Chcą odwołania rzeczniczki praw dziecka. "Niebezpieczna". Monika Horna-Cieślak i policja odpowiadają

Monika Horna-Cieślak
Horna-Cieślak: młody człowiek może zadzwonić bez zgody rodzica, ale nie może pójść do poradni
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: PAP/Radek Pietruszka
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Byłam świadkiem stosowania przemocy fizycznej i psychicznej wobec kilkuletnich dzieci - pisze w oświadczeniu rzeczniczka praw dziecka Monika Horna-Cieślak. Tymczasem opozycja już zapowiedziała wnioski o jej odwołanie. Wszystko po publikacji portalu Zero, którego autor opisał, jak rodzinie odebrano dzieci po interwencjach rzeczniczki, podczas gdy sąd i policja nie widziały do tego podstaw. Oświadczenie wydała też Komenda Stołeczna Policji.

Portal Zero opisał sytuację, do której miało dość 14 sierpnia na warszawskiej Białołęce. Horna-Cieślak miała dostrzec kobietę, która szarpie dziecko i na nie krzyczy. Urzędniczka zwróciła jej wówczas uwagę. W odpowiedzi kobieta miała odpowiedzieć wulgaryzmami. Horna-Cieślak rozpoczęła wówczas "szereg czynności, które (...) doprowadziły do przymusowego odebrania dzieci rodzicom. Bez realnego zagrożenia dla nich". Dzieci mają trzy i cztery lata.

Policja miała przeprowadzić w mieszkaniu kobiety interwencję, jednak nie stwierdziła podstaw do odebrania dzieci. Sprawa trafiła do sądu rodzinnego. Według Zero.pl ten również nie stwierdził podstaw. Biuro RPD miało dwukrotnie interweniować w sądzie telefonicznie. Do tego - jak opisał portal - Horna-Cieślak spotkała się z komendantem stołecznym policji Krzysztofem Ogrońskim oraz policjantką.

Monika Horna-Cieślak
Monika Horna-Cieślak
Źródło zdjęcia: Paweł Supernak/PAP

"To wtedy właśnie zapada decyzja, o którą Monika Horna-Cieślak zabiegała od piątku, od momentu kłótni na ulicy. Funkcjonariuszka policji wydaje wobec rodziców nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do dwójki dzieci" - relacjonowało Zero, sugerując, że odebranie dzieci było pokłosiem kłótni. Ponieważ rodzicom nie udało się zapewnić dzieciom innej opieki, trafiły one do domu dziecka.

Nadal jednak obowiązywało wcześniejsze orzeczenie sądu niestwierdzające podstaw do odebrania dzieci rodzicom. Gdy te trafiły do domu dziecka, sąd przeanalizował sprawę ponownie, po czym "nakazał natychmiastowe wydanie dzieci rodzicom" - opisał portal.

Odpowiedź rzeczniczki praw dziecka. Pisze o dowodach i Niebieskich Kartach

Na publikację zareagowała Monika Horna-Cieślak, która przedstawiła swoje stanowisko na X.

"Byłam świadkiem stosowania przemocy fizycznej i psychicznej wobec kilkuletnich dzieci w miejscu publicznym. Poza stosowaniem przemocy fizycznej, Matka wyzywała dziecko w wulgarny sposób w tym m.in. 'ty k****'" - napisała na X. Jak podkreśliła, "jako świadek przemocy" zawiadomiła policję.

Rzeczniczka przekazała, że w rodzinie dochodziło wcześniej do przemocy. "Biuro Rzecznika Praw Dziecka jest w posiadaniu pełnej dokumentacji i materiału dowodowego dotyczącego tej rodziny i wcześniejszych form stosowania przemocy wobec dzieci - w szczególności Niebieskich Kart, informacji ze strony sąsiadów" - napisała. Jak sprecyzowała, "materiał dokumentujący przemoc wobec dzieci pochodzi z 2025 roku" i był gromadzony "przez różne instytucje".

Poinformowała też, że zarówno biuro RPD, jak i "inne właściwe służby" nadal "niezależnie podejmują działania mające na celu zabezpieczenie dzieci". Jak zaznaczyła, "ich sytuacja nadal wymaga ochrony".

Także w oświadczeniu przesłanym portalowi Zero Horna-Cieślak podkreśla, że działania Biura Rzecznika Praw Dziecka "mają oparcie w szerokim materiale dowodowym dotyczącym dzieci zgromadzonym w sprawie".

Jak pisze, podstawą decyzji o odebraniu dzieci były też informacje zawarte w kwestionariuszach, których wypełnienia wymaga od Biura RPD obowiązujące prawo. "W tym przypadku kwestionariusz wypełniony odnośnie każdego dziecka jednoznacznie wskazał, że powinno dojść do zastosowania odpowiednich i natychmiastowych środków zabezpieczających dzieci" - brzmi oświadczenie. Jak dodano, kwestionariusz wypełniony został również przez policję i także on "wskazał, że powinno dojść do zastosowania odpowiednich i natychmiastowych środków".

Odnosząc się do informacji o naciskach na policję, Horna-Cieślak przekonuje, że Biuro RPD "podejmuje w tej sprawie działania stosownie do swoich kompetencji". Jak pisze, w przypadku, gdy nie zgadza się ono z decyzją sądu, "korzysta z przysługujących mu środków prawnych".

Policja wydała oświadczenie: wobec rodziny prowadzona była procedura

W odpowiedzi na tekst portalu Zero oświadczenie wydała też Komenda Stołeczna Policji. Potwierdziła, że 15 sierpnia "odbyło się spotkanie o charakterze roboczym, które dotyczyło sytuacji rodziny oraz kwestii związanych z bezpieczeństwem małoletnich", jednak "nie miało ono charakteru decyzyjnego". "Komendant Stołeczny Policji nie uczestniczył w tym spotkaniu" - dodano.

Policja podkreśliła też, że "ocena sytuacji rodziny" nie opierała się na tym jednorazowym zdarzeniu, lecz była ona wcześniej znana służbom. "Wobec rodziny prowadzona była już procedura interdyscyplinarna, Niebieska Karta oraz sprawowany był nad nią nadzór sądowy" - napisano. "Nakazy i zakazy zostały wydane w oparciu o dokumenty, które wynikają z obowiązujących procedur Niebieskiej Karty oraz zeznań świadków" - zaznaczono.

Policja odniosła się też do decyzji o odebraniu dzieci po interwencji RDP, podkreślając, że działania policji podlegają kontroli sądu.

Opozycja chce odwołania Hornej-Cieślak. "Niebezpieczna"

Na doniesienia portalu zareagowali politycy opozycji. "Rzecznikiem Praw Dziecka jest niebezpieczna kobieta. Klub Rozwój Plus złoży wniosek o jej odwołanie" - zapowiedział Marcin Horała. Jak dodał, "jako ojciec apeluję do rządzących: poprzyjcie ten wniosek i odwołajmy ją nim skrzywdzi kolejną rodzinę".

Wnioski o odwołanie Hornej-Cieślak zapowiedziały też PiS i Konfederacja. Jak ocenił Mariusz Błaszczak, informacje ujawnione przez Zero "są bulwersujące". "Rzecznik Praw Dziecka ma chronić dzieci przed krzywdą, a nie wykorzystywać autorytet swojego urzędu do wywierania nacisku na inne instytucje. - ciągnął. "W naszej ocenie Monika Horna-Cieślak nie powinna dłużej pełnić funkcji Rzecznika Praw Dziecka" - podkreślił.

"Ta wiedźma doprowadziła do zabrania dzieci w wieku 3 i 4 lat do domu dziecka, tylko dlatego, że została słusznie zwyzywana na ulicy przez ich matkę" - obrażał rzeczniczkę Sławomir Mentzen.

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: