"Siły okupacyjne - won". Strajk generalny i protesty w Katalonii

TVN24

Aktualizacja:
Katalończycy wyszli we wtorek na ulice tvn24
wideo 2/18

Kilkusettysięczny tłum wyległ na ulice katalońskiej Barcelony w dniu, w którym rozpoczął się strajk generalny w proteście przeciwko brutalnym działaniom policji podczas niedzielnego referendum niepodległościowego w regionie. Metro i autobusy w Barcelonie kursują z mniejszą częstotliwością. Zablokowane są drogi. Demonstranci zgromadzili się między innymi przed siedzibą rządzącej Hiszpanią Partii Ludowej.

Rano kursowało 40 procent pociągów metra i 30 procent autobusów, co oznacza, że transport został zapewniony w większym stopniu niż zapowiadany minimalny poziom 25 procent - podały źródła w zakładach transportu publicznego w Barcelonie TMB, na które powołują się lokalne media. Hiszpańskie koleje RENFE odwołały od wtorku do 9 października 151 pociągów w kierunku Katalonii z powodu strajku.

Dziennik "El Pais" podaje, że większość szkół była we wtorek zamknięta, a do pracy nie przyszło 75 procent zatrudnionych w służbie zdrowia. Sparaliżowane zostały porty w Barcelonie i Tarragonie.

"Siły okupacyjne - won!"

Akcja protestacyjna rozpoczęła się o godz. 6.30. Została zorganizowana przez nowo powstały ruch obywatelski o nazwie la Taula per la Democracia w odpowiedzi na agresywne działania sił bezpieczeństwa podczas niedzielnego referendum. Do akcji przyłączyli się pracownicy portów z Barcelony i Tarragony, którzy po południu rozpoczęli protest przed regionalną siedzibą centroprawicowej Partii Ludowej (PP) premiera Mariano Rajoya. Strajkowi generalnemu towarzyszą protesty w całej Katalonii. W demonstracjach w Barcelonie wzięło udział prawie 300 tysięcy osób - wynika z danych przekazanych przez przedstawiciela organizatorów manifestacji.

"Siły okupacyjne - won! Ulice zawsze będą nasze!" - krzyczeli między innymi demonstranci.

Kluby piłkarskie też strajkują

Trzy kluby piłkarskie z Katalonii: Barcelona, Espanyol i Girona ogłosiły w poniedziałek, że przystąpią do poniedziałkowego strajku generalnego.

"FC Barcelona przyłącza się do ogólnokrajowego strajku na rzecz demokracji" - napisano na oficjalnej stronie klubu. We wtorek nie odbyły się żadne zajęcia treningowe zarówno pierwszego zespołu, jak i rezerw. Nie trenowali także juniorzy, a wszystkie pomieszczenia w centrum klubowym będą zamknięte.

W niedzielę, w dniu referendum Barcelona wystąpiła o odwołanie meczu z Las Palmas, ale nie otrzymała na to zgody od La Ligi. Mecz na Camp Nou został rozegrany przy pustych trybunach, wygrali gospodarze 3:0.

"Referendum było nielegalne"

Niedzielne referendum niepodległościowe w Katalonii, regionie autonomicznym Hiszpanii, było nielegalne, a sprawa Katalonii jest wewnętrzną sprawą Hiszpanii - oświadczyła Komisja Europejska.

Komisja wyraziła przekonanie, że premier Hiszpanii Mariano Rajoy poradzi sobie z zaistniałą w kraju sytuacją oraz poinformowała, że wezwała wszystkie strony do dialogu. Zastrzegła jednocześnie, że przemoc nigdy nie może być narzędziem polityki.

- Komisja Europejska wierzy, że to czas na jedność i stabilność, nie na podziały i fragmentację. Wzywamy strony, żeby szybko zerwały z postawą konfrontacyjną na rzecz dialogu. Przemoc nigdy nie może być narzędziem polityki – powiedział rzecznik Komisji.

Większość nie poszła głosować

Regionalny rząd Katalonii poinformował, że w niedzielnym referendum oddało głosy około 2,26 mln osób spośród 5,34 mln uprawnionych. 90 proc. głosujących opowiedziało się za niepodległością regionu, a prawie 8 procent było przeciwnych. Pozostałe głosy były nieważne.

Zgodnie przyjętym we wrześniu przez kataloński parlament Aktem Przejściowym, który został uznany za nielegalny przez hiszpański Trybunał Konstytucyjny, samodzielne ogłoszenie niepodległości przez Katalonię będzie mogło nastąpić w ciągu 48 godzin od ogłoszenia wyników, jeśli zwycięska okazałaby się opcja secesji od Hiszpanii.

Akt Przejściowy przewiduje, że w przypadku wygrania zwolenników odłączenia się od Hiszpanii, obecny premier Katalonii Carles Puigdemont zostałby automatycznie prezydentem nowego kraju, a niebawem przeprowadzono by tam wybory parlamentarne.

Deputowani mieliby rok na przyjęcie konstytucji Katalonii. Nowy parlament zadecydowałby też, czy stacjonujące tam wojska hiszpańskie mogłyby opuścić terytorium nowego kraju. Komentatorzy hiszpańskich mediów przypomnieli, że w związku z możliwością rychłego ogłoszenia przez Katalonię niepodległości, Madryt, który nie uznaje wyników referendum, może w najbliższym czasie skierować do tego regionu zwiększone siły policyjne.

Autor: MarNie\mtom / Źródło: PAP, El Pais