W kontekście wojny w Ukrainie nie można już dziś mówić o linii frontu w klasycznym znaczeniu tego terminu – zauważa Tomáš Forró, pisarz i reporter, autor wydanej niedawno książki "Śpiew syren. W głąb wojennej Ukrainy". Gość Piotra Jaconia w programie "Bez polityki" w TVN24+ zauważył, że walczące strony rozdziela obecnie "strefa śmierci", w której żołnierze obu walczących stron próbują doraźnych ataków na pozycje wroga mimo krążących nad głowami śmiercionośnych dronów. - Mówimy o obszarze o szerokości nawet 15-20 kilometrów, i nie można stwierdzić, kto tę ziemię trzyma - tłumaczył i dodał, że taka ewolucja pola bitwy prowadzi do "automatyzacji zabijania". Wspomniał również o napotkanym na polnej drodze wyposażonym w broń automatyczną dronie-łaziku, który mierzył do niego przez chwilę, po czym ruszył dalej. - Operator najwyraźniej uznał, że nie stanowię zagrożenia. To jest jak science fiction - powiedział Tomáš Forró. Pytany, jak wojna - widziana przezeń oczami reportera, ale przecież przeżywana również osobiście - odciska się na jego życiu, Forró stwierdził, że na pewno go "postarza" i zauważył, że po kilku dniach w strefie walk wydaje mu się czymś odrealnionym fakt, że gdzieś daleko ludzie żyją normalnym życiem. Podkreślił przy tym ogromny koszt psychologiczny, jaki w związku z wojną ponoszą żołnierze ukraińscy, a zarazem całe ukraińskie społeczeństwo. Jak zauważył, wielu staje się "psychicznymi kalekami". Pytany o sens frazy "śpiew syren" w tytule najnowszej książki, gość "Bez polityki" wyjaśnił, że chodzi o nawiązanie do dźwięku syren, które w pierwszych miesiącach wojny przerażały mieszkańców ukraińskich miast, a zarazem do mitologicznych syren, które - choć były monstrami - umiały śpiewem wabić nieświadomych zagrożenia marynarzy. Jak dodał, ten ostatni trop odnosi się również do niego samego. - Wojna jest okropna, ale zarazem nie mogę się jej oprzeć i dlatego wracam - spuentował.