- 15-letni Filip Drzewiecki jest podwójnym mistrzem świata. Na czym polega jego dyscyplina, czyli biegi przeszkodowe?
- Trenowali jego rodzice, tak zaczęła się przygoda z OCR. Czy tata dałby radę pokonać syna?
- Jak wyglądają zawody? I co ważniejsze - Igrzyska olimpijskie. Jaki jest cel Filipa Drzewieckiego?
Po przylocie wrócił do szkoły, do szkolnej ławy - IV Liceum Ogólnokształcące w Wałbrzychu, klasa pierwsza, profil sportowy. Powitanie czekało na niego mistrzowskie, szpaler, brawa, wiwaty i okrzyki. Nie spodziewał się, nic a nic. - Wszyscy mnie przywitali, koleżanki, koledzy i grono pedagogiczne. Przygotowano nawet filmik z zawodów, który wspólnie obejrzeliśmy. Niespodzianka, o niczym nie wiedziałem. Świetnie to wyszło, bardzo się ucieszyłem, bardzo wszystkim dziękuję - opowiada Filip.
"Procentuje ta wszechstronność Filipa"
Biegi przeszkodowe, czyli Obstacle Course Racing, skrótowo OCR. Na czym polegają? Bieg przełajowy urozmaicony jest - lub utrudniony, określenie do wyboru - naturalnymi i sztucznymi przeszkodami terenowymi. Początki, te światowe? Anglia, rok prawdopodobnie 1987, zawody dla amatorów. W Polsce te pierwsze, oficjalne, odbyły się w roku 2012, pod hasłem przewodnim "Prawdopodobnie Najbardziej Ekstremalne 5 km w Twoim Życiu". Historia odległa zatem nie jest.
Przykładowe przeszkody?
- Quarter Pipe: wspięcie się na czterometrową rampę po odpowiednim podbiegu i wyskoku, bywa, że wymaga pomocy innych uczestników;
- Multiring: konstrukcja, którą pokonuje się w powietrzu, podtrzymując się jedynie dłońmi, na zawieszonych uchwytach;
- Kontenery z lodem: przejście przez kontener wypełniony wodą i bryłami lodu.
Między przeszkodami - bieg, bieg i jeszcze raz bieg. Biegi przeszkodowe dostępne są dla osób w każdym wieku, także dla dzieci, skalę trudności oczywiście dostosowując do wieku.
Filip do OCR trafił dzięki rodzicom, pani Sylwia i pan Marcin trenowali i startowali w zawodach amatorskich, dla zabawy i ruchu, aktywności fizycznej. On postawił na sport, Kuba, młodszy brat, lat 12, bardziej od sportu lubi grę na skrzypcach i widzi siebie w świecie muzyki. Dlaczego Filip w biegi przeszkodowe wkręcił się aż tak? - Chyba wszechstronność, to było najważniejsze. Było i jest - wyjaśnia. - Trzeba być sprawnym, trening jest ogólnorozwojowy, bardzo urozmaicony, zero nudy. To dyscyplina z pazurem, że tak powiem.
Dwa złota zdobył w Pekinie na 400 m i 3 km. W pierwszej specjalności przeszkód było 11, w drugiej - 20. Dystanse bardzo różne, inna bajka. Jak Filip łączy treningi? Jak to możliwe, że wygrał i tu, i tam? Mówi pan Marcin: - Przygotowania są zupełnie inne. I tutaj, nie tylko w mojej ocenie, ale ludzi, którzy w tym świecie są, procentuje właśnie ta wszechstronność Filipa. Jest specjalizacja, ktoś jest mocny na 100 lub 400 metrów, bo to dystanse zbliżone, a ktoś na 3 lub 6 kilometrów, bo dla dorosłych są te dłuższe dystanse. U Filipa to wyjątkowe, że łączy tak dwa różne biegi, ma to połączenie dynamiki z wytrzymałością.
Jak zawody wyglądają? Po rundach kwalifikacyjnych, w seriach, do wielkiego finału dostaje się czterech najlepszych zawodników, najmocniejszych. A tam - walka na całego, ramię w ramię. Filip za plecami zostawił starszych, triumfował w kategorii do lat 17. Odwiedzając potem Wielki Mur Chiński, sprawił sobie w nagrodę słomiany kapelusz, za duży, by schować go do walizki, paradował w nim zatem i w samolocie, i na lotniskach. Fajna pamiątka.