Szef polskiego rządu podczas spotkania zespołu koordynacyjnego w sprawie sytuacji na Bliskim Wschodzie podziękował wszystkim za podjęte dotychczas działania, w tym za ewakuację osób potrzebujących pomocy medycznej samolotami wojskowymi.
- Mam informację, że od 1 marca ponad 2800 osób - czy to liniami cywilnymi, czy bezpośrednio przy pomocy naszych placówek konsularnych - ewakuowało się z tych terenów zagrożonych - przekazał Donald Tusk.
Jak zaznaczył, nie jest to jednak powód do odczuwania satysfakcji, ponieważ "bardzo dużo ludzi czeka ciągle nie tylko na pomoc, ale bardzo często też na informacje".
Premier: Unia Europejska jest gotowa współfinansować naszą akcję ewakuacyjną
Tusk mówił, że "Unia Europejska jest gotowa współfinansować naszą akcję ewakuacyjną w ramach mechanizmu europejskiego, jeśli na pokładzie naszych samolotów miejsce znajdą także inni obywatele Unii Europejskiej".
- Oczywiście dla nas priorytetem są obywatele polscy, ale proszę elastycznie, inteligentnie korzystać z tego mechanizmu - zaapelował szef rządu.
Jak dodał, "nasi obywatele też będą mogli korzystać z tego mechanizmu w samolotach innych państw". - Wszystkim zależy, aby maksymalnie wykorzystać każde miejsce w samolocie i żeby to miało charakter też koordynacji europejskiej. Nie bez znaczenia jest fakt, że wtedy także całość akcji jest finansowana przez Unię Europejską - powiedział Tusk.
Tusk: wszystkie placówki muszą być w najwyższej gotowości
Szef rządu zaapelował do wszystkich placówek dyplomatycznych i urzędników odpowiedzialnych za pomoc obywatelom za granicą o pełną mobilizację i elastyczność działania.
- Warto uświadomić wszystkim placówkom, wszystkim bez wyjątku ludziom, którzy zajmują lub powinni zajmować się obywatelami, którzy znaleźli się w kłopotach, że to jest sytuacja, która ma charakter wojenny - powiedział.
Premier zaznaczył, że chodzi zarówno o osoby, które utknęły w regionie objętym konfliktem, jak i o Polaków przebywających w innych częściach świata, znajdujących się w trudnej sytuacji. - Czy to jest turysta zabłąkany nie ze swojej winy w Wietnamie czy w Tajlandii i czekający na jakąkolwiek informację, albo czy to jest turystka - dostałem taki sygnał - która oczekuje pomocy od naszej ambasady w Tajlandii, bo skończyły się leki, które musi brać codziennie - zaznaczył.
Jak podkreślił, w obecnych warunkach trzeba "być wrażliwym i elastycznym i reagować na każdą potrzebę". - To sytuacja nadzwyczajna, więc ona wymaga nadzwyczajnych wysiłków, żadnej rutyny i naprawdę niech nie liczą na pobłażliwość ci, co do których będziemy mieli pewność, że nie zdali egzaminu z jakiegoś niewyjaśnionego powodu. Wszyscy muszą absolutnie, to jest alert, muszą być w najwyższej gotowości i skoncentrowani tak, aby ta akcja przebiegła jak najsprawniej - oświadczył Tusk.
Zaapelował też do członków zespołu o docieranie do wszystkich zainteresowanych wyprzedzająco z informacją o lotach powrotnych.
Opracowała Justyna Sochacka/ft
Źródło: PAP
Źródło zdjęcia głównego: PAP/Radek Pietruszka