Rzeczniczka amerykańskiego Departamentu Stanu, Gini Staab, informując o tej decyzji nie podała jednak, ilu osobom cofnięto wizy. Z pewnością są to jednak urzędnicy stojący niżej w hierarchii niż poprzednie dwie grupy. Oznaczałoby to, że funkcjonariusze coraz niższego szczebla objęci są sankcjami.
Media w Ameryce Łacińskiej komentują decyzję w sprawie wiz jako reakcję Waszyngtonu na postawę honduraskiego prezydenta de facto Roberto Michelettiego i sygnał, że Stany Zjednoczone nie zmienią swego stanowiska wobec przewrotu w Hondurasie.
Zelaya albo nic
Tymczasem Micheletti odrzuca jedyne rozwiązanie, jakim jest dla jego rozmówców przywrócenie do władzy konstytucyjnego prezydenta Manuela Zelayi, który przebywa w stolicy Hondurasu w ambasadzie Brazylii.
Waszyngton i Organizacja Państw Amerykańskich (OPA) wysuwają powrót Zelayi jako warunek uznania legalności wyborów prezydenckich, które powinny się odbyć w styczniu przyszłego roku.
OPA ostrzega
Dotychczas żaden kraj świata nie uznał rządu Michelettiego, a OPA ostrzega Tegucigalpę, że wybory w kraju kontrolowanym przez władze powstałe w wyniku przewrotu nie zostaną uznane przez Amerykę i świat.
Dialog z Tegucigalpą - oświadczył w środę przebywający w Waszyngtonie przewodniczący OPA Jose Miguel Insulza - jest w impasie, ponieważ Micheletti "wciąż próbuje uzyskać uznanie przez społeczność międzynarodową skutków zamachu stanu z 28 czerwca".
Źródło: PAP