Fundacja Schronisko dla Zwierząt w Gaju poinformowała o czterech odnotowanych przypadkach znęcania się nad kotami w miejscowości Błociszewo koło Śremu.
Każdy z kotów został oskalpowany. Wiadomo, że dwa z nich miały opiekunów, pozostałe żyły na wolności. Ze względu na rozległe rany, trzech kotów nie udało się uratować.
- Nigdy w życiu nie widziałam czegoś tak okrutnego - mówi nam Paulina Maćkowiak, która z Fundacją Schronisko dla Zwierząt w Gaju jest związana od kilkunastu lat.
- My podejmujemy wiele interwencji, odbieramy psy i koty z miejsc, gdzie dzieje się krzywda, ale ja nawet w filmach czegoś takiego nie widziałam. To się w głowie po prostu nie mieści, że ktoś jest w stanie coś takiego zrobić - stwierdza.
To samo miejsce, te same precyzyjne cięcia
Pierwszy okaleczony kot trafił do schroniska w czerwcu. Wolnożyjące zwierzę znalazł jeden z mieszkańców wsi Błociszewo.
- To był szok dla nas. Ten kot tego samego dnia pojechał do lecznicy zewnętrznej. I po badaniach otrzymaliśmy informację, że to zwierzę mógł skrzywdzić człowiek, ponieważ to oskalpowanie było na tyle precyzyjne, że żadne dzikie zwierzę, czy jakaś maszyna rolnicza, pod którą mógłby wpaść, nie zrobiłaby po prostu tego tak dokładnie - opowiada Maćkowiak.
Sytuacja powtórzyła się po kilku miesiącach. 25 października pracownicy schroniska dostali zgłoszenie i zdjęcia oskalpowanego kota. Znaleziono go na tej samej ulicy co poprzedniego. Mimo wielu prób, do tej pory nie udało się odłowić tego kota, żeby go opatrzyć.
Tym razem, kolejne zgłoszenie wpłynęło już po kilku dniach. We Wszystkich Świętych złapano kota z poważnymi ranami.
- Pojechaliśmy na miejsce. Kot był od kręgosłupa do odcinka lędźwiowego obdarty - łącznie z tylnymi łapami, odbytem i workiem mosznowym. Zwierzę trafiło do placówki weterynaryjnej, gdzie jest całodobowa opieka. Niestety po dwóch dniach kot odszedł - mówi Maćkowiak.
Gdy fundacja nagłośniła sprawę, zgłosił się do nich kolejny mieszkaniec z tej samej miejscowości. Z jego relacji wynikało, że w styczniu znalazł swojego kota nieżywego z oskalpowanym ogonem. - Ten człowiek był u weterynarza i on również stwierdził, że to zrobił człowiek - dodaje pracownica schroniska.
Policja: niezwykle bulwersująca sprawa
We wtorek fundacja poinformowała o wszystkich odnotowanych przypadkach policję.
- Dla nas i dla mieszkańców to jest niezwykle bulwersująca sprawa. Policjanci stawiają sobie za punkt honoru ustalenie, kto za to odpowiada - mówi tvn24.pl młodszy aspirant Dawid Kostrzewa, rzecznik śremskiej policji.
Rzecznik policji potwierdza, że w zgłoszeniu jest mowa o czterech przypadkach znęcania się nad zwierzętami. Do piątku nie wpłynęły nowe zgłoszenia w tej sprawie, ale funkcjonariusze nie wykluczają, że takich zdarzeń mogło być więcej.
- Bierzemy pod uwagę różne hipotezy dotyczące tego jak te obrażenia u zwierząt mogły powstać. Natomiast mamy opinię lekarza współpracującego ze schroniskiem. Z jego ustaleń wynika, że ktoś te zwierzęta świadomie tak skrzywdził. Przemawia za tym właśnie precyzja tych cięć - tłumaczy młodszy aspirant Kostrzewa.
Szukają sprawcy
Na razie postępowanie jest prowadzone w kierunku znęcania się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem. Grozi za to od trzech do pięciu lat więzienia.
- Nie wiemy, kto za tym stoi, ale z doświadczenia pracy ze zwierzętami wiem, że czasem potrzeba kilku osób, żeby móc spokojnie zmierzyć kotu temperaturę czy przemyć mu oczy. Dlatego wydaje mi się, że w ten proceder może być zamieszanych więcej osób - mówi Maćkowiak.
I dodaje: Błociszewo to mała wioska, 140 mieszkańców. Jeśli ktoś coś słyszał, widział lub wie, powinien o tym od razu poinformować policję.
Fundacja zaapelowała do mieszkańców, by byli czujni i nie pozostawiali swoich zwierząt bez opieki.