- Do wypadku doszło we wrześniu 2023 roku na A1 w Sierosławiu niedaleko Piotrkowa Trybunalskiego (Łódzkie). W samochodzie marki Kia zginęli rodzice i ich pięcioletni syn. Sebastian M. siedział za kierownicą bmw.
- Sebastian M. został sprowadzony 26 maja 2025 roku do Polski ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, gdzie uciekł po wypadku.
- 27 maja M. został doprowadzony do prokuratury w Katowicach, gdzie został postawiony mu zarzut na podstawie art. 177 par. 2 Kodeksu karnego, czyli spowodowania śmiertelnego wypadku.
- Oskarżonemu grozi od ośmiu lat więzienia. Proces ruszył w ubiegłym roku. 8 stycznia odbyła się kolejna rozprawa.
W czwartek, w kolejnym dniu procesu Sebastiana M. przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim, oskarżony o spowodowanie wypadku na autostradzie A1 w Sierosławiu (Łódzkie) we wrześniu 2023 r., wystąpił z wnioskiem dowodowym, podważającym wcześniejsze opinie biegłych, które były podstawą oskarżenia. Sebastian M. zakwestionował rzetelność opinii biegłych z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych, zarzucając, że jest stronnicza i wybiórczo wykorzystuje fakty pod wpływem przekazów medialnych. Złożył wniosek o dopuszczenie prywatnej opinii biegłego oraz o przesłuchanie jej autora. W wystąpieniu przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim Sebastian M. powiedział, że oględziny miejsca wypadku rozpoczęły się długo po wypadku, kiedy samochody rozjeżdżały ślady, a sporządzony szkic nie obrazuje właściwie miejsca wypadku i nie odwzorowuje skali.
Oskarżony o "innej wersji zdarzeń"
Sebastian M. wskazał też na ślad na jezdni, który jego zdaniem nie jest śladem hamowania i nie pasuje do szerokości kół samochodów BMW i Kia. Ma to być ślad żłobiący asfalt, który zdaniem oskarżonego pozostawiła rozerwana w czasie jazdy opona koła dojazdowego Kii. - W przypadku rozerwania opony musiałoby dojść do natychmiastowej zmiany toru jazdy - powiedział oskarżony, powołując się na zapisy z systemów elektronicznych Kii, że nastąpiły gwałtowne ruchy kierownicą. Dodał, że kierowca Kii z taką oponą nie powinien poruszać się po autostradzie, a z pewnością nie z taką prędkością, z jaką jechał. Adwokat Katarzyna Hebda, obrońca Sebastiana M., powiedziała, że w materiale dowodowym przedstawionym przez prokuraturę jest bardzo dużo wątpliwości, a na miejscu wypadku znaleziono koło dojazdowe, którego nikt nie zbadał. - Prokurator mówi, że koło mogło wypaść z auta. Ale koło nie wypada tak sobie z pojazdu w chwili wypadku, a ślady na jezdni nie pasują do hamowania pojazdu. To są ślady koła bez powietrza. Jeśli mamy wątpliwości, zbadajmy to, a nie odrzucajmy tylko dlatego, że nie są zgodne z tezą oskarżenia - poparła wniosek swojego klienta adwokat.
Prywatna opinia "szeregiem spekulacji"
Odrzucenia wniosków dowodowych oskarżonego i obrońcy domaga się od sądu prokurator Aleksander Duda z Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Uzasadniając swoje stanowisko, powiedział, że prywatna ekspertyza, którą zleciła obrona, nie zawiera niczego poza szeregiem spekulacji na temat możliwego przebiegu zdarzenia. - O wybiórczości tej ekspertyzy może świadczyć fakt, że biegły próbuje stworzyć wątpliwość co do stanu trzeźwości kierowcy Kii, bo pojawił się dodatni wynik zawartości alkoholu. Podobne wyniki testu miała również pasażerka i dziecko, a związane jest to ze zmianami pośmiertnymi - powiedział prokurator Duda. Pełnomocnik rodziny ofiar wypadku, mecenas Łukasz Kowalski, opinię biegłego przedstawianą przez obrońcę i oskarżonego nazwał spekulacjami, które mają zasiać ferment i są próbą przerzucenia odpowiedzialności za wypadek na nieżyjącego kierowcę, który nie może się bronić.
Decyzja po przesłuchaniu świadków
Sędzia Renata Folkman zapowiedziała, że decyzję, czy dopuścić wnioski dowodowe obrony i oskarżonego, podejmie podczas jednego z posiedzeń sądu w lutym, po przesłuchaniu wszystkich świadków. Ci w styczniu i lutym wezwani są na sześć posiedzeń sądu. Łącznie sąd chce przesłuchać jeszcze ponad 20 osób. W czwartek zeznawali m.in. kierowcy, którzy próbowali ratować ofiary wypadku. Grzegorz B. i Artur P. niemal w tej samej chwili zatrzymali się na A1 obok rozbitego samochodu Kia i ruszyli na ratunek. - Próbowaliśmy wyciągnąć ludzi z auta, ale drzwi były zablokowane. Samochód zaczął się palić. Chwyciliśmy gaśnice, ale one nic nie dawały. Zasięg miały może na metr, a z powodu płomieni nie dało się podejść bliżej niż na dwa metry. Ogień był coraz większy. W tym momencie musieliśmy odejść, bo nie dało się na to patrzeć – zeznał Grzegorz B. - Byliśmy bezradni. Zostało nam tylko patrzeć na to, co się dzieje - powiedział przed sądem Artur P.
***
Do śmiertelnego wypadku doszło 16 września 2023 r. na autostradzie A1 w rejonie Piotrkowa Trybunalskiego. W zderzeniu zginęła trzyosobowa rodzina - rodzice i ich pięcioletni syn. Zanim prokuratura zdołała przesłuchać Sebastiana M., ten wyjechał za granicę. Został zatrzymany w Dubaju i wydany Polsce w maju br. Od tego czasu przebywa w areszcie tymczasowym. Za spowodowanie śmiertelnego wypadku Sebastianowi M. grozi kara do ośmiu lat więzienia.
Autorka/Autor: bż/gp
Źródło: PAP
Źródło zdjęcia głównego: Katarzyna Pasikowska-Poczopko TVN24