Na początku roku grupa mieszkańców Gniewkowa wyszła z inicjatywą przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania burmistrz i rady miasta. Czarę goryczy przelała decyzja o likwidacji dwóch szkół wiejskich. Udało się zebrać podpisy, komisarz wyborczy zaakceptował wniosek i wyznaczył datę referendum na 19 kwietnia.
Na kilka dni przed głosowaniem inicjatorzy referendum podtrzymują swoje stanowisko. Twierdzą, że burmistrz nie dotrzymała danego przed wyborami w 2024 roku słowa.
Sprzeciw wobec obecnej władzy
- Pani burmistrz przed wyborami obiecała duże zmiany na lepsze. Była mowa między innymi o tym, że obszary miejskie, jak i wiejskie, będą rozwijały się proporcjonalnie. Duży nacisk kładła na oświatę. Były zapewnienia, że szkoły wiejskie nie zostaną likwidowane. Zaraz po wyborach, decyzje zostały zmienione. Według nas to kłamstwo wyborcze. Pani burmistrz twierdzi, że nie znała sytuacji finansowej gminy. Trochę to dziwne, ponieważ zanim została burmistrzem, zasiadała w komisji budżetowej - mówi Tomasz Błaszczyk, jeden z inicjatorów referendum.
"Nie jest łatwo takie decyzje podejmować"
- Moje deklaracje wyborcze były takie, że nie będę zamykała szkół. Nie będę natomiast zakładnikiem swoich słów. To nie były kłamstwa wyborcze. Po prostu nie miałam wiedzy na temat liczebności oraz stanu technicznego placówek. Wiadomo, że oddźwięk społeczny jest trudny. Mi też nie jest łatwo takie decyzje podejmować - odpowiada tvn24.pl Ilona Wodniak-Kuraszkiewicz, burmistrz Gniewkowa.
Tłumaczy, że w czasie kampanii wyborczej szkoły miały dużo więcej dzieci. - Gdy objęłam urząd burmistrza, musiałam wstrzymać rekrutację do oddziałów przedszkolnych, ponieważ okazało się, że są uwagi dotyczące ochrony przeciwpożarowej, zagrażające życiu - podkreśla.
Polityka kadrowa
Mieszkańcy mają również zastrzeżenia do polityki kadrowej w urzędzie miasta. Według nich z urzędu zostały zwolnione osoby, które przez wiele lat tam pracowały i miały do tego odpowiednie kompetencje. W opinii inicjatorów referendum, o zwolnieniu decydowały nie kompetencje, a względy personalne. Do tego wszystkiego dochodzi brak dialogu.
- Nie było dialogu ze wszystkimi mieszkańcami. A tak bardzo pani burmistrz o ten dialog zabiegała przed wyborami. To samo dotyczy radnych z ugrupowania pani burmistrz. Swój przedwyborczy program opierali właśnie na dialogu z mieszkańcami. Dziś widzimy, że dialog zamienił się w monolog, a czasami nawet i dyktat. Głos mieszkańców jest lekceważony, no chyba że ktoś jest z bliższego kręgu obecnej władzy. Nie tak to ma chyba wyglądać - dodaje Tomasz Błaszczyk.
Wtóruje mu Karolina Romanowicz, jedna z inicjatorek referendum. - Nie podobają nam się rządy pani burmistrz. Ciągle jest mowa o tym, że nie ma pieniędzy na wiele rzeczy, natomiast są na nagrody, podwyżki i premie - mówi.
Co musi się stać?
Niedzielne głosowanie rozpocznie się o godzinie 6 i potrwa do godziny 21.
By referendum o odwołanie burmistrz było ważne musi wziąć w nim udział co najmniej 2888 osób, z czego 50 procent głosujących plus jeden musi zagłosować za odwołaniem. Jeśli chodzi o ważność referendum w przypadku odwołania rady miasta, to do lokali wyborczych musi pójść około 3300 osób, z czego 50 procent głosujących plus jeden musi zagłosować za odwołaniem. Na karcie do głosowania będą dwa pytania dotyczące odwołania burmistrz i rady miasta.
Burmistrz Gniewkowa na spokojnie podchodzi do niedzielnego głosowania. - Jest demokracja, każdy ma prawo do protestów - przyznaje w rozmowie z tvn24.pl.
Niewielka gmina między Toruniem a Inowrocławiem
Gniewkowo to miasto położone w województwie kujawsko-pomorskim, w powiecie inowrocławskim. Jest siedzibą gminy miejsko-wiejskiej Gniewkowo. Około 13 tysięcy osób mieszka w Gniewkowie i 24 sołectwach.
Gmina jest położona wzdłuż drogi krajowej numer 15, między Toruniem a Inowrocławiem.
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: tvn24.pl