Jak podaje "Jerusalem Post" do 100 tysięcy osób uczestniczyło w sobotniej demonstracji antyrządowej w stolicy Izraela. Protest zorganizowało zrzeszenie bliskich ofiar ataku Hamasu na Izrael z 2023 roku. Odbył się na kilka dni przed zaplanowanymi na 27 października (wtorek) wyborami parlamentarnymi.
W demonstracji uczestniczył między innymi były dowódca izraelskiej armii, a obecnie lider największej partii opozycyjnej Jaszar (Naprzód) Gadi Ajzenkot. Byli też inni prominentni politycy opozycji, w tym były premier Naftali Benet, lider ugrupowania Benet 2026, wchodzącego w skład koalicji Razem oraz były minister obrony Awigdor Liberman z prawicowo-nacjonalistycznego ugrupowania Nasz Dom Izrael.
"Po trzech latach bólu, po trzech latach, podczas których próbowano wyprzeć to, co nas wszystkich spotkało (…) wmawiając nam, że powinniśmy się poddać i pogodzić z tym - jesteśmy tutaj, by powiedzieć: nie zrezygnujemy z prawdy" - mówił do zgromadzonych w Tel Awiwie popularny aktor Josi Marszak.
To niejedyny kłopot Netanjahu w ostatnim czasie. Jak pisaliśmy w tvn24.pl, były szef izraelskiego kontrwywiadu Ronen Bar pozwał premiera o zniesławienie, zarzucając mu próbę przerzucenia odpowiedzialności za atak Hamasu z 2023 roku. Bar dowodzi, że służba wielokrotnie ostrzegała premiera przed zagrożeniem. Według niego premier ignorował te ostrzeżenia.
Wybory w Izraelu
Zbliżające się wybory parlamentarne - które odbędą się we wtorek, 27 października - są powszechnie postrzegane jako referendum w sprawie wieloletnich rządów Netanjahu. Ostatnie sondaże dają obu blokom - rządowemu i skupionej wokół Ajzenkota opozycji - po około 50 mandatów w liczącym 120 miejsc Knesecie.