Mickiewicz zamiast Hitlera, Chrobry za Bismarcka. Wrocławskie ulice i ich nazwy

Wrocław

Wratislaviae AmiciMapa Wrocławia z 1910 roku

Dawne ul. Cesarska, Adolfa Hitlera i Gutenberga, tak jak pozostałych 1500 ulic, po wojnie musiały zmienić swoje nazwy. Władze Wrocławia zajęły się przywróceniem miastu polskości. Później czekało je podporządkowanie się nowej władzy. We Wrocławiu królował Stalin. Dla Lenina miejsca nigdy nie było.

Jeszcze przed końcem II wojny światowej niektóre z ulic Breslau obok nazw niemieckich miały swoje polskie odpowiedniki. Przeważnie nosiły imiona bohaterów historycznych i nazwy narodowych wydarzeń. Jednak większość z nich była pozbawiona politycznych znaczeń. Na Sępolnie ulicom patronowały gatunki śpiewających ptaków, a na sąsiednim Biskupinie, postacie z bajek.

Układ ten zmienił się po zakończeniu wojny, bo władze zajęły się przywróceniem miastu polskości. Szczególny nacisk kładziono na usunięcie niemieckich śladów - pomników, napisów i nazw ulic.

- Tuż po zakończeniu działań wojennych około 1500 nazw ulic i placów istniało jedynie w języku niemieckim - mówi Kamila Kędziora, autorka książki "Nazewnictwo ulic Wrocławia w latach 1945–1994".

Świętowanie na Placu Wolności

Pierwszą powojenną decyzję o zmianie nazwy podjął prezydent Wrocławia, Bolesław Drobner. To właśnie na mocy jego rozporządzenia przedwojenny Plac Zamkowy stał się Placem Wolności. Szybka decyzja pierwszego polskiego prezydenta miasta wynikała z tego, że 26 maja 1945 roku na tym placu miała odbyć się polska parada zwycięstwa. Dopiero później Zarząd Miejski powołał Komisję do Zmian Nazw Ulic.

- Rozpoczęła prace latem 1945 roku. W tym czasie nie było żadnych wytycznych co do zasad, którymi należało się kierować, dokonując zmian nazewnictwa - przypomina Kędziora.

Zasady opracowano dopiero dwa lata później, w zaleceniach prezydenta RP.- Wtedy większość wrocławskich ulic i placów otrzymała już nowe nazwy - wyjaśnia autorka.

Uzasadnione tłumaczenie, historia jako pierwsza

Czym kierowały się władze miasta przy nadawaniu nowych nazw?

- Przede wszystkim unikano bezpośredniego tłumaczenia nazw niemieckich. Miało to zapobiec zjawisku tzw. dzikiego nazewnictwa. Przez ich fonetyczne spolszczanie w świadomości mieszkańców Wrocławia funkcjonowały dwie nazwy: oficjalna i potoczna - dodaje Kędziora.

Co więcej, na terenie miasta mnożyły się ulice o podobnych określeniach. Dlatego na bezpośredni przekład decydowano się tylko wtedy, gdy przemawiały za tym przesłanki geograficzne, historyczne lub topograficzne.

I tak niemiecką nazwę Schuhbrucke przetłumaczono na Szewską, Messergasse na Nożowniczą, Ring pozostał Rynkiem, a Neumarkt Nowym Targiem. - Jeśli nazwa pozbawiona była narodowych konotacji decydowano się na jej tłumaczenie - tłumaczy Kędziora.

Zdecydowano się też na pozostawienie ulic takich jak: Grabiszyńska, Świdnicka i Opolska, bo miejscowości te po wojnie znalazły w granicach Polski. Natomiast przedwojenna Frankfurter Strasse stała się Legnicką.

- Władze miasta robiły wszystko, by uniknąć nieporozumień - twierdzi Kędziora. Guntherstrasse przemianowano na ul. Chłodną, ale zanim wywieszono tabliczkę z oficjalną nazwą, stacjonujący nieopodal oddział wojskowy wywiesił własną. - Wojskowi wybrali nazwę ulica Saperów, a władze miasta wkrótce uznały ją za oficjalną - przypomina kobieta.

Przesłanie dla marszałka

Obowiązywała też zasada zakazująca nadawaniu drogom nazwisk osób żyjących. Wyjątkowymi postaciami pod tym względem był prezydent Bolesław Bierut, wojewoda wrocławski Stanisław Piaskowski i Józef Stalin.

Nazwiskiem tego ostatniego nazwano Matthiasstrasse. Andrzej Jochelson, jeden z członków Komisji, zmianę uzasadniał następująco: „Zwyczajowa uprzejmość wymagała zakomunikowania marsz. Stalinowi, wodzowi zwycięzców nad załogą Wrocławia, że główna ulica miasta nazwana jest jego imieniem”.

Stalin patronował więc miejscu, które po wojnie stało się jedną z głównych arterii stolicy Dolnego Śląska. Tutaj znajdowały się najważniejsze budynki administracyjne oraz siedziba Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Partii Robotniczej.

Mickiewicz za Hitlera, Gutenberg zbyt niemiecki

- Komisja najpierw odszyfrowywała niemiecką nazwę, a następnie szukała dla niej polskiego odpowiednika poprzez analizę sukcesów narodu polskiego - opowiada Kędziora.

Właśnie w ten sposób kanclerza Otto von Bismarcka zastąpił Bolesław Chrobry, dowódcę armii pruskiej pod Waterloo Gebharda von Bluchera zastąpił książę Józef Poniatowski, Kaiserstrasse stała się Placem Grunwaldzkim, a Strasse der SA przemianowano na Powstańców Śląskich.

- Były to próby odczarowania tych miejsc. Włodarzom chodziło o całkowite odniemczenie Wrocławia - uważa Kędziora.

Problem pojawił się przy ulicy Adolfa Hitlera.

- W tym przypadku polityczna symbolika została zastąpiona kulturą. Hitler ustąpił miejsca Mickiewiczowi - mówi Kędziora.

W tym czasie z map stolicy Dolnego Śląska zniknęły ulice Bacha, Mozarta, Kanta i Schillera. Zbyt niemiecki okazał się też Gutenberg, a ulicę której patronował przemianowano na Drukarską.

Socjalistyczne zmiany

Do wiosny 1946 roku prawie wszystkie wrocławskie ulice i place nosiły już polskie nazwy. Jednak polityczne przełomy doprowadzały do kolejnych zmian.

- Po okresie, w którym za wszelką cenę starano się podkreślić polskie korzenie miasta, przyszedł czas na podporządkowanie się naciskom politycznym - zauważa Kędziora.

Ulicę Ogrodową przemianowano na Karola Świerczewskiego, patronem Placu Strzeleckiego został Karol Marks, Placu Legnickiego - Fryderyk Engels, a Placu Słonecznego - PKWN. Dla uczczenia siódmej rocznicy zwycięstwa pod Stalingradem, ulica Świdnicka została przemianowana na ulicę Stalingradzką, a Wałbrzyska była odtąd ulicą Przyjaźni Polsko-Radzieckiej.

- W latach 50. nastąpiła sowietyzacja nazewnictwa, a patroni narodowi ustępowali miejsca działaczom robotniczym i partyjnym - wyjaśnia Kędziora.

Nowe nazwy nadawano często kosztem tych, które funkcjonowały w centrum miasta od stuleci. Nie było żadnych konsultacji. Nowe określenia radni nadawali pod wpływem aktualnych wydarzeń.

Na Muchoborze Wielkim swoje ulice otrzymały narody Związku Radzieckiego, a na Klecinie patronowały im wielkie miasta ZSRR. Swojej ulicy we Wrocławiu nie miał nigdy towarzysz Lenin. Wprawdzie na początku lat 50. zdecydowano, że będzie patronował Nowowiejskiej, ale ostatecznie pomysł ten porzucono. Innej godnej Lenina ulicy nie znaleziono. Z kolei arterie upamiętniające Stalina zmieniały nazwy wraz z procesem destalinizacji: Stalina stała się Jedności Narodowej, a Stalingradzkiej i Stalinogrodzkiej przywrócono poprzednie nazwy - Świdnicka i Katowicka.

Najpopularniejszy Piłsudski

Powstała w 1960 roku Komisja Nazewnictwa Ulic przy Towarzystwie Miłośników Wrocławia nie pozostawała obojętna na zmieniające się nastroje społeczne. Na początku lat 80. pojawiły się propozycje nazw al. Solidarności, ul. Stoczniowców Gdańskich. Plac Katedralny stał się placem Stefana Wyszyńskiego, a patronem ulicy Młodej Gwardii ponownie stał się Ignacy Paderewski.

- Do urzędników zaczęły spływać liczne wnioski od mieszkańców miasta. Domagali się oni nie tylko usunięcia niepopularnych nazw, ale też wprowadzenia patronów, którzy do tej pory nie mogli być upamiętnieni - mówi Kędziora.

Najczęstszą propozycją wrocławian był Józef Piłsudski. Już w 1989 roku marszałek otrzymał swój plac. Wtedy też ul. Armii Czerwonej stała się Armii Ludowej, a plac Feliksa Dzierżyńskiego placem Dominikańskim. Jednak nie wszystkim zmianom Komisja była przychylna.

- Nie wyrażono zgody na przemianowanie placu Czerwonego. Według ekspertów nie była to nazwa polityczna, a wzięła się od dużej, czerwonej plamy jaką mieli zobaczyć, w miejscu placu, Polacy w 1945 roku - tłumaczy Kędziora.

Nowe otwarcie

Upadek systemu komunistycznego przesądził o nazewnictwie wrocławskich ulic. Przygotowano listę nazw, których zmianę należało rozważyć. Znalazły się na niej takie, które koniecznie wymagały zmiany (np. Fryderyka Engelsa, pl. PKWN), przedyskutowania (istniejąca do dziś ul. Drobnera, Dubois, Jedności Narodowej czy Plac Wolności) oraz których tożsamości patronów nie udało się rozszyfrować (ul. Zygmunta Markowskiego).

Uzgodniono, że 75 ulic powinno otrzymać nowe nazwy. Lista przeznaczona do zmian miała być opublikowana we wszystkich miejskich gazetach.

- Urzędnicy liczyli na to, że w ten sposób uda się rozszyfrować nazwiska patronów, których nie znali – tłumaczy Kędziora.

W ten sposób udało się ustalić, że Zygmunt Markowski był zasłużonym pracownikiem Akademii Rolniczej. Za ustalenie dwóch pozostałych nazw Braci Steczyńskich i Tadeusza Ślęzaka "Dziennik Dolnośląski" oferował po 500 tys. złotych nagrody. Bezskutecznie. Pomysłów na przemianowanie było wiele. Ulicę Armii Radzieckiej chciano nazwać Sezamkową, ostatecznie jednak zwyciężyła aleja Karkonoska.

Nowe nazwy wrocławskich ulic zaczęły obowiązywać od 1992 roku.

Autor: Tamara Barriga//ec / Źródło: TVN24 Wrocław

Źródło zdjęcia głównego: Wratislaviae Amici