TVN24 | Polska

"Przed chwilą dzwoniliście, że macie dwa miejsca jeszcze". Jazda na sygnale nie wystarcza, by zdążyć do szpitala

TVN24 | Polska

Autor:
Szymon
Jadczak (szymon_jadczak@tvn.pl)
Źródło:
tvn24.pl
"Dwa miejsca jeszcze są"
"Dwa miejsca jeszcze są"tvn24.pl
wideo 2/10
tvn24.pl"Dwa miejsca jeszcze są"

Zdaniem rzecznika Ministerstwa Zdrowia to, że karetki krążą między szpitalami, które nie chcą przyjąć pacjentów, bierze się z braku kontaktu z koordynatorami. Ale nagrania, które publikujemy, pokazują, że ten kontakt jest. Zdarza się też, że wolne miejsca, o których poinformował ratowników koordynator, znikają, zanim karetka zdąży dojechać do placówki.

Od ubiegłego tygodnia prezentujemy w tvn24.pl dramatyczne nagrania z rozmów pomiędzy załogami karetek a dyspozytorami pogotowia ratunkowego. Słychać na nich, że z powodu pandemii w szpitalach brakuje miejsc nawet dla osób z zagrożeniem życia. Karetki jeżdżą od jednej placówki do drugiej, a dyspozytorzy muszą wykłócać się z dyżurnymi szpitalnych oddziałów ratunkowych o przyjęcie pacjentów.

We wtorek rano na antenie TVN24 o odniesienie się do tych nagrań został poproszony rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz. Według niego takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. Ale winą obarczył dyspozytorów pogotowia, którzy powinni w jego opinii prosić o pomoc wojewódzkiego koordynatora ratownictwa medycznego.

- Do takich sytuacji nie powinno dochodzić - powiedział Andrusiewicz. - Po to powstali koordynatorzy w województwach, żeby to nie dyżurka, dyspozytornia decydowała, do którego szpitala ma jechać karetka pogotowia, żeby to nie ratownicy medyczni jechali do najbliższego szpitala, bo logicznym jest, że miejsca może nie być. Powiedzmy sobie szczerze, że będą się zdarzały sytuacje, tak jak się zdarzają, że w danym szpitalu miejsc zabraknie, ale po to są powołani koordynatorzy. (...) Dzwoniąc do koordynatora, to on decyduje, gdzie pacjent ma zostać skierowany. Koordynator ma bieżącą wiedzę, w których szpitalach są wolne miejsca. Dzwoni do szpitala, potwierdza to wolne miejsce i kieruje tam zespół ratownictwa medycznego - wyjaśniał rzecznik.

Wojciech Andrusiewicz o nagraniach z karetek
Wojciech Andrusiewicz o nagraniach z karetekTVN24

Czego rzecznik nie usłyszał

Do zadań wojewódzkiego koordynatora ratownictwa medycznego należy m.in. zapewnienie współpracy dyspozytorów medycznych, rozstrzyganie sporów dotyczących przyjęcia przez szpital osoby w stanie nagłego zagrożenia życia lub zdrowia od zespołu ratownictwa medycznego. Kontakt dyspozytora z koordynatorem to ostateczność w poszukiwaniu miejsca dla pacjenta. W publikowanych przez tvn24.pl nagraniach - wbrew temu, co mówił Wojciech Andrusiewicz - pojawiali się koordynatorzy.

I tak w nagraniu z 14 października, które opublikowaliśmy w piątek, słyszymy, że dyspozytor kontaktuje się z koordynatorem w imieniu karetki, która z chorym pacjentem nie została przyjęta na SOR-ach w czterech kolejnych szpitalach. Informację od koordynatora dyspozytorka przekazuje załodze z wyraźnym przekąsem: "Z uśmiechem na twarzy i z dumą na twarzy proszę jechać do szpitala im. prof. Orłowskiego. Czerniakowska 231. Decyzją wojewody mazowieckiego szpital musi przyjąć pacjenta". To placówka, od drzwi której ratownicy odbili się półtorej godziny wcześniej.

"No dobra, to jedziemy zobaczymy. Kolejne pewnie będą kłótnie" - mówią ratownicy.

"Żadnych kłótni. Decyzja wojewody" - ucina dyspozytorka.

"Ale mamy go tu rzucić pod drzwi? Czy gdzie?"
"Ale mamy go tu rzucić pod drzwi? Czy gdzie?"TVN24

W zgodnej opinii ratowników to nie brak kontaktu z koordynatorami sprawia, że karetki jeżdżą z chorymi od szpitala do szpitala lub godzinami stoją na podjazdach SOR-ów.  

Oczywiście, że jest kontakt z koordynatorami

- Oczywiście, że nasi dyspozytorzy kontaktują się z koordynatorami. To jest rutynowa procedura. Zresztą o tych kontaktach wiadomo, bo piszemy o nich w codziennych raportach - mówi tvn24.pl Karol Bielski, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego "Meditrans" w Warszawie.

Ale, jak zauważa Bielski, czasem pojawiają się problemy z dodzwonieniem się do koordynatora, bo odpowiada on za system ratownictwa w całym województwie mazowieckim, liczącym 5,4 mln ludzi. Kolejna rzecz to brak możliwości manewru ze strony koordynatora. Jeśli szpital nie ma miejsc, nikt nie zmusi placówki do przyjęcia pacjenta w ciężkim stanie.

Jak tłumaczy Karol Bielski, karetki pogotowia zawożą chorych do szpitalnych oddziałów ratunkowych, które zazwyczaj sprawnie radzą sobie z podstawowym zaopatrzeniem pacjentów. Ale często SOR-y decydują, że dana osoba powinna być dalej leczona w szpitalu, na innym oddziale. Jednak z powodu pandemii szpitalne oddziały są pełne i powstaje wąskie gardło, którego efektem są m.in. sznury karetek na podjazdach.

Na pacjenta nie oczekujemy

Jak to wygląda w praktyce, słychać na kolejnych nagraniach, które ujawniamy na tvn24.pl.

Teoretycznie wojewódzki koordynator ma podgląd na wolne miejsca w szpitalach, ale przy okazji szalejącej pandemii czasem miejsca znikają z systemu, zanim karetka zdąży dojechać do szpitala, mimo że jedzie na sygnale. Do takiej sytuacji doszło w poniedziałek w warszawskim szpitalu przy Lindleya.

Dyspozytor nakazuje jechać tam dwóm zespołom, bo ma informację, że są tam dwa miejsca dla osób z COVID-19. W tym momencie zgłasza się dyżurny SOR z tego szpitala.

Dyspozytor: - Słuchamy Lindleya?

Dyżurny SOR: - Covid, co jedzie do nas, to jest na papierze dodatni?

Dyspozytor: - Tak, potwierdzony dodatni. 85 saturacja.

Dyżurny SOR: - Nie oczekujemy. Dziękuję.

Dyspozytor: - Przed chwilą tam żeście dzwonili, że macie dwa miejsca jeszcze i chcecie. Jedzie tam też drugi zespół.

Rozmowa się urywa.

"Dwa miejsca jeszcze są"
"Dwa miejsca jeszcze są"tvn24.pl

14 godzin czekania

Kolejne rozmowy pokazują kolejne patologie. Zgodnie z przepisami regulującymi ratownictwo medyczne karetka powinna jechać do najbliższego szpitala, chyba że stan zdrowia pozwala na dalszy transport chorych. W efekcie do szpitali ustawiają się kolejki karetek. Dokumentuje to inne nagranie z poniedziałku.

Dyspozytor: - Zabierz proszę na Kasprzaka tego pacjenta. Trzy karetki na Banacha czekają, tam się zejdzie dwie-trzy godziny. To jest bez sensu. Jedziemy na Kasprzaka.

Załoga karetki: - Dobra, dzięki, super.

Dyspozytor: - Pacjentka już i mocz, i kał oddała, i nadal czeka, więc nie będziemy tam już dublować, bo to tragedia jest. Pojedź proszę do szpitala na Kasprzaka, wydaje się, że to będzie rozsądniejsze.

Załoga na to odpowiada, że ostatnio stali tam cztery i pół godziny, ale jak wynika z rozmów, ich koledzy spędzili na podjeździe do szpitala... 14 godzin. A jeśli w szpitalu brakuje miejsc, załoga karetki może dostać z placówki szpitala co najwyżej świstek papieru. Kolejne nagranie z poniedziałku: 

Dyspozytor: - Udało się?

Załoga karetki: - Mamy odmowę przyjęcia pacjenta podpisaną, podbitą.

"To jest bez sensu"
"To jest bez sensu"tvn24.pl

Zapytaliśmy dziś, ile razy dziennie w ciągu ostatnich siedmiu dni dyspozytorzy pogotowia ratunkowego kontaktowali się z Wojewódzkim Koordynatorem Ratownictwa Medycznego w sprawie braku miejsc w szpitalach. Rzeczniczka wojewody mazowieckiego obiecała, że jeszcze we wtorek postara się udzielić nam odpowiedzi.

Autor:Szymon Jadczak (szymon_jadczak@tvn.pl)

Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock

Tagi:
Raporty:
Pozostałe wiadomości