Wyrok jest prawomocny. Apelację składał obrońca. Chciał uniewinnienia, ewentualnie uznania, że doszło do nieumyślnego spowodowania śmierci i łagodniejszej kary. Sąd odwoławczy apelację uznał za bezzasadną, zgodził się z oceną dowodów sądu pierwszej instancji, karę uznał za właściwą.
We wrześniu 2024 roku dyżurny policji w Ostrołęce (Mazowieckie) odebrał zgłoszenie o pożarze drewnianego domu we wsi Wolkowe koło Myszyńca. Mieszkał w nim 77-letni mężczyzna i jego 43-letni obecnie syn. W trakcie akcji gaśniczej znaleziono zwęglone zwłoki starszego mężczyzny.
Wcześniej wyganiał ojca z domu, groził zabójstwem i spaleniem
Policja podejrzewała, że za pożarem może stać syn ofiary. Został on zatrzymany przez policjanta na pobliskiej stacji benzynowej. W śledztwie okazało się, że mężczyzna znęcał się fizycznie i psychicznie nad ojcem. Zwykle robił to będąc pod wpływem alkoholu. Wyzywał ojca, bił, wyganiał z domu, groził zabójstwem i spaleniem.
Według prokuratury, w nocy 14 września 2024 roku oskarżony – wiedząc, że ojciec śpi na wyższej kondygnacji drewnianego domu – podłożył na dole ogień. Drewniany budynek spłonął całkowicie i doszło do jego zawalenia się.
Obserwował pożar, potem odjechał na rowerze
Z ustaleń śledczych, m.in. na podstawie zapisów monitoringu wynikało, że gdy budynek zajął się ogniem, oskarżony najpierw obserwował tę sytuację, a potem odjechał stamtąd na rowerze, nie wzywając pomocy i nie próbując ratować ojca.
W śledztwie i przed sądem pierwszej instancji oskarżony nie przyznał się do zabójstwa. Wcześniej był wielokrotnie karany, m.in. za pobicie, kradzieże, kradzieże z włamaniem, rozboje i groźby.
Kara łączna za zabójstwo i znęcanie się
Sąd Okręgowy w Ostrołęce uznał, że oskarżony działał z zamiarem bezpośrednim zabójstwa i dokonał celowego podpalenia. Nieprawomocnie skazał go na 25,5 roku więzienia (kara łączna za zabójstwo i znęcanie się). Orzekł też o obowiązku poddania się przez skazanego leczeniu choroby alkoholowej.
W środę Sąd Apelacyjny w Białymstoku utrzymał ten wyrok w mocy. Uznał za udowodnione, że to oskarżony dokonał podpalenia domu (choć biegłym nie udało się ustalić, w jaki sposób to zrobił) oraz że działał z zamiarem bezpośrednim zabójstwa i nie ma tu mowy o przypadkowym zaprószeniu ognia przez 43-latka lub przez jego ojca.
Były nagrania z monitoringu
Uzasadniając wyrok sędzia Halina Czaban przyznała, że jednym z kluczowych dowodów w sprawie były nagrania monitoringu. W tym z posesji sąsiadującej z domem, który spłonął. Opisywała, jak wyglądało zachowanie oskarżonego tuż po tym, gdy drewniany budynek zaczął się palić, gdy na nagraniach widać coraz większą łunę i lecące iskry z miejsca pożaru.
Wyjaśnienia 43-latka sąd uznał za "zupełnie niespójne z materiałem dowodowym", nielogiczne i nieprawdziwe w relacji przede wszystkim z zeznaniami świadków - osób postronnych, ale i rodziny.
Zdarzało się, że ojciec nocował w lesie lub w stodole sąsiadów
Sędzia Czaban mówiła, że z tych zeznań jednoznacznie wynika, że 43-latek nie darzył uczuciem i nie szanował ojca, zaniedbywał go, znęcał się nad nim, bił, groził, że go zabije albo podpali dom. Dochodziło do sytuacji, że starszy mężczyzna musiał nocować w lesie lub w stodole sąsiadów.
- Kiedy oskarżony przebywał w domu, to nie mógł tam wtedy przebywać jego ojciec - mówiła sędzia, odnosząc się do zebranych w sprawie dowodów.
Sąd: to nie było przypadkowe zaprószenie ognia
Choć biegłym nie udało się jednoznacznie ustalić, w jaki sposób został wzniecony ogień, to sąd uznał za udowodnione, że sprawcą pożaru był oskarżony. Wziął przy tym pod uwagę całość zachowań 43-latka wobec ojca.
Odrzucił linię obrony opartą na tezie, że mogło dojść do zaprószenia ognia (przez oskarżonego lub jego ojca).
- Przy przypadkowym zaprószeniu ognia osoba, która tego dokonała niechcący, robi wszystko, aby zatrzymać bieg zdarzeń tym bardziej gdy ma świadomość, że osoba jej bliska znajduje się w tym budynku - uzasadniała sędzia Czaban.
- Znęcanie się oskarżonego nad pokrzywdzonym znalazło swój finał, niestety, w tym akcie podpalenia domu, tym samym dokonania zabójstwa ojca, bezspornie z zamiarem bezpośrednim - podkreślała sędzia.
Bała się go w zasadzie cała okolica
25,5 roku więzienia sąd apelacyjny uznał za karę właściwą, biorąc też pod uwagę wcześniejszą karalność sprawcy za szereg różnych przestępstw i brak efektów jego resocjalizacji.
- Mamy do czynienia z osobą zdegradowaną, zdemoralizowaną, której w zasadzie cała okolica się bała. Nie można powiedzieć, że jest to kara nieodpowiednia - powiedziała sędzia Czaban.
Zaznaczyła, że o ile nie objęła tego kwalifikacja prawna, to jednak - od strony czysto ludzkiej - sposób w jaki sprawca zabił swego ojca, można uznać za działanie ze szczególnym okrucieństwem.