Polska

Zabronili mu leczyć marihuaną. Pisze do ministra: dokonuje się linczu na mojej osobie

Polska

tvn24MZ o leczeniu marihuaną. Materiał z 31 lipca

Nie jest prawdą, że moi przełożeni nie wiedzieli o leczonych przeze mnie pacjentach. Podważa się w sposób nieludzki i niezgodny z prawdą moje kompetencje - pisze w liście otwartym do ministra zdrowia dr Marek Bachański, który dostał zakaz leczenia medyczną marihuaną w Centrum Zdrowia Dziecka.

Dr Marek Bachański będzie we wtorek gościem programu "Wstajesz i wiesz" w TVN24 po godzinie 7.00.

Dr Marek Bachański stosował terapię z użyciem medycznej marihuany u dziewięciu pacjentów. Pod koniec lipca Centrum Zdrowia Dziecka zakazało lekarzowi jej stosowania. Jak informowała prof. Katarzyna Kotulska-Jóźwiak, zastępca dyrektora CZD, dr Bachański nie przedstawił żadnych danych dowodzących skuteczności prowadzonego przez siebie leczenia tą metodą. Mówiła, że lekarz został poproszony o wystąpienie z wnioskiem do komisji etycznej o opinię i zgodę na prowadzenie terapii, ale bezskutecznie. Przekonywała, że prowadzenie eksperymentu bez takiej zgody jest działaniem nielegalnym.

"Ważne ostrzeżenie"

Dr Bachański wystosował w poniedziałek list otwarty do ministra zdrowia Mariana Zembali. Ocenia, że w oświadczeniu CZD "dokonuje się linczu" na jego osobie, "podważa w sposób nieludzki i niezgodny z prawdą" jego kompetencje i "dotychczasowe doświadczenie 21 lat pracy".

Lekarz twierdzi, że to co go spotkało w ostatnim roku "ze strony Dyrekcji Instytutu i Ministerstwa Zdrowia, tylko z tytułu leczenia bardzo chorych dzieci, na których leczenie nikt nie miał pomysłu, stawia pod znakiem zapytania sens pracy lekarza, a także stosowania innowacyjnych metod w naszym kraju".

Dodaje, że to "ostrzeżenie dla młodych adeptów sztuki medycznej, że warto natychmiast emigrować z kraju, ponieważ jakakolwiek innowacyjność i możliwość leczenia pacjentów będzie zabita i zduszona w zarodku".

"Otrzymałem zgodę na leczenie"

Dr Bachański przekonuje w liście, że nie jest prawdą, iż jego przełożeni nie wiedzieli o leczonych przez niego pacjentach. Tłumaczy, że było to wiadome od początku, a pierwsze rozmowy odbyły się w lipcu 2014 roku.

"Otrzymałem od nich wtedy zgodę na leczenie nie więcej niż 10 pacjentów" - pisze lekarz. Dodaje, że dodatkowym potwierdzeniem są wnioski na import docelowy, które podpisywali jego przełożeni.

Według lekarza, "w trakcie całego leczenia nikt z przełożonych nie interesował się szczegółowo leczeniem" wspomnianych pacjentów. Były tylko "pobieżne spotkania".

Jak pisze, w trakcie trwającego ponad 10 miesięcy leczenia, nie otrzymał "żadnych uwag, ani ustnych ani pisemnych dotyczących dobrostanu pacjentów, dawkowania leków, wykonywania badań laboratoryjnych, prowadzonej dokumentacji medycznej", ani tego, czy ma cokolwiek poprawić".

Dr Bachański twierdzi, że inaczej niż przedstawiła to dyrekcja szpitala wyglądała również sprawa Komisji Bioetycznej. "Od lipca 2014 do marca 2015 roku nie rozmawialiśmy w ogóle na ten temat. W tym czasie nie było żadnych próśb na temat zgłoszenia do Komisji Bioetycznej" - zapewnia lekarz.

Wyjaśnia, że w marcu podczas rozmowy z dyrekcją szpitala zaproponował większą liczbę pacjentów, około 70-80, jednak nikt z przełożonych nie chciał się zgodzić na takie badanie. Tłumaczy, że bardzo zachęcające były opublikowane w kwietniu amerykańskie badania, w których dokonano leczenia kannabinoidami 137 dzieci z padaczką oporną na leki.

Twierdzi, że nadal jest gotowy stanąć przed Komisją Bioetyczną, ale uważa, że "badanie powinno być dobrze uzasadnione merytorycznie i naukowo, a więc przeprowadzone w grupie 70-80 pacjentów".

"Próbuje mi pan odebrać możliwość tego, co umiem robić najlepiej"

Dr Marek Bachański dodaje, że podczas wizyty w MZ przedstawił dokumenty "z których dość jasno wynika", iż dyrekcja IPCZD przesłała rzecznikowi odpowiedzialności zawodowej nieprawdziwe informacje na temat dokumentacji medycznej. "Jedynym efektem tego spotkania było (...) oświadczenie, w którym IPCZD - jako jednostka podległa Ministerstwu Zdrowia - dokonuje na mojej pracy i mojej osobie publicznego linczu" - zaznacza Bachański. "Przepraszam, że pozwalam sobie na passus o wymowie politycznej, ale dziś jest Pan dla mnie politykiem, który wraz z usłużną armią urzędników-lekarzy próbuje mi odebrać nie tylko możliwość tego, co umiem robić najlepiej, ale i również poczucie zwykłej, ludzkiej godności" - pisze Bachański, zwracając się do ministra Zembali.

"Porażające jest dla mnie, że tego typu słowa muszę kierować pod adresem polityka, lekarza-kontynuatora działań prof. Zbigniewa Religi, który uchodził za wzór otwartości w dziedzinie badań naukowych" - dodaje.

MZ: dzieci będą mogły kontynuować terapię

Pod koniec lipca resort zdrowia zapewnił, że pacjenci dra Bachańskiego będą mieć szansę na kontynuację terapii, mimo zawieszenia przez IPCZD leczenia padaczki lekoopornej środkami zawierającymi marihuanę. Wiceminister Igor Radziewicz-Winnicki zaznaczył, że terapia z użyciem kanabinoidów jest terapią eksperymentalną, i z tego powodu należy dochować wszelkiej staranności, by zabezpieczyć pacjentów przed niewłaściwym użyciem zawierających je leków i przed ewentualnymi powikłaniami. Radziewicz-Winnicki powiedział wówczas, że spośród rodziców dziewięciorga dzieci, których leczył Bachański, siedmioro przyznało, że stosowało preparaty zawierające marihuanę. Wnioski do MZ o legalny import docelowy stosowanych w terapii leków składało jednak tylko czworo. Według informacji przedstawionych przez wiceministra, pozostałym dzieciom podawano preparat, który jest zarejestrowany w Holandii jako suplement diety, ale nie jest on dopuszczony do obrotu w Polsce. Kilka dni później IPCZD opublikował oświadczenie, w którym poinformował m.in., że pacjenci dra Bachańskiego mają zapewnioną "opiekę zgodną aktualnymi standardami postępowania medycznego i wiedzą medyczną". Dodano też, że w IPCZD prowadzony jest inny eksperyment medyczny - pozytywnie zaopiniowany przez Komisję Bioetyczną - polegający na stosowaniu jedynego dostępnego w Polsce leku zawierającego kanabinoidy u pacjentów z lekooporną padaczką. "Leczenie prowadzone przez dra Marka Bachańskiego nigdy nie zostało — wbrew przepisom i wielokrotnym prośbom Dyrekcji IPCZD, zgłoszone i nie otrzymało zgody Komisji Bioetycznej — a więc było nielegalne. Było prowadzone bez planu dawkowania leków i badań kontrolnych, bez rzetelnej oceny skuteczności i bezpieczeństwa leczenia w dokumentacji medycznej pacjentów" - czytamy w oświadczeniu IPCZD. Dodano, że w dokumentacji medycznej pacjentów dra Bachańskiego stwierdzono "istotne braki uniemożliwiające ocenę bezpieczeństwa i skuteczności leczenia". Jak zaznaczono, w maju sprawa ta została zgłoszona do okręgowego rzecznika odpowiedzialności zawodowej OIL w Warszawie, a od marca - "czyli od chwili, gdy Dyrekcja Instytutu dowiedziała się o nielegalnym eksperymencie prowadzonym przez dra Marka Bachańskiego" - prowadzone jest wewnętrzne postępowanie wyjaśniające. Pod koniec lipca poseł Andrzej Rozenek z Biało-Czerwonych zapowiedział, że złoży zawiadomienia do prokuratury i CBA na IPCZD oraz zastępcę dyrektora szpitala prof. Katarzynę Kotulską-Jóźwiak i prof. Sergiusza Jóźwiaka; poinformuje też Naczelną Izbę Lekarską. Według Rozenka profesorowie publicznie dyskredytowali dra Bachańskiego i jego dokonania w leczeniu medyczną marihuaną, ponieważ mieli w tym swój interes. Jak mówił poseł, prof. Jóźwiak jest koordynatorem projektu EPISTOP mającego na celu znalezienie leku na padaczkę, który UE dofinansuje w wysokości 10 mln euro.

Autor: js//rzw / Źródło: tvn24.pl, PAP

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Pozostałe wiadomości