Tłumaczył, że broniąc się, upadł na żonę i przypadkiem śmiertelnie ugodził ją nożem. Ale ciosy były dwa

kraty 16
Do zdarzenia doszło w Bielsku Podlaskim

Ciało żony zawinął w dywan i zakopał w lesie. Biegli stwierdzili, że kobieta została przynajmniej dwa razy pchnięta nożem. 55-latek tłumaczył, że żona mu groziła. Według jego wersji odebrał żonie nóż, a później, podczas szarpaniny, przewrócił się na nią. Do śmiertelnego ugodzenia miało dojść przypadkowo.

Wszystko zaczęło się w lutym 2011 roku, kiedy zniknęła 41-letnia mieszkanka Bielska Podlaskiego. Jej mąż twierdził - i taką wersję przedstawiał rodzinie, sąsiadom oraz znajomym - że porzuciła bliskich, wyjechała za granicę i nie ma z nią kontaktu. Nikt z rodziny nie zgłosił zaginięcia kobiety, niemniej policja próbowała tę sprawę wyjaśnić.

W 2016 r. mężowi zaginionej postawiono zarzut zabójstwa, nie precyzując jednak, jak do zbrodni doszło. Mężczyzna trafił wtedy na krótki czas do aresztu. Opuścił go po złożeniu zażalenia przez obrońcę. Wciąż nie odnaleziono bowiem ciała zmarłej – dowodu potwierdzającego, czy doszło do zabójstwa.

Pomogli profilerzy

Nowy trop pojawił się dopiero trzy lata temu, po odnalezieniu ciała zakopanego w lesie koło Bielska Podlaskiego. Ciało było zawinięte w dywan i znajdowało się głęboko pod ziemią. Zanim śledczy trafili w to miejsce, korzystali m.in. z profilu psychologicznego potencjalnego sprawcy i ofiary. A także pomocy specjalisty od profilowania geograficznego, który pomógł wskazać miejsca potencjalnego ukrycia zwłok. Wcześniej policjanci wykorzystali podsłuchy, dzięki którym nabrali podejrzeń, że kobieta może nie żyć.

Biegli medycyny sądowej potwierdzili, że to ciało zaginionej, a kobieta została co najmniej dwukrotnie pchnięta nożem. Wtedy ponownie zatrzymano męża zmarłej.

Oskarżony zmieniał wyjaśniania

Przez całe postępowanie przygotowawcze mężczyzna nie przyznawał się do zabójstwa. W śledztwie i początkowo przed sądem przedstawił trzy wersje zdarzeń. W każdej była mowa o nieszczęśliwym wypadku.

Wcześniej, dla uwiarygodnienia wersji o nagłym wyjeździe i porzuceniu rodziny złożył nawet za żonę – drogą elektroniczną – zeznanie podatkowe za rok 2010. Potem zmieniał wyjaśnienia i przyznał, że wiedział o jej śmierci – twierdził jednak, że kobieta padła ofiarą nieszczęśliwego wypadku. Miała spaść ze schodów.

W domu dochodziło do awantur, wzywana była policja

Ostatecznie przed sądem okręgowym przedstawił wersję o wieloletnich problemach małżeńskich, związanych z tym, że - jak wyjaśniał - żona wpadła w złe towarzystwo, zaczęła znikać z domu nawet na kilka dni, przepijać pieniądze, zadłużać się w bankach i u znajomych. Miała być też widywana w niedwuznacznych sytuacjach z mężczyznami. W domu dochodziło z tego powodu do awantur, wzywana była policja.

Według ostatecznej wersji oskarżonego, w nocy z 19 na 20 lutego 2011 r. doszło do gwałtownej kłótni, w trakcie której kobieta chwyciła kuchenny nóż i zaczęła grozić mężowi śmiercią.

Przyznał, że mógł ugodzić żonę nożem

Mężczyzna odebrał nóż i próbował żonę odepchnąć. Ta trzymała jednak męża dwiema rękami za ubranie i gdy upadła na plecy, on upadł na nią. Nóż wbił się w lewy bok kobiety, a rana była śmiertelna.

OGLĄDAJ TVN24 NA ŻYWO W TVN24 GO >>>

Oskarżony ostatecznie stwierdził, że mógł ugodzić żonę raz nożem. A jak wspomnieliśmy, biegli stwierdzili natomiast, że kobieta została pchnięta nożem co najmniej dwukrotnie.

Jesienią 2019 roku białostocki sąd okręgowy nieprawomocnie uznał 55-latka za winnego zabójstwa i skazał na 15 lat więzienia.

Prokurator wnioskował o 25 lat pozbawienia wolności

Apelację złożyły obie strony: obrona argumentowała, iż oskarżony działał w afekcie i chciała odpowiednio łagodniejszej kary. Prokuratura uznała wyrok za zbyt niski i wnioskowała o 25 lat pozbawienia wolności. Zwracała uwagę zwłaszcza na zachowanie sprawcy po zbrodni, które oceniła jako zaplanowane i zorganizowane. Czyli ukrycie ciała i stworzenie historii o porzuceniu rodziny przez żonę.

W połowie 2020 roku Sąd Apelacyjny w Białymstoku utrzymał wyrok pierwszej instancji. Ocenił, że nie można w tym przypadku mówić o tzw. zbrodni w afekcie, czyli o sytuacji silnego wzburzenia emocjonalnego uzasadnionego okolicznościami.

Sąd uznał działania oskarżonego jako nieludzkie

Działania sprawcy uznał za skoordynowane, zwracał uwagę, że po zadaniu ciosów nożem podjął on konkretne czynności w celu ukrycia zwłok. Jako "nieludzkie" określił zakopanie ciała w tajemnicy i wieloletnie ukrywanie tej zbrodni.

Prokuratura ostatecznie uznała, że nie będzie składała skargi. Prawomocny wyrok zaskarżył jednak obrońca. W piątek (16 kwietnia) Sąd Najwyższy rozpoznał kasację. Uznał ją jednak za "oczywiście bezzasadną" i oddalił.

Czytaj także: