Polska

Burmistrz chciał "pożyczki" od podwładnego. Nie dostał i obciął mu pensję

Polska

Prokuratura sprawdzi, czy burmistrz Łęczycy szantażował pracowników
tvn24Burmistrz nie ma sobie nic do zarzucenia

Burmistrz Łęczycy Krzysztof Lipiński miał żądać od podlegającego mu szefa Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej pożyczki w wysokości 50 tys. zł. Pojawił się u niego w domu i rozmawiał z żoną, która rozmowy z burmistrzem nagrała ukrytym dyktafonem. Sprawa już trafiła do prokuratury. Materiał magazynu "Polska i Świat".

Burmistrz Łęczycy Krzysztof Lipiński, zaraz po tym, jak powierzył funkcję prezesa Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej Janowi Budzińskiemu, przyszedł do jego domu. Miał zażądać od jego żony - jak miał to ująć - pożyczki. Dowodem mają być nagrania, które zarejestrowała Teresa Budzińska.

Przymusowa pożyczka?

"Każdy dba o siebie i ja też muszę dbać o siebie, pani Tereso. To jest biznes, nie? I co ja mogę zrobić?" - słychać na nagraniu. Słowa te miał wypowiedzieć właśnie burmistrz. Państwo Budzińscy nie mają wątpliwości, że to miała być zapłata za fotel prezesa gminnej spółki. - Nigdy sobie nie wyobrażałem, że taka sytuacja może mieć miejsce - mówi Jan Budziński. - Jeżeli ktoś przychodzi - nawet przyjaciel - po pożyczkę, to innymi słowami prosi o tę pożyczkę. On wręcz żądał - ocenia Teresa Budzińska. - Zapytałam, żeby on mi dał wykładnię tej pożyczki, i zapewniam, że ta wykładnia nie wskazywała na to, co w rozumieniu ogólnym stanowi pożyczka - dodaje. - Ja nigdy nie żądałem żadnych pieniędzy od nikogo za cokolwiek - broni się burmistrz. Nagrania z dyktafonu Budzińskiej bada już prokuratura. Jej mąż, prezes Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej, prezesem jeszcze jest, ale po tym, jak nie udzielił burmistrzowi tak zwanej pożyczki, dostał obniżkę pensji - o prawie 40 proc. Powodem miały być - jak tłumaczy burmistrz - "złe wyniki ekonomiczne spółki".

Autor: eos/ja / Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Pozostałe wiadomości