Czym są midterms
Wybory midterm (z ang. midterm elections, a częściej midterms) to najprościej ujmując wybory środka kadencji - przypadają bowiem w okolicach połowy kadencji urzędującego prezydenta, po dwóch latach od jego wyboru. Nazywa się je czasem również wyborami połówkowymi, rzadziej śródokresowymi.
Kiedy się odbywają
Stany Zjednoczone mają ustawowo ustalony Election Day - Dzień Wyborów i jest to każdy "wtorek następujący po pierwszym poniedziałku miesiąca listopada". W praktyce jest to więc wtorek przypadający pomiędzy 2 i 8 listopada. W tym roku Election Day wypadł we wtorek 3 listopada.
Część wyborców oddaje głosy już wcześniej, korzystając z tzw. wczesnego głosowania (early voting), dopuszczonego w większości stanów. Głosy można oddawać również korespondencyjnie.
Kogo wybierają Amerykanie
W midterm elections, choć w nazwie nawiązują do kadencji prezydenta, wybiera się cały skład Izby Reprezentantów USA (435 przedstawicieli) oraz jedną trzecią składu Senatu USA (zwykle 33 lub 34 spośród 100 senatorów).
W USA pełny skład Izby Reprezentantów wybiera się co dwa lata - na dwuletnią kadencję - w każdym roku parzystym. Kadencja senatorów trwa sześć lat, a co dwa lata - również w latach parzystych - wybiera się jedną trzecią ich składu, w związku z tym, że jednej trzeciej senatorów kończy się kadencja.
W tym roku wybieranych jest 35 senatorów, gdyż do 33 doszły dwa dodatkowe miejsca - na Florydzie, na pozostałe dwa lata kadencji zwolnionej przez sekretarza stanu Marco Rubio oraz w Ohio - na dokończenie kadencji J.D. Vance’a, który zrezygnował z mandatu obejmując urząd wiceprezydenta.
Tego samego dnia wyborcy w większości stanów wybiorą również polityków stanowych. Szczególnie dużo uwagi w tym roku przykuwają wybory gubernatorów w Kalifornii, na Florydzie, w Georgii i Michigan.
Co może się zmienić w Izbie Reprezentantów
Izba Reprezentantów to izba niższa amerykańskiego parlamentu, czyli Kongresu. Zwykle to ona proponuje i omawia projekty ustaw. Obecnie Partia Republikańska ma w niej 218 miejsc, co stanowi minimalną liczbę mandatów potrzebnych do jej kontrolowania, plus jednego niezależnego posła, który głosuje razem z nimi.
Jeśli demokraci przejmą tę izbę, republikanie stracą możliwość uchwalania ustaw bez ich poparcia. Do tego nowa większość mogłaby np. zacząć wszczynać śledztwa w sprawie działań administracji, żądać dokumentów, wzywać świadków na przesłuchania, a także poddawać wysokich rangą urzędników ciągłej kontroli.
Co może się zmienić w Senacie
To izba wyższa Kongresu. W Senacie republikanie zajmują obecnie 53 miejsca, demokraci 47. By przejąć kontrolę nad izbą ci ostatni muszą zwiększyć stan posiadania do 51 miejsc. Choć większość z 35 mandatów, wybieranych w tym cyklu, to tradycyjne bastiony prawicy, z ostatnich sondaży wynikało jednak, że kandydaci demokratów mieli przewagę w każdym z siedmiu kluczowych pojedynków, decydujących o układzie sił w tej izbie.
Czemu kontrola nad tą izbą jest tak ważna? Senat, poza rolą w uchwalaniu prawa, zatwierdza nominowanych przez prezydenta członków gabinetu, ambasadorów czy sędziów federalnych, w tym kandydatów do Sądu Najwyższego. Nowa większość mogłaby więc zablokować lub opóźnić wiele nominacji.
Co wybory mogą oznaczać dla Trumpa
Choć w środę rano Donald Trump nadal będzie prezydentem USA, może obudzić się w zupełnie innej politycznie Ameryce. Midterms powszechnie uznawane są za swoiste referendum oceniające dotychczasowe działania prezydenta i jego administracji.
Trump mocno angażował się w ostatnich tygodniach w kampanię wspierania republikańskich kandydatów, a same wybory na jej finiszu nazwał nawet najważniejszymi "w naszym życiu". Jednak wcale nie musi to pomóc republikanom, prezydent ma bowiem rekordowo niskie poparcie.
Jeśli wyborcy zechcą ukarać partię sprawującą władzę za politykę Trumpa, to przejęcie obu izb - które nie tylko zatwierdzają ustawodawstwo federalne, ale też odgrywają ważną rolę w nadzorze nad władzą wykonawczą - może mocno utrudnić mu zarządzanie krajem w dotychczasowym stylu.
Prezydent już zadeklarował, co zrobi w przypadku przejęcia Kongresu przez Partię Demokratyczną. - Cóż, jeśli do tego dojdzie, chyba zostanę panem weto - powiedział.