Królewna na gigancie. "Zrobiła sobie nielegalną wycieczkę"

Pyton królewski uciekł właścicielowi i pełzał po wrocławskim Nadodrzu
Królewna uciekła właścicielowi. I na kilkadziesiąt minut trafiła do schroniska dla zwierząt
Źródło: TOZ Schronisko Wrocław

Pyton królewski pełzał po centrum Wrocławia. Wąż, o imieniu Królewna, uciekł właścicielowi i trafił do schroniska dla zwierząt. Na szczęście tylko na chwilę, bo po Królewnę zgłosił się jej opiekun.

W sobotę we Wrocławiu zaroiło się od egzotycznych zwierząt. Na Rędzinie spacerowicze zauważyli w wodzie aligatora, którego złapać udało się dzień później. Z kolei po Nadodrzu pełzał pyton królewski. Węża zauważył mężczyzna, który wyszedł wyrzucić śmieci. Powiadomił kierowcę schroniskowego pogotowia dla zwierząt i cierpliwie czekał, nie spuszczając węża z oczu, na przyjazd przedstawiciela schroniska.

Pyton królewski uciekł właścicielowi i pełzał po wrocławskim Nadodrzu
Pyton królewski uciekł właścicielowi i pełzał po wrocławskim Nadodrzu
Źródło: TOZ Schronisko Wrocław

Wąż zaplątany w siatkę

Jak na Facebooku informuje schronisko, znaleziony na ulicy Dubois wąż miał na sobie siatkę, w którą prawdopodobnie zaplątał się podczas swojej wędrówki po Nadodrzu. "Plastik został przez nas ostrożnie usunięty. Odetchnęliśmy z ulgą, bo nie uszkodził ciała gada" - czytamy we wpisie. Aleksandra Cukier, rzecznik wrocławskiego schroniska dla bezdomnych zwierząt podkreśla, że po uciekiniera szybko zgłosił się właściciel. - Gdy zorientował się, że zwierzaka nie ma w terrarium, najpierw dokładnie przeszukał mieszkanie, bo był przekonany, że wąż znajduje się gdzieś w domu. Po tym, jak się okazało, że nigdzie go nie ma, właściciel zadzwonił do naszego kierowcy i dowiedział się, że pyton jedzie do schroniska - relacjonuje Cukier.

"Właściciel był przerażony"

Okazało się, że wąż to samica o imieniu Królewna. "(...) zrobiła sobie nielegalną wycieczkę, przyprawiając swojego opiekuna niemal o zawał serca" - opisuje schronisko. A Cukier dodaje: - Właściciel Królewny był przerażony tym, co się stało. Taka sytuacja przydarzyła mu się pierwszy raz i nie była niedopatrzeniem, czy zaniedbaniem, a po prostu wypadkiem. Pyton królewski, po kilkudziesięciu minutach spędzonych w schronisku, wrócił do domu.

Źródło: Google
Czytaj także: