Pokonał 7 tys. km, sukces zadedykował dzieciom z hospicjum. "Niemożliwe nie istnieje"

TVN24

tvn24Podróżnik podkreślił, że cel podróży był niezwykle ważny

- Chodzi o to, aby pokonywać własne słabości i pokazywać też innym, do czego jest zdolny człowiek - powiedział podróżnik Marcin Gienieczko, który dla dzieci z Pomorskiego Hospicjum pokonał przez 4 miesiące 7 tysięcy kilometrów Ameryki Południowej. - Wierzę w to, że jeżeli Bóg mi pomoże, to ja muszę spłacić wobec innych ten dług - podkreślił.

Polski podróżnik Marcin Gienieczko przebył podczas wyprawy Energa Solo Amazon Expedition 7 tysięcy kilometrów. Podróż składała się z trzech etapów - jazdy na rowerze, podróży w canoe po niebezpiecznych terenach amazońskich i marszobiegu. Swoją podróż zadedykował dzieciom z Pomorskiego Hospicjum. Celem przedsięwzięcia było zebranie dla nich pieniądze. Apelował wielokrotnie, aby za każdy przebyty przez niego kilometr wpłacać drobne datki na hospicjum.

- Chodzi o pokonywanie barier, bo dziś wszystko już praktycznie zostało zdobyte. Chodzi o to, aby pokonywać własne słabości i pokazywać też innym, do czego jest zdolny człowiek, jak wiele ma do powiedzenia i jak wiele wyrzeczeń może kosztować taki projekt. To może być przykładem dla wielu ludzi, że nie trzeba być synem wielkiego prezesa, żeby robić wielkie rzeczy - mówił Gienieczko.

Podróżnik powiedział, że cel podroży był dla niego bardzo ważny w najtrudniejszych momentach ekspedycji. - Jestem osobą wierzącą i wierzę w to, że jeżeli Bóg mi pomoże, to ja muszę spłacić wobec innych ten dług. Dla mnie to było dla mnie bardzo mocne i bardzo znaczące - podkreślił.

- To jest bardzo ważne, w dzisiejszych czasach jednostki muszą poprowadzić tłum i pokazać, że niemożliwe nie istnieje - zaznaczył Gienieczko.

Co było najtrudniejsze?

Podróżnik ocenił, że najtrudniejszym etapem jego wyprawy była podróż przez Amazonkę po stronie brazylijskiej.

- Płynąłem kilka tygodni po porze deszczowej, więc w czasie kiedy rzeka wylała wewnątrz dżungli amazońskiej. Ten region nie jest trudny z perspektywy fizycznej, ale były problemy też ze strony międzyludzkiej - powiedział.

Wspominał, że podpływali do niego ludzie domagając się „prezentów” za przepłynięcie. - Problemem było to, żeby za dużo tego nie oddać, bo jednocześnie pokazuje, że dość dużo się ma - mówił.

Canoe, w którym Gienieczko płynął w czasie wyprawy można zobaczyć w Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku.

Autor: kło//rzw / Źródło: tvn24