Tanie drony wyparły zachodnie czołgi z linii frontu. Sprzęt pancerny staje się bezużyteczny

pap_20260523_6QF
Ukraińskie operacje dronowe (nagranie poglądowe)
Źródło wideo: Reuters
Źródło zdj. gł.: PAP/UKRINFORM
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Jestem przekonany, że czołgi wciąż mają przyszłość, ale z jednym zastrzeżeniem: muszą to być pojazdy bezzałogowe - stwierdził w rozmowie z "New York Timesem" jeden z ukraińskich wojskowych. Gazeta donosi, że zachodnie czołgi niemal zniknęły z linii frontu, gdyż skuteczniejsze są tam tanie drony. Pojazdy pancerne służą głównie do holowania uszkodzonych maszyn.

W artykule przypomniano, że Ukraina zaczęła prosić o zachodnie czołgi niemal natychmiast po rozpoczęciu rosyjskiej pełnoskalowej inwazji i wtedy wydawało się, że są one absolutnie niezbędne. Po napiętych negocjacjach sojusznicy Kijowa zgodzili się na dostawy dopiero w styczniu 2023 roku.

Jednak zanim czołgi te mogły wejść do akcji, tanie drony zadawały już ogromne straty i potrafiły atakować czołgi w najbardziej wrażliwych miejscach - twierdzi "NYT". W efekcie ciężki sprzęt pancerny wyjeżdża obecnie niemal wyłącznie podczas złej pogody, służąc do holowania uszkodzonych pojazdów.

Konflikt w ukraińskim dowództwie

Problem ten stał się zarzewiem poważnego konfliktu w ukraińskim dowództwie. "Praktycznie w ogóle nie używamy pojazdów opancerzonych. Nasuwa się pytanie: jak możemy zneutralizować tę przewagę dronów i dać naszej broni pancernej drugie życie?" - powiedział cytowany w artykule generał Ołeksandr Syrski. Według "NYT" ten spór o wizję dalszej strategii wojennej doprowadził do odwołania generała Syrskiego ze stanowiska naczelnego dowódcy Sił Zbrojnych Ukrainy.

Wobec paraliżu wojsk pancernych ukraińscy żołnierze muszą się przekwalifikowywać. Oficer 33. Samodzielnej Brygady Zmechanizowanej o pseudonimie "Morfeusz" przekazał, że część żołnierzy z jego batalionu pancernego przeszła już przeszkolenie na operatorów dronów.

"Jestem przekonany, że czołgi wciąż mają przyszłość, ale z jednym zastrzeżeniem: muszą to być pojazdy bezzałogowe" - uważa "Morfeusz", dodając, że powrót tradycyjnych czołgów na pole bitwy wymagałby wielkiego przełomu technologicznego.

Sami członkowie załóg czołgowych przyznają, że wyjazd ciężkim sprzętem na linię kontaktu z wrogiem graniczy dziś z samobójstwem. Czołgista o pseudonimie "Mechan" opowiedział, że przejście ze starych sowieckich czołgów T-64 na Leopardy "było jak przesiadka do Mercedesa czy BMW. Ale teraz jeżdżę nim niezmiernie rzadko, głównie na misje holownicze". Inny żołnierz, "Johnny", który przeniósł się z jednostki pancernej do obsługi dronów lądowych, zaznaczył: "W czołgu zamykasz właz, wyjeżdżasz i nie masz pojęcia, czy w ogóle wrócisz".

Część ukraińskich wojskowych kwestionuje nawet sens wykorzystywania czołgów i ich załóg do zadań pomocniczych. "Po co wyjeżdżać i ryzykować? Żeby wyciągnąć spalony pojazd? Lepiej przekwalifikować się na pilotów dronów" - zauważył żołnierz o imieniu Dima. Z kolei inny czołgista, o pseudonimie "Golden", spytany o brak rozkazów bojowych odpowiedział: "Już raz płonąłem wewnątrz czołgu - jak dla mnie wystarczy".

Sprzęt pancerny staje się bezużyteczny

Wojskowi próbują adaptować sprzęt, montując siatki i klatki antydronowe. "Wcześniej śmiano się z Rosjan, mówiąc, że budują na czołgach 'grille do barbecue', ale idąc w tym kierunku, mieli rację" - przyznał szef służby technicznej o pseudonimie "Energetyk".

Dowódcy podkreślają jednak, że bez zaawansowanych systemów sztucznej inteligencji, tworzących wokół czołgów ochronne kopuły, lub bez pokładowych dronów przechwytujących, zachodni sprzęt pancerny pozostanie bezużyteczny w starciu z nową taktyką wojenną.

Jak twierdzi "NYT", Ukraina nadal utrzymuje czołgi w stanie gotowości i szkoli żołnierzy w zakresie ich obsługi, próbując jednocześnie opracować nowe sposoby wykorzystania tych wozów bojowych.

Źródło: PAP
Czytaj także: