Jarosław Jabrzyk ocenił, że w aferze Zondacrypto nie sposób wskazać jednego najważniejszego wątku. Sprawa łączy bowiem problemy związane z nadzorem państwa, wpływami politycznymi, przepływami finansowymi i działalnością części mediów.
Dziennikarz podkreślił, że dotychczasowe ustalenia nie wyczerpują tematu, a w najbliższym czasie opinia publiczna może poznać kolejne szczegóły.
- Myślę, że gdybym powiedział, iż jeden wątek jest najważniejszy, byłoby to nieprawdą. Nie ma jednego. Tutaj mamy systemowe luki w nadzorze państwa, powiązane z niepohamowaną działalnością przestępczą rozmaitych ludzi, którzy wdarli się na salony polityczne. Uzyskali tam wpływy i zaczęli załatwiać swoje sprawy rękami polityków oraz dziennikarzy - powiedział Jabrzyk.
Jabrzyk: trudno wskazać jeden kluczowy motyw
Jak zaznaczył, poszczególne elementy afery mogą być różnie oceniane - w zależności od tego, czy uwagę zwraca się przede wszystkim na straty finansowe, działania polityków, czy zachowanie osób związanych z mediami.
- Bardzo trudno jest wytyczyć jeden kluczowy motyw tej historii, czyli jakąś opowieść, która mnie albo kogokolwiek innego najbardziej bulwersuje. Jedni mogą być dotknięci tym, że chodzi o straty finansowe. Inni tym, że politycy deklarują i zobowiązują się do rzeczy skandalicznych, takich jak 'ukręcenie łba sprawie'. Mówimy tutaj o wątku Zbigniewa Ziobry - dodał.
Za jedną z najpoważniejszych kwestii Jabrzyk uznał domniemane powiązania między pieniędzmi pochodzącymi od osób związanych ze zorganizowaną przestępczością a światem polityki i mediów. Krytycznie odniósł się przy tym do działalności Telewizji Republika, którą określił jako medium ściśle związane z konkretnym środowiskiem politycznym.
- Dostają pieniądze od ludzi, za którymi stoi zorganizowana przestępczość, mafie VAT-owskie. Mamy też obraz mediów - 'mediów' mówię w cudzysłowie - bo mamy telewizję, która w sensie formalnym, być może również faktycznym, jest telewizją, ale tak naprawdę stanowi przybudówkę partyjną. Serwuje określone narracje i pozostaje w symbiozie z partią polityczną. Przedstawia polityczne opowieści, a ta zależność jest finansowa, właścicielska i polityczna - powiedział.
Krytyka działań części mediów
Szef "Superwizjera" odniósł się również do publikacji wymierzonych w osoby ujawniające informacje dotyczące afery. Według niego część przekazów medialnych miała służyć obronie konkretnego środowiska politycznego.
- Ta telewizja i ci ludzie, którzy mienią się dziennikarzami - bo w odbiorze wielu widzów być może nimi są - przedstawiają historie służące obronie określonej partii politycznej, która ma olbrzymie kłopoty - ocenił Jabrzyk.
Zdaniem Jabrzyka wspólnym mianownikiem opisywanych wydarzeń są pieniądze. Przypomniał okres rządów Prawa i Sprawiedliwości, gdy Telewizja Republika otrzymywała środki m.in. z reklam i sponsoringu spółek Skarbu Państwa. Po zmianie władzy sytuacja finansowa stacji miała się pogorszyć. Wtedy - według relacji dziennikarza - pojawiła się oferta ze strony Przemysława Krala.
- Wiemy jednak, że źródłem tych wszystkich problemów i całej afery są pieniądze. Pieniądze, które płynęły wtedy, kiedy PiS był u władzy, a Telewizja Republika korzystała z dotacji, sponsoringu i reklam spółek Skarbu Państwa. Żyli jak pączki w maśle. Potem władza się skończyła, zaczęły się problemy finansowe i pojawił się Przemysław Kral, który zaoferował pieniądze w zamian za załatwienie swoich interesów - stwierdził.
"Wszystko jest kłamstwem"
Jabrzyk skomentował również konferencję prasową Jarosława Kaczyńskiego. Jak zauważył, prezes PiS miał ograniczyć się do ogólnego zaprzeczenia publikowanym informacjom, nie wskazując, które konkretnie elementy uważa za nieprawdziwe.
- Ostatnio widziałem konferencję prezesa Kaczyńskiego, który wyszedł i powiedział w zasadzie tylko tyle, że wszystko jest kłamstwem. Nie odniósł się nawet do tego, co konkretnie miałoby być kłamstwem. A mówił o wiceprezesie swojej partii - zaznaczył.
Zdaniem dziennikarza opinii publicznej trudno będzie zignorować pytania dotyczące domniemanych przepływów finansowych i obietnic składanych w zamian za określone działania.
- Wierzę, że nawet zwykli ludzie uważają, iż coś tutaj jest nie tak. Jak to możliwe, że minister sprawiedliwości i prokurator generalny dostaje pieniądze? Za co? Za "ukręcenie łba sprawie"? Od osoby, która stoi teraz za największą aferą ostatnich lat? Powiedzmy to wprost - mówił.
Zondacrypto - najnowsze ustalenia
Jabrzyk zapowiedział, że w najbliższym czasie mogą zostać ujawnione kolejne informacje. Zastrzegł, że dotychczasowe publikacje pokazują jedynie część szerszej układanki.
- Dowiemy się jeszcze wielu rzeczy. Oczywiście nie poznaliśmy dotąd wszystkich elementów tej układanki. Myślę, że poznamy ich jeszcze sporo - zapowiedział.
- Reasumując: uważam, że kluczem do wszystkiego są zawsze pieniądze. Chodzi o olbrzymie kwoty. Afera ze Zbigniewem Ziobrą, z Przemysławem Wipplerem, z posłem Moskalem, z załatwianiem ustawy i z obietnicą ułaskawienia pokazuje, że tak naprawdę wszystko było na sprzedaż. Wszystko, co można było zaoferować Przemysławowi Kralowi, zostało mu po prawej stronie zaoferowane - podsumował.
Jabrzyk zastrzegł również, że ostateczne ustalenia należą do organów ścigania. Rolą dziennikarzy jest natomiast zebranie dostępnych materiałów i opisanie mechanizmów, które mogły towarzyszyć przedstawianym wydarzeniom.
Geneza afery Zondacrypto
Afera Zondacrypto, wcześniej działającej jako BitBay, dotyczy podejrzeń o poważne problemy finansowe giełdy oraz jej możliwe związki ze środowiskiem przestępczym. Sprawa nabrała rozgłosu po zaginięciu w 2022 roku założyciela platformy, Sylwestra Suszka, którego ostatni raz widziano w bazie paliwowej Mariana W. w Czeladzi.
W kwietniu 2026 roku media informowały o problemach z wypłatami i spadku rezerw bitcoinów giełdy o 99 proc., czemu prezes Przemysław Kral stanowczo zaprzeczał. Utrzymywał, że spółka jest wypłacalna i posiada portfel z 4,5 tys. bitcoinów, choć dostęp do niego miał mieć wyłącznie zaginiony Suszek.
Drugi wątek sprawy dotyczy możliwych powiązań Zondacrypto z politykami prawicy. Według ujawnionych dokumentów Kral miał finansować fundacje związane ze Zbigniewem Ziobrą i Przemysławem Wiplerem, oczekując w zamian politycznej ochrony oraz korzystnych zmian w przepisach dotyczących kryptoaktywów. Ziobro potwierdził przyjęcie 450 tys. zł i zadeklarował zwrot pieniędzy. Pojawiły się również zarzuty, że politycy mieli obiecywać blokowanie lub wygaszanie postępowań dotyczących działalności giełdy.
Kolejny element afery obejmuje próby wpływania na media i agencje PR w celu poprawy wizerunku Zondacrypto oraz powstrzymania krytycznych publikacji. Kral miał rozważać zakup 20 proc. udziałów w Telewizji Republika za 16 mln zł, a także przeznaczać znaczne kwoty na reklamy, lobbing i doradztwo medialne. Według doniesień Kral, reprezentowany przez Romana Giertycha, podjął współpracę z prokuraturą, co może doprowadzić do kolejnych ujawnień.