Szef "Twierdzy" za człowieka z Moskwy. Donieck gotuje się na najgorsze?

TVN24


Na szczycie przywództwa samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej doszło do zamiany miejsc. Pochodzący z Moskwy premier Aleksander Borodaj został wicepremierem, a pochodzący z Donbasu wicepremier Aleksandr Zacharczenko został premierem.

Zamiana miejsc być może jest powodowana wymogami wizerunkowymi. Separatyści najpewniej chcą osłabić wrażenie, że ich ruchem bezpośrednio kierują Rosjanie. Takie wrażenie wynika z silnej pozycji pochodzącego z Moskwy Borodaja, oraz innego Rosjanina (choć miejscowego), Walerija Bołotowa, który jest "prezydentem" Ługańskiej Republiki Ludowej. Obaj stanowczo zaprzeczają, jakoby działali zgodnie z wytycznym z Kremla.

Ale zmiana może mieć też związek z coraz cięższymi walkami o Donieck. W takiej sytuacji bardziej potrzebny na stanowisku lidera jest żołnierz niż polityk.

"Prawdziwy" wojownik na przedzie

Nowy "premier" Donieckiej Republiki Ludowej dotychczas był "wicepremierem" i dowódcą jednego z oddziałów separatystów o nazwie "Opłot". Na konferencji prasowej zjawił się w mundurze. - To prawdziwy przywódca, mądra osoba i świetny menadżer - tak opisał Zacharczenkę ustępujący mu miejsca Borodaj. Mający około 30 lat Zacharczenko jest obywatelem Ukrainy, pochodzi z Doniecka. Brał udział w pierwszych akcjach separatystów, takich jak zajęcie budynku administracji obwodowej jeszcze w marcu. Później na bazie kolegów z klubu sztuk walki zrzeszonych w bojówce paramilitarnych stworzył oddział "Opłot" (pol. - Twierdza). Jego bojówka jest jedną z lepiej uzbrojonych i zaprawionych w bojach. Uchodzi za "elitarną".

Zacharczenko jest zaprawionym w bojach dowódcą frontowym, a Borodaj jest politykiem, nie mającym nic wspólnego z walką. W obliczu tego, że DRL stała się faktycznie zrzeszeniem bojówek, cywilnemu premierowi brakowało autorytetu do przewodzenia silnym i autonomicznym dowódcom poszczególnych oddziałów.

Dobitnie wyraził do obecny na konferencji jeden z bojówkarzy batalionu Wostok, złożonego głównie z kaukaskich "ochotników". - To świetna wiadomość. Zacharczenko jest doświadczonym bojownikiem i dowódcą, a nie jakimś tam ględzącym politykiem - stwierdził mężczyzna.

Jacek Czaputowicz o szczycie czwórki normandzkiej w Paryżutvn24
wideo 2/35

Wojna pod dywanem

W tle zmiany na szczycie jest też nieustająca "walka pod dywanem" w przywództwie separatystów. Zacharczenko długo miał silną pozycję w Doniecku. Jego ludzie z "Opłotu" wraz z ludźmi byłego komendanta donieckiej Alfy (siły specjalne SBU) Aleksandra Chodakowskiego, sprawowali faktyczną władzę w mieście. Mają też powiązania Rinatem Achmetowem, najbogatszym Ukraińcem, który długo starał się wpływać na sytuację w Doniecku. Tandem Chodakowski-Zacharczenko uchodził za dość liberalny i wchodził w konflikt z bardziej radykalnymi bojówkarzami silniej powiązanym z Moskwą. Między ludźmi obu ugrupowań dochodziło do starć. Sytuację na korzyść radykałów gwałtownie przechyliło przybycie około tysiąca bojówkarzy wypartych ze Słowiańska, pod wodzą Igora Striełkowa. Rosjanin ustanowił faktyczną dyktaturę w Doniecku skupiają władzę w swoich rękach i marginalizując "liberałów". Chodakowski z dowodzonym przez siebie batalionem Wostok w ogóle wycofał się na jakiś czas z miasta. Być może brak sukcesów na froncie pozwoliło nieco podkopać pozycję Striełkowa i uchwycić Zacharczence więcej władzy.

Autor: mk//gak / Źródło: tvn24.pl, Reuters

Tagi:
Raporty: