Wyrok po tragedii na A1. Sebastian M. skazany

Sebastian M. na sali Sądu Rejonowego w Piotrkowie Trybunalskim
Sebastian M. uznany za winnego. Sąd skazał go na 8 lat więzienia
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: PAP/Marian Zubrzycki
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Sąd uznał Sebastiana M. za winnego i skazał na osiem lat więzienia. Pędząc BMW z prędkością ponad 300 kilometrów na godzinę, uderzył on w samochód jadący przed nim. Pojazd stanął w płomieniach. Patryk, Martyna i pięcioletni Oliwier spłonęli żywcem.

Proces przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim trwał rok. W sumie w sprawie zebrano blisko 30 tomów akt.

Prokuratura chciała dla Sebastiana M. ośmiu lat więzienia, 15 lat zakazu prowadzenia pojazdów i 2,2 miliona złotych nawiązki dla rodziny ofiar wypadku.

Obrońca i sam oskarżony żądali uniewinnienia.

Wyrok sądu

Sąd skazał go na osiem lat więzienia, wydał też 15-letni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Na poczet kary zaliczył pobyt w areszcie. M. będzie mógł się starać o przedterminowe zwolnienie po odbyciu 3/4 kary (sześciu latach).

Sebastian M. musi też wypłacić zadośćuczynienia dla rodziny zmarłego w wypadku po 500 tys. zł każdemu z rodziców zmarłych oraz bratu jednej z ofiar. W sumie to 2,5 mln zł. 

- Jedynym winnym i odpowiedzialnym za to, co się wydarzyło, jest Sebastian M. Wyłącznie działania oskarżonego do tego doprowadziły - powiedziała sędzia Renata Folkman. - Patryk, kierujący samochodem KIA, nie miał świadomości zagrożenia, jakie go czeka ze strony pędzącego BMW Sebastiana M. - dodała.

Wyrok jest nieprawomocny.

"Nie wiadomo, ile takich eksperymentów zdołał przeprowadzić"

W uzasadnieniu sędzia Folkman podkreśliła, że jedynie oskarżony ponosi odpowiedzialność za tragiczne skutki wypadku, czyli śmierć całej rodziny. Wskazała, że kierujący Kią nie mógł uniknąć zderzenia, ale też do samego końca nie miał świadomości, że zbliża się niebezpieczeństwo.

Sędzia przypomniała, że M. zlecił w BMW tuning mechaniczny - zdjęcie ogranicznika prędkości i podniesienie osiągów silnika. Folkman wskazała, że oskarżony jeździł z prędkością wyścigową po drodze publicznej, zamiast jeździć po torze, i sprawdzał, ile maksymalnie uda się pojechać tym autem

- Oskarżony, wykorzystując drogę publiczną, zamiast się udać dedykowany takim eksperymentom tor Formuły 1, sprawdzał, ile uda się maksymalnie wydobyć prędkości z tak stuningowanego BMW. Nie wiadomo, ile tego rodzaju eksperymentów oskarżony zdołał wcześniej skutecznie przeprowadzić, poza tym jednym, jaki został ujawniony, który zakończył się tragedią całej, trzyosobowej rodziny - uzasadniła sędzia Renata Folkman.

Uzasadnienie wyroku w sprawie Sebastiana M.
Źródło: TVN24

Sędzia zwróciła uwagę, że wersja, którą podczas procesu prezentował oskarżony nie zasługuje na akceptację, bo obaliła ją opinia biegłych. Zwróciła również uwagę na to, że oskarżony zupełnie marginalizuje temat prędkości jaką rozwinął swoim BMW.  

Sędzia Folkman powiedziała, że oskarżonemu umyka z pola widzenia to, co jest w zeznaniach wszystkich świadków - jechał bardzo szybko. I to na tyle, że albo w ogóle nie byli pewni co ich wyprzedziło albo nie widzieli go w lusterkach.

Sebastian M. konsekwentnie twierdził, że w jego aucie nie dało się wyczuć prędkości z jaką jechał. Wykazał się brakiem refleksji
Źródło: TVN24

Obrona zapowiada apelację

Po ogłoszeniu wyroku obrończyni Sebastiana M. powiedziała, że spodziewali się takiego wymiaru kary i że będą apelować. Nie wskazała, jakie argumenty będą podnosić.  

- Jest jeszcze za wcześnie, żeby o tym mówić, ponieważ dzisiaj usłyszeliśmy od sądu jedynie zasadnicze motywy wyroku. Nie można tego traktować jako pełne uzasadnienie – powiedziała mecenaska Katarzyna Hebda.

- Gdyby to uzasadnienie spłycić do kilku zdań, to musielibyśmy powiedzieć o tym, że wina mojego klienta polega na tym, że zmodyfikował samochód, że przekroczył prędkość i przekraczał ją w przeszłości i tak naprawdę na tym, że wyjechał w celach służbowych po zdarzeniu – dodała prawniczka.

Według obrony, opinia biegłych nie obala wersji oskarżonego. - Proszę zauważyć, że sąd nie odniósł się w ani jednym zdaniu do ani jednej z kwestii technicznych podnoszonych przez obronę przez cały proces – powiedziała.

Prokuratura: osiągnęliśmy wszystko, na co pozwalało prawo

Wyrok, który zapadł, satysfakcjonuje prokuraturę. - Osiągnęliśmy wszystko, na co pozwalało prawo,  ale to jest wciąż mniej, niż wymagałby rozmiar tej tragedii - podsumował prokurator Aleksander Duda.

Powiedział, że dla niego najważniejsze jest to, że sąd wskazał, iż ofiary zdarzenia w żadnym stopniu nie przyczyniły się do tej tragedii. Jak mówił, to ważne z punktu widzenia ich rodzin.

- Sąd wymierzył dzisiaj karę ośmiu lat pozbawienia wolności, czyli najwyższą karę, jaką można było zgodnie z polskim Kodeksem karnym wymierzyć za przypisane oskarżonemu przestępstwo. Prokuratura o wymierzenie tej najwyższej kary wnosiła. 

Klatka kluczowa-791618
Prokurator: sąd uznał, że kwalifikacja prawna przyjęta przez prokuraturę była prawidłowa
Źródło: TVN24

Duda był również dopytywany o to, czy w tym przypadku nie należało przyjąć surowszej kwalifikacji. Prokurator powiedział, że aby wysnuć takie wnioski, trzeba znać akta sprawy. Sąd je znał i stwierdził dziś, że przyjęta kwalifikacja była właściwa.

Czują, że wyrok, choć maksymalny, nie jest sprawiedliwy

Dla rodzin tragicznie zmarłych szczególnie trudnym momentem był dzisiaj ten, gdy sędzia odczytywała przebieg zdarzenia i dokładne obrażenia ofiar. - Co ja mogę powiedzieć? Musieliśmy to jakoś przeżyć, wytrzymać - powiedziała po wyjściu z sali matka zmarłej Martyny.

- My się z tym wyrokiem nie pogodzimy, mimo że maksymalny wyrok to jest osiem lat, ale tak jak powiedziałam, nam żadna kara i wyrok nie zwróci naszych dzieci, naszego ukochanego jedynego wnusia. Cóż możemy więcej powiedzieć? O żadnej sprawiedliwości nie ma mowy - dodała

Tragedia na A1

Do wypadku doszło 16 września 2023 roku wieczorem na autostradzie A1 koło Piotrkowa Trybunalskiego. Na wysokości wsi Sierosław na jezdni w kierunku Katowic BMW zderzyło się z Kią, która wpadła na bariery energochłonne i stanęła w płomieniach. Jadąca autem rodzina - małżeństwo i ich pięcioletni syn - zginęła na miejscu.

Krótko po tragedii w internecie pojawiły się nagrania z miejsca zdarzenia. Były też takie, które pokazywały BMW pędzące przez A1 z ogromną prędkością. Co więcej, kierowca tego auta mrugał światłami na innych. Widać również moment, w którym BMW uderza w tył samochodu, którym podróżowały ofiary wypadku.

Początkowo Sebastian M. nie usłyszał zarzutów, bo jak twierdziła wówczas prokuratura "zabezpieczone ślady nie pozwoliły na kategoryczne wskazanie sprawcy".

Wobec kierowcy nie zastosowano też żadnych środków zapobiegawczych. Sebastian M. nie czekał długo i uciekł z Polski, a prokuratura wystawiła za nim wtedy list gończy.

Jak zeznał były pracownik M., mężczyzna najpierw wybrał się do Węgier, a stamtąd do Niemiec. Z Monachium poleciał do Dubaju, gdzie na początku października 2025 roku został zatrzymany.

Po intensywnych zabiegach dyplomatycznych i wnioskach polskiej prokuratury, 9 stycznia Sąd Apelacyjny w Dubaju wyraził zgodę na ekstradycję Sebastiana M.

I tak oskarżony został sprowadzony do Polski ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich w maju 2025 r.

Od tej pory M. jest w areszcie.

Biegli nie mieli wątpliwości: to BMW uderzyło w Kię

W sprawie Sebastiana M. zebrano blisko 30 tomów akt. Proces ruszył rok temu. W tym czasie sędzia Renata Folkman przesłuchała m.in. świadków wypadku, pracujących na miejscu policjantów i strażaków, pasażerów BMW, właścicieli firmy poprawiającej osiągi samochodu oskarżonego oraz byłego pracownika Sebastiana M. Ważnym elementem była obszerna opinia biegłych z zespołu rekonstrukcji wypadków. Oświadczyli, że BMW oskarżonego jechało z prędkością od 315 do 329 kilometrów na godzinę, podczas gdy Kia poruszała się z włączonym tempomatem z prędkością około 140 kilometrów na godzinę. I tak zespół ekspertów jednoznacznie ustalił, że przed zderzeniem kierujący Kią nie zmieniał toru jazdy i cały czas poruszał się środkowym pasem. A to oznaczało, że BMW uderzyło w Kię, a nie - jak twierdziła obrona oskarżonego - samochód zajechał nagle drogę Sebastianowi M.

Jak podali biegli, z prędkością około 300 kilometrów na godzinę porusza się startujący samolot.

12 marca Sebastian M. złożył wyjaśnienia przed sądem. Ich treść odczytał z kilku przygotowanych kartek.

"Istnieje tylko najwyższa kara, jaką wolno wymierzyć zgodnie z ustawą"

- Państwo nie dysponuje w tej sprawie karą w pełni odpowiadającą ciężarowi tej tragedii. Nie ma takiej kary, która przywróci rodzinie Patryka, Martyny i Oliwiera przyszłość, którą Sebastian M. unicestwił w ciągu kilku sekund. Istnieje tylko najwyższa kara, jaką wolno wymierzyć zgodnie z ustawą. To osiem lat pozbawienia wolności - zaznaczył w mowie końcowej prokurator Aleksander Duda z Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

Ale to jeszcze nie wszystko. Prokurator chciała również, żeby oskarżony o warunkowe zwolnienie z zakładu karnego mógł ubiegać się dopiero po tym jak spędzi w więzieniu trzy czwarte kary, czyli po sześciu latach. Duda zawnioskował też, żeby sąd orzekł wobec niego zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na 15 lat.

Prokurator chciał też 2,2 miliona złotych zadośćuczynienia na rzecz rodzin ofiar wypadku.

Przed sądem prokurator zwracał uwagę na brawurową i bardzo szybką jazdę BMW prowadzonego przez Sebastiana M. Jak mówił, w ten sposób odrzucił on reguły bezpieczeństwa w ruchu drogowym, a także reguły odpowiedzialności za swój czyn. - Gdy znalazł się na autostradzie, zajął lewy pas i wbił pedał gazu w podłogę, rozpoczynając w ten sposób rosyjską ruletkę z życiem innych uczestników - podkreślił Duda.

Powiedział "przepraszam" i oczekiwał uniewinnienia

Obrońca Sebastiana M., adwokat Katarzyna Hebda, wnioskowała o uniewinnienie oskarżonego. W mowie końcowej, podobnie jak w trakcie procesu, kwestionowała ustalenia biegłych dotyczące przebiegu wypadku, na których opiera się akt oskarżenia. M. również chciał uniewinnienia. - Nie ma dnia, abym nie myślał o wypadku, który nie powinien się wydarzyć. Ta tragedia zmieniła los i życie wielu rodzin. Przekroczyłem prędkość, do czego nie powinienem dopuścić. Przepraszam - mówił.

Źródło: tvn24.pl/PAP
Czytaj także: