Według sondażowych wyników wyborów kandydat niezależny Łukasz Gibała wygrał przedterminowe wybory na prezydenta Krakowa. Sondaż exit poll przeprowadzony przez Ipsos dał mu 61 proc. poparcia. Monika Piątkowska (KO-PSL, komitet Ponad Podziałami) otrzymała 39 proc. poparcia. O godzinie 22:30 ukazały się wyniki late poll i przewaga Łukasza Gibały jeszcze wzrosła: 62,3 proc. do 37,7 proc.
WIECZÓR WYBORCZY W TVN24.PL >>>
- Nie ma we mnie żadnego triumfalizmu. Jest raczej głęboki namysł, refleksja nad tym, jak to wszystko poukładać, jak zbudować większość w radzie miasta i w jakiej kolejności realizować te rzeczy, które są potrzebne w Krakowie, począwszy od naprawy finansów publicznych, poprzez inne problemy, nadmierną turystyfikację czy gigantyczne problemy transportowe. Więc ja już jestem w trybie zadaniowym, a nie w trybie świętowania - powiedział w niedzielę wieczorem Łukasz Gibała w rozmowie z Katarzyną Kolendą-Zaleską w TVN24.
Łukasz Gibała mówi, ile kosztowała kampania
Gibała pytany, ile kosztowała jego kampania wyborcza i prawdopodobne zwycięstwo, odpowiedział: - Wstępnie mogę powiedzieć, że to będzie kwota około 400 tysięcy złotych (…) wszystkie wpłaty zostały zaksięgowane i one są widoczne na mojej stronie internetowej, więc każdy może sprawdzić, kto ile pieniędzy wpłacił.
Kolenda-Zaleska pytała także o tę kwotę i zwróciła uwagę, że Kraków był "cały oplakatowany plakatami" Gibały.
- Wydrukowanie plakatu to nie są wielkie kwoty. To jest złotówka czy dwa złote, taki jeden średniej wielkości plakat. Taki duży plakat kosztuje około 10 czy 20 złotych, a ludzie najczęściej wieszali te plakaty w czynie społecznym na swoich balkonach, witrynach, w swoich punktach usługowych. Mieliśmy oczywiście też nośniki komercyjne, ale ich było stosunkowo najmniej. W związku z tym ta kampania opierała się w dużej mierze o wielką energię społeczną - mówił w TVN24 Gibała.
Łukasz Gibała o współpracy z rządem
Katarzyna Kolenda-Zaleska nawiązała do hasła, które pojawiło się w sztabie Gibały tuż po ogłoszeniu sondażowych wyników wyborów. Jego sympatycy wznosili okrzyk: "tu jest Kraków, nie Warszawa". Gibała został spytany, jak zamierza współpracować z rządem, jeśli ustawia się na wrogiej pozycji wobec Warszawy.
- Nie podoba mi się taka sytuacja, kiedy politycy warszawscy tu masowo przyjeżdżali, jeden po drugim, nie mając zielonego pojęcia o tym, jak my żyjemy, jakie mamy problemy, i mówili mieszkańcom, jak mają zagłosować. Mieszkańcom też się chyba to nie spodobało. Moim zdaniem to było niepoważne, niezgodne z ideą decentralizacji, samorządności - odparł Łukasz Gibała.
Radny nawiązał do wizyt m.in. członków rządu, parlamentarzystów i samorządowców należących do Koalicji Obywatelskiej, które miały miejsce w ostatnich tygodniach. W Krakowie Monikę Piątkowską wspierali między innymi szef MSZ Radosław Sikorski, minister sportu Jakub Rutnicki czy minister finansów Andrzej Domański. Niemal codziennie w stolicy Małopolski zjawiali się goście zaproszeni przez kandydatkę KO i PSL.
- Mam natomiast nadzieję, że oni też wyciągną wniosek. Zamierzam jak najszybciej spotkać się z moją kontrkandydatką, z panią senator Piątkowską. Liczę też na jej wsparcie. Na to, że będziemy współpracować, że ona wykorzysta swoje kontakty w rządzie, wśród polityków warszawskich, że będzie lobbowała za dobrymi tematami dla Krakowa - podkreślił polityk.
Łukasz Gibała dodał, że "zakłada pewien poziom zdrowego rozsądku i profesjonalizmu ze strony premiera Tuska, ze strony członków rządu". - Mam nadzieję, że oni się nie obrażą z tego powodu, że tu wygrał inny kontrkandydat i że ten kontrkandydat jest przeciwny zbyt dużej ingerencji rządu centralnego w wybory w Krakowie. Zakładam, że będą chcieli mimo wszystko współpracować - podkreślił Gibała.
Zwycięzca wyborów zaprzeczył, że nie ma ochoty na współpracę z rządem. - Wręcz przeciwnie. Współpraca jest absolutnie niezbędna, niezależnie od tego, jaki będzie ten rząd, czy obecny, czy przyszły. Jako [...] prezydent bezpartyjny będę gotów współpracować z jedną i z drugą stroną. I sądzę, że to jest w interesie obu tych formacji politycznych. Tej, która rządzi obecnie i tej, która być może w przyszłości będzie rządziła, żeby mieć dobre relacje z prezydentem drugiego [największego - red.] miasta [w Polsce - red.]. Tylko chodzi o to, żeby to były relacje partnerskie. Ja nie zamierzam rozmawiać z rządem w pozycji jakiegoś petenta, tylko chodzi mi o relacje partnerskie. Mam nadzieję, że druga strona też będzie tym zainteresowana - powiedział Łukasz Gibała w TVN24.
Wspomniał o Częstochowie. Dlaczego?
Gibała był także pytany o swoje słowa z wieczoru wyborczego, podczas którego wspomniał o referendum, które ma odbyć się za dwa tygodnie w Częstochowie. Tam - podobnie jak wcześniej w Krakowie - grupa mieszkańców doprowadziła do zebrania podpisów za organizacją referendum w sprawie odwołania prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka.
- Prosili mnie o to ludzie, którzy tam organizują referendum. Tam mamy sytuację patologiczną. Ja zwykle się nie wtrącam w to, co się dzieje w innych miastach. Kiedy prosili mnie ludzie, którzy organizowali referendum w Warszawie, żebym jakoś pozytywnie się o tym wypowiedział, to odmówiłem. Uważam, że Warszawiacy sami powinni zdecydować, czy Rafał Trzaskowski jest dobrym, czy złym prezydentem. No i zdecydowali. Nie podpisali się, uważają widocznie, że jest dobrym prezydentem. Ale w Częstochowie sytuacja jest inna. Tam rządzi człowiek, który ma zarzuty korupcyjne, który ma zakaz wstępu do urzędu - podkreślił. Dodał, że wspomniał o tym referendum, "żeby mieszkańcy Częstochowy też poczuli taki wiatr w żagle".