvn24

O sprawie tajemniczej śmierci w Egipcie czytaj więcej w specjalnym raporcie tvn24.pl.

Autor: mm\mtom / Źródło: TVN24, PAP

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Tagi:
Raporty:
Pozostałe wiadomości