Świat

"Wszystko spier****liśmy" i "jak upłynnić 30 mln dolarów", czyli najgłośniejsze afery podsłuchowe

Świat

Wikipedia, PAP/EPANixon, Sarkozy, Juncker, Gyurcsany, Erdogan, Coulson - bohaterowie światowych afer podsłuchowych

Podsłuchane i nagrane słowa węgierskiego premiera "nie mamy wielkiego wyboru, bo wszystko spier****liśmy" pozbawiły go stanowiska. Szefa rządu Turcji, który z synem miał ustalać, "jak upłynnić 30 mln dolarów", wypowiedź ta jednak nie pogrążyła. Gdy Polska boryka się z aferą podsłuchową, my przypominamy, jak inne kraje przeżyły swoje "taśmy prawdy".

- Nie mamy wielkiego wyboru, bo wszystko spier****liśmy. Żaden europejski kraj nie działał tak idiotycznie jak my. Kłamaliśmy przez ostatnie półtora, dwa lata. Co więcej, przez ostatnie cztery lata nic nie osiągnęliśmy. Nic. Nie będziecie w stanie podać ani jednej znaczącej decyzji rządu, z której moglibyśmy być dumni - powiedział w maju 2006 roku premier Węgier Ferenc Gyurcsany na spotkaniu Węgierskiej Partii Socjalistycznej.

Co prawda spotkanie było zamknięte, ale okazało się, że któryś z uczestników wypowiedź szefa rządu nagrał. Po czterech miesiącach ujawniło ją węgierskie radio. To był początek końca Gyurcsany'ego.

Po publikacji kompromitującej wypowiedzi na Węgrzech zawrzało. Na ulice regularnie zaczęły wychodzić tysiące oburzonych obywateli, którzy domagali się dymisji rządu. Jego odwołania chciała także opozycja. Bez skutku. Mimo kłopotów premier odejść nie chciał i twardo bronił stanowiska.

Do dymisji postanowił się podać dopiero trzy lata później. - Postuluję, byśmy utworzyli nowy rząd o szerokim zapleczu politycznym i eksperckim. Ponieważ wielokrotnie słyszałem, że ja jestem przeszkodą na tej drodze, pragnę tę przeszkodę usunąć - powiedział Gyurcsany, który przestał być premierem w kwietniu 2009 roku.

Luksemburg: rząd na podsłuchu, podsłuchującymi - służby

Dymisją premiera zakończyła się też afera podsłuchowa w Luksemburgu w 2013 roku. Jean-Claude Juncker był najdłużej urzędującym szefem rządu w Europie. Swoje stanowisko zajmował bez przerwy przez 18 lat.

Fotel stracił przez nielegalne podsłuchiwanie polityków przez luksemburski wywiad - SREL (Service de Renseignement de l'Etat Luxembourgeois). Nieprawidłowości ujawnił raport specjalnej komisji śledczej. Według niego służby podsłuchiwały nie tylko ministrów z rządu Junckera, ale także jego samego. W 2007 roku ówczesny szef wywiadu Marco Mille, dzięki mikrofonowi schowanemu w zegarku, nagrał rozmowę prowadzoną z luksemburskim premierem. Wywiad miał także korumpować polityków, handlować państwowymi samochodami czy współpracować z rosyjskimi oligarchami.

O wieloletnią samowolę wywiadu ostatecznie obwiniono Junckera jako premiera, na którym spoczywa odpowiedzialność za kontrolę nad służbami. Próby obrony polityka były wyjątkowo nieudane. Stwierdził, że wywiadem się zbytnio nie zajmował, bo ten "nie był jego priorytetem i ma nadzieję, że nigdy dla żadnego premiera Luksemburga nie będzie".

Juncker, po tym gdy w lipcu ubiegłego roku stracił poparcie koalicjanta, a tym samym większość w parlamencie, został odwołany. Teraz po roku polityk podnosi się po porażce: już niedługo może zdobyć najważniejsze stanowisko w Unii Europejskiej - szefa Komisji Europejskiej.

Sarkozy i setki tysięcy na kampanię od miliarderki

Z kolei latem 2010 roku Francją wstrząsnęła biznesowo-polityczna afera z ówczesnym prezydentem Nicolasem Sarkozym w roli głównej. Była księgowa najbogatszej Francuzki Liliane Bettencourt, właścicielki marki L’Oreal, ujawniła nagrania rozmów swojej ekspracodawczyni z jej doradcą finansowym.

Wynikać z nich miało, że miliarderka potajemnie finansowała zwycięską kampanię prezydencką Sarkozy’ego w 2007 roku. Na ten cel przekazać miała 150 tys. euro. W gotówce. Tymczasem według francuskiego prawa wyborczego dotacje od osób prywatnych ograniczone są do kwoty 4,6 tys. euro, a kwoty powyżej 150 euro można wpłacać wyłącznie czekiem.

Nagrania jako pierwszy opublikował portal internetowy "Mediapart", atakujący Bettencourt już od pewnego czasu. Jak pisał, pieniądze zainkasować miał minister pracy Eric Woerth, a zarazem skarbnik Unii na rzecz Ruchu Ludowego, partii Sarkozy’ego. Z kolei dzięki wpłatom Bettencourt miała zyskać "przychylność francuskiego fiskusa" i ulgi podatkowe.

Sarkozy jednoznacznie zaprzeczył zarzutom, ale i tak w jego sprawie prokuratura oficjalnie wszczęła śledztwo. Co więcej, organy ścigania podejrzewały go nie tylko o nielegalne finansowanie kampanii, ale także o to, że wykorzystał chorą na demencję, wtedy 88-letnią Bettencourt i wyłudził od niej pieniądze.

Śledztwo ciągnęło się latami. Dopiero w 2012 roku, po zakończeniu kadencji Sarkozy’ego, gdy stracił immunitet, przesłuchano go po raz pierwszy. Ostatecznie w 2013 roku sprawa została umorzona, a były prezydent oczyszczony z wszelkich zarzutów.

Zarzuty usłyszał natomiast kto inny, szef francuskiego MSW Bernard Squarcini. Zarzucono mu naruszenie tajemnicy korespondencji i bezprawne zbieranie danych, w tym billingów jednego z dziennikarzy zajmujących się aferą. Squarcini przyznał się do szpiegowania, które miało na celu ustalenie źródła przecieków, ale zaprzeczył, by działał na polecenie prezydenta.

 
Liliane Bettencourt choruje na demencję PAP/EPA

Turcja: blokada internetu sposobem na blokadę taśm

Pod koniec lutego bieżącego roku, kilka dni przed rozpoczęciem kampanii przed wyborami lokalnymi w Turcji, do internetu trafiło nagranie z podsłuchów rozmów pomiędzy premierem Turcji Recepem Erdoganem a jego synem.

Słychać na nim, jak szef rządu prosi syna o wyniesienie z domu znacznej kwoty pieniędzy - pada kwota 30 mln euro. - Załatwiłeś to synku? - pada pytanie zadane głosem, który brzmi jak głos Erdogana. - Wszystkiego upłynnić nie dałem jeszcze rady - odpowiada głos przypisywany jednemu z jego synów, Bilalowi. - Mamy jeszcze 30 milionów. Ale jest kilka pomysłów. 25 milionów możemy dać Ahmetowi Celikowi, a za resztę możemy na przykład kupić mieszkanie w Sehrizarze. Co o tym myślisz tatusiu? - dodaje.

W kolejnych dniach publikowane były następne nagrania przedstawiające turecki rząd w niekorzystnym świetle. W jednym z nich szef wywiadu i minister spraw zagranicznych rozmawiają o wysłaniu do Syrii "czterech mężczyzn, którzy wystrzeliliby osiem pocisków" w stronę Turcji. Operacja ta miałaby uzasadnić turecką interwencję wojskową w pogrążonej w wojnie domowej Syrii.

Kto stoi za nagraniami, nie wiadomo. W serwisie YouTube zostały umieszczone z anonimowego konta. Jednak główna siła opozycyjna, Partia Ludowo-Republikańska przekonuje, że potwierdziła autentyczność nagrania w co najmniej trzech źródłach. Erdogana zaś wezwała do dymisji.

Premier Turcji odpiera wszystkie zarzuty. Jego biuro poinformowało, że nagranie po pierwsze jest zmontowane, a po drugie bezprawne i ma na celu "zdezawuowanie jego gabinetu".

W marcu prokuratura wszczęła śledztwo mające ustalić, skąd pochodzą taśmy. Aby uniemożliwić publikowanie i propagowanie kolejnych nagrań, Turcja zdecydowała się na oryginalny krok - postanowiła zablokować w kraju serwisy Twitter i YouTube. Portale ponownie udostępnione zostały dopiero na początku czerwca.

Dziennikarze podsłuchiwali, sąd skazał

Zaledwie wczoraj miał miejsce finał brytyjskiej afery podsłuchowej, której głównymi aktorami są tabloidy "News of the World", "The Sun" i "Daily Mirror", należące do imperium Ruperta Murdocha. Bulwarówki przez lata zdobywały informacje w nielegalny sposób - podsłuchując i włamując się na skrzynki pocztowe.

Skandal na dobre wybuchł w 2011 roku, gdy okazało się, że w 2002 r. dziennikarze "NotW" włamali się do skrzynki pocztowej zabitej 13-letniej Milly Dowler. Z czasem na jaw zaczęło wychodzić, że także inne gazety stosowały podobne skandaliczne praktyki i podsłuchiwały osobistości życia publicznego, by zdobyć materiały do swoich tekstów.

Wśród ofiar afery podsłuchowej byli m.in. książęta William i Harry, piosenkarz Paul McCartney, jego była żona Heather Mills, aktorka Sienna Miller, a także ofiary głośnych przestępstw kryminalnych i znani piłkarze.

Sprawa wywołała niezwykłe oburzenie w Wielkiej Brytanii. W wyniku skandalu w lipcu 2011 roku - po 168 latach istnienia - zamknięto tabloid "NotW". W ostatni wtorek - po trzech latach śledztwa - sąd za winnego uznał Andy'ego Coulsona, redaktora naczelnego "NotW" w latach 2004-2007, a później byłego spin doktora premiera Davida Camerona.

Rebekę Brooks, byłą dyrektor koncernu prasowego grupy Murdocha, uniewinnił. Przez osiem miesięcy procesu zarówno Brooks jak i Coulson nie przyznawali się do winy, i do tego, jakoby wiedzieli o podsłuchach.

Lata żmudnego śledztwa, dymisja Nixona i Pulitzer

Na drugim, lepszym biegunie rzetelności dziennikarskiej jest bez wątpienia najbardziej znana afera podsłuchowa na świecie, którą do dziś studiują adepci dziennikarstwa jako wzór dziennikarskiego śledztwa.

W latach 70. XX wieku ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych Richard Nixon wraz ze współpracownikami, chcąc wzmocnić swoje poparcie osłabione wojną w Wietnamie, potajemnie prowadził szereg nielegalnych działań mających na celu szkodzenie i kompromitowanie politycznych przeciwników. Ludzie Nixona próbowali m.in. przed wyborami prezydenckimi zamontować podsłuch w sztabie wyborczym Partii Demokratycznej w kompleksie Watergate, zostali jednak złapani na gorącym uczynku. Incydent, który de facto ujawnił aferę, początkowo nie wzbudził zbyt dużego zainteresowania opinii. A niedługo później Nixon został ponownie wybrany na prezydenta.

O sprawie jednak nie zapomnieli dziennikarze "Washington Post" - Bob Woodward i Carl Bernstein. Aż przez dwa lata drążyli sprawę, skrupulatnie zbierając informacje. Jednym z ich głównych informatorów było "Głębokie Gardło", czyli ówczesny wicedyrektor FBI Mark Felt, który sprzeciwiał się ukrywaniu afery przez Biały Dom.

Dokument Nixona o rezygnacji z urzęduwikipedia.org

Niezwykle żmudne dziennikarskie dochodzenie w końcu doprowadziło do śledztwa w Kongresie, a następnie do dymisji Nixona w 1974 roku. - Doszedłem do wniosku, że z powodu Watergate nie mam poparcia w parlamencie, niezbędnego do wypełniania obowiązków swego urzędu - powiedział w przemówieniu do Amerykanów ustępujący prezydent.

Dziennikarze za serię swoich tekstów nt. afery dostali Nagrodę Pulitzera.

Autor: Natalia Szewczak //rzw/zp / Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: Wikipedia, PAP/EPA