Zatrzymania w sprawie elektrowni Ostrołęka. "Polacy zostali okradzeni na ponad miliard złotych"
- Po bardzo dużej pracy CBA i prokuratury podjęliśmy działania w celu rozliczenia tej sprawy - powiedział w środę w "Rozmowie Piaseckiego" Tomasz Siemoniak. Jak wyjaśnił, chodzi o "wszystko, co jest wokół elektrowni Ostrołęka". - Budowę bloków, zmarnowane pieniądze, powiązani samorządowcy, powiązane firmy - wymieniał.
- Dziś rano CBA na zlecenie prokuratury zatrzymało 25 osób. Zabezpiecza w tym momencie różne dokumenty, przeszukuje różne lokale - przekazał Siemoniak. Jak uprzedził, "w pierwszym rzucie są to osoby może nie z pierwszych stron gazet". - Ale pamiętamy powagę tej afery. Pamiętamy miliardy, które poszły i niewątpliwie ta sprawa ma charakter wybitnie rozwojowy - zapowiedział.
- Zaczynamy tę sprawę bardzo aktywnie wyjaśniać i będzie to ogromne śledztwo. Dzisiaj machina ruszyła - powiedział Siemoniak.
Przeszukania i zatrzymania. Komunikat prokuratury
Komunikat w tej sprawie wydała we wtorek rano Prokuratura Regionalna w Białymstoku.
"W śledztwie dotyczącym niegospodarności przy realizacji budowy węglowego bloku energetycznego 'Elektrownia Ostrołęka C', sięgającej kwoty przeszło 1 miliarda złotych (...) w dniu 4 listopada 2026 r., stosownie do postanowień prokuratorów Prokuratury Regionalnej w Białymstoku przeprowadzane są liczne przeszukania" - poinformował rzecznik Prokuratury Regionalnej w Białymstoku prokurator Zbigniew Szpiczko.
"Czynności te realizują funkcjonariusze Delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Gdańsku. Dokonano też zatrzymań ponad 20 osób, w związku z planowanym przedstawieniem zarzutów i odebraniem wyjaśnień" - dodał prokurator.
Śledztwo jest prowadzone w kierunku czynów z artykułu 296 Kodeksu karnego. Dotyczy on osoby zobowiązanej do zajmowania się sprawami majątkowymi lub działalnością gospodarczą innego podmiotu, która przez nadużycie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków wyrządza mu znaczną szkodę majątkową.
Zatrzymani członkowie zarządów i rad nadzorczych
Rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński przekazał, że działania CBA objęły 30 lokalizacji w 11 województwach. Potwierdził również, że wśród zatrzymanych są osoby związane bezpośrednio ze spółkami Elektrownia Ostrołęka, Energa i Enea. - Mówiąc wprost: Polacy zostali okradzeni na ponad miliard złotych przez działanie członków zarządów i rad nadzorczych tych spółek - stwierdził Dobrzyński.
Rzecznik podkreślił, że przygotowania do środowej akcji trwały wiele miesięcy. Funkcjonariusze CBA gromadzili materiał dowodowy, który następnie analizowała prokuratura. Konieczne było również sporządzenie dodatkowych ekspertyz. - Śledztwo jest bardzo skomplikowane, wielowątkowe i są to pierwsze i z pewnością nie ostatnie zatrzymania w tej tak poważnej sprawie - zapowiedział.
Dobrzyński poinformował, że zatrzymani mają jeszcze w środę zostać przewiezieni do Prokuratury Regionalnej w Białymstoku, gdzie będą wykonywane dalsze czynności procesowe. O tym, komu i jakie zarzuty zostaną przedstawione, zdecydują prokuratorzy.
Elektrownia w Ostrołęce, raport NIK
Budowa bloku C elektrowni Ostrołęka miała być jedną z kluczowych inwestycji rządu Prawa i Sprawiedliwości. W 2018 roku ówczesny minister energii Krzysztof Tchórzewski zapowiadał, że ta największa inwestycja we wschodniej Polsce ma powstać w ciągu pięciu lat.
Inwestorem bloku była spółka Elektrownia Ostrołęka, w której grupy Enea i Energa miały po 50 procent udziałów. Zarząd Elektrowni Ostrołęka 29 grudnia 2018 roku wydał polecenie rozpoczęcia prac związanych z budową nowego bloku energetycznego o mocy 1000 MW.
Jednak 13 lutego 2020 roku Enea i Energa oficjalnie poinformowały, że zawiesiły finansowanie projektu budowy nowego bloku węglowego. W czerwcu 2020 roku obie spółki podjęły decyzję o rezygnacji z budowy bloku na węgiel kamienny i postawienia w jego miejsce źródła na gaz, a w grudniu tego roku Enea wycofała się zupełnie z inwestycji. Jej udziałowcami pozostały kontrolowane przez państwo spółki PKN Orlen, Energa i PGNiG.
Enea oszacowała swoje straty w węglowym projekcie na 656 milionów złotych, a na początku 2024 roku walne zgromadzenie spółki zgodziło się na dochodzenie od byłych członków zarządu, rady nadzorczej i firm ubezpieczeniowych roszczeń za straty w tej właśnie wysokości.
W sierpniu Najwyższa Izba Kontroli przedstawiła pokontrolny raport w elektrowni Ostrołęka, w którym zapowiedziała skierowanie sprawy do prokuratury. "Działania zarządu spółki Elektrownia Ostrołęka związane z wycofaniem się z budowy bloku węglowego Ostrołęka C i rozliczeniem przerwanej inwestycji były nielegalne i niegospodarne" - napisała NIK.