Funkcjonariusz Secret Service zauważył pojazd zaparkowany na Constitution Avenue w pobliżu kompleksu Białego Domu podczas patrolu w nocy z czwartku na piątek. Kiedy zapukał w szybę Forda F-150 i zapytał kierowcę, czy wszystko w porządku oraz czy posiada przy sobie broń, mężczyzna skinął głową na znak potwierdzenia - wynika z dokumentów sądowych.
- Mam broń, ponieważ próbowali mnie nią zabić, więc musiałem im ją odebrać. Jest w brązowej torbie - powiedział śledczym po wyjściu z pojazdu, korzystając z Tłumacza Google. - To zdarzenie odzwierciedla podwyższony poziom zagrożenia, w jakim działamy, a także fakt, że wciąż zdarzają się przypadki uzbrojonych osób kierujących się w stronę kompleksu Białego Domu - stwierdził dyrektor Secret Service Sean Curran, cytowany przez agencję UPI. W samochodzie znaleziono pistolet maszynowy MAC-10, pistolet Glock 43x oraz karabin AR-15. DHS poinformowało również o zabezpieczeniu "kilkudziesięciu sztuk amunicji". Pojazd figurował w rejestrze skradzionych aut.
Według DHS podejrzany miał grozić zabiciem prezydenta Donalda Trumpa. Jak podaje z kolei ABC News, w oficjalnym zawiadomieniu o przestępstwie nie było wzmianki o tym zarzucie.
Mężczyzna został oskarżony o nieuprawnione użycie pojazdu, paserstwo, posiadanie pistoletu i karabinu bez zezwolenia oraz o inne zarzuty dotyczące broni palnej. DHS podkreśla, że Wenezuelczyk przebywa w USA nielegalnie. Wjechał na terytorium Stanów Zjednoczonych przez granicę w Teksasie w 2024 roku. W piątek stanął przed Sądem Wyższej Instancji Dystryktu Kolumbii i pozostaje w areszcie bez możliwości wyjścia za kaucją.