Wyrok dla Sebastiana M. za wypadek na A1. Całe uzasadnienie sądu

Kolejna rozprawa w procesie Sebastiana M. oskarżonego o spowodowanie wypadku na autostradzie A1
Uzasadnienie wyroku dla Sebastiana M. za śmiertelny wypadek na A1
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Uwaga! TVN
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Sędzia orzekająca w sprawie Sebastiana M. przyznała, że należy rozważyć zasadność surowszej odpowiedzialności karnej dla osób wykorzystujących drogi publiczne do rajdowania. Sprawca wypadku na autostradzie A1, w którym zginęła trzyosobowa rodzina, został skazany w środę na osiem lat więzienia.

To najwyższa kara przewidziana w Kodeksie karnym za zarzucany mu czyn.

- Oskarżony, dysponując stuningowanym samochodem i po zdjęciu fabrycznie blokującego prędkość na 250 kilometrów na godzinę ogranicznika prędkości, jadąc autostradą z prędkością pojazdu wyścigowego, w sposób skrajnie rażący łamał przepisy ruchu drogowego i wszelkie zasady regulujące bezpieczeństwo w tym ruchu. (…) Rażąco lekkomyślnie zakładał, że tak jak we wcześniejszej próbie jazdy z prędkością 304 kilometry na godzinę ze swoim pracownikiem, nic się nie stanie - powiedziała sędzia Renata Folkman.

Dodała, że skazany, traktując drogę publiczną jak tor wyścigowy, doprowadził do zderzenia pojazdów, które pozbawiło życia Patryka, Martynę i Oliwiera.

Zaznaczyła, że takie zachowanie wedle Kodeksu karnego kwalifikowane jest jako wypadek drogowy ze skutkiem śmiertelnym i w chwili jego popełnienia przez Sebastiana M. był zagrożony karą do lat ośmiu pozbawienia wolności.

- Sprawa ta pokazuje, że de lege ferenda, zasadna może okazać się potrzeba rozważenia regulacji dających podstawy do surowszej odpowiedzialności dla kierujących łamiących przepisy dotyczące bezpieczeństwa na drogach publicznych w sposób maksymalnie rażący, wykorzystujących drogi publiczne do rajdowania, zwłaszcza kiedy skutkiem takich zachowań jest śmierć innych ludzi, których jedyną winą jest to, że mieli nieszczęście znaleźć się na drodze takiego kierowcy - mówiła.

Sąd zwrócił również uwagę, czy prawo nie powinno zabraniać ingerencji w zwiększanie mocy samochodów i usuwania ogranicznika prędkości montowanego przez producenta.

"Nie miał świadomości zagrożenia"

Kierowca Kii, jak mówiła sędzia, "do końca nie miał świadomości nadciągającego śmiertelnego zagrożenia, jakim był kierujący BMW".

Sędzia w uzasadnieniu wskazywała na tuning samochodu, którym kierował Sebastian M.

- Zlecił on w użytkowanym przez siebie samochodzie chip tuning, jaki miał zwiększyć moc silnika z mocy fabrycznej 530 koni mechanicznych do 650 koni mechanicznych oraz zdjęcie fabrycznie montowanego przez producenta tegoż pojazdu ogranicznika prędkości maksymalnej na poziomie 250 km/h - mówiła sędzia Renata Folkman.

Jak dodała, prędkości te "potrzebne były do jazdy z prędkością wyścigową po drodze publicznej, czego ta sprawa dowiodła".

- Oskarżony wykorzystując drogę publiczną, zamiast udać się na dedykowany takim ekstremalnym eksperymentom tor wyścigowy Formuły 1, sprawdzał, ile da się maksymalnie wydobyć prędkości z tak tuningowanego BMW M850i. (...) Nie wiadomo oczywiście, ile tego rodzaju eksperymentów wcześniej oskarżony zdołał skutecznie przeprowadzić, poza tym jednym, jaki na pewno został ujawniony, bo niestety zakończył się tragedią, która kosztowała życie całej trzyosobowej rodziny - zaznaczyła sędzia.

"Nie widzieli go w lusterku"

W uzasadnieniu wyroku sędzia odnosiła się też do wersji oskarżonego w zakresie prędkości, z która ten miał się poruszać. Jak przypomniała sędzia Renata Folkman, M. przekonywał w swoich wyjaśnieniach, że jechał z prędkością "na poziomie na pewno nieprzekraczającym 200 kilometrów na godzinę".

- Dlaczego wersja oskarżonego nie zasługuje na akceptację? Dlatego, że całkowicie obala ją opinia biegłych, którzy przeanalizowali wszelkie aspekty tej sprawy kompleksowo, czyli przy uwzględnieniu wszystkich zgromadzonych wyczerpująco dowodów. Oczywiście biegli kategorycznie prędkość tę wykluczyli i uargumentowali to szeroko, logicznie i z odniesieniem się do wszystkich dowodów. Oskarżonemu umyka z pola widzenia to, co powiedzieli wszyscy świadkowie w tej sprawie, którzy byli przez niego wyprzedzani tego wieczora tuż przed tym zdarzeniem - powiedziała Folkman.

Jak dodała, "z relacji tych wszystkich świadków zgodnie wynika wersja, iż oskarżony jechał bardzo, bardzo szybko".

- Tak szybko, że albo w ogóle nie potrafili określić, co ich wyprzedziło, aż do momentu, kiedy potem zobaczyli już pozderzeniowe pojazdy stojące na drodze, albo opisywali jazdę oskarżonego w ten oto sposób, że mają zwyczaj często spoglądać w lusterka wsteczne i boczne, jednak pojazdu oskarżonego w nich w ogóle nie widzieli aż do momentu, kiedy ich niespodziewanie wyprzedził lewym pasem ruchu.

Źródło: PAP/tvn24.pl
Czytaj także: