Popierają go, choć twierdzą, że przegra


Wzrost poparcia dla konserwatywnego Ricka Santoruma w wyścigu republikanów do nominacji prezydenckiej wzbudza popłoch wśród partyjnych strategów i prawicowych komentatorów. Z najnowszych sondaży wynika, że republikańscy wyborcy wolą Santoruma jako kandydata partii w tegorocznych wyborach, mimo że jednocześnie uważają, iż większe szanse na pokonanie prezydenta Baracka Obamy ma były gubernator Massachusetts Mitt Romney.

WALKA O GŁOSY DELEGATÓW - ZOBACZ AKTUALNY WYNIK

W sondażu Instytutu Gallupa przeprowadzonym w dniach 15-19 lutego Santorum zdobył poparcie 36 procent wyborców Partii Republikańskiej (GOP), podczas gdy Romney - 26 procent. Jeszcze tydzień temu Santorum miał tylko 2 pkt proc. przewagi.

Tymczasem w innym sondażu, przeprowadzonym przez Gallupa i "USA Today", 54 procent respondentów uznało, że Romney'owi będzie łatwiej wygrać z Obamą, a tylko 29 procent wyraziło opinię, że większe szanse ma Santorum.

Zbyt radykalny?

Komentatorzy uważają, że Santorum stoi na przegranej pozycji z powodu radykalnych poglądów na tematy społeczno-kulturowe, które eksponuje na spotkaniach z wyborcami.

W poniedziałek powiedział na przykład, że badania prenatalne prowadzi się "głównie po to, by zabezpieczyć lekarzy przed pozwami". Santorum walczy z nimi, gdyż przyczyniają się do wzrostu statystyk przerywania ciąży. Jest przeciwny aborcji nawet w wypadku, gdy ciąża jest wynikiem gwałtu lub kazirodztwa.

Krytykuje też środki antykoncepcyjne jako zachętę do swobodnego życia seksualnego oraz potępia homoseksualizm. Ostatnio zaatakował publiczne szkolnictwo, przedstawiając je jako ingerencję państwa w sferę prywatności.

Achillesowa pięta Santoruma

Czołowy konserwatywny komentator Michael Gerson napisał we wtorkowym "Washington Post", że kandydatura Santoruma ułatwi reelekcję Obamy, ponieważ większość Amerykanów nie popiera stanowiska byłego senatora.

Zdaniem Gersona błędem jest prowadzenie przez Santoruma kampanii wyborczej wokół wątków społeczno-kulturowych, jak religia i obyczajowość, podczas gdy należy skupić się na gospodarce, gdzie - jak pisze - "dorobek Obamy jest przygnębiający".

Prawica polemizuje z tezą Białego Domu, że ostatnie dane ekonomiczne wskazujące na spadek bezrobocia są dowodem sukcesu polityki prezydenta. Konserwatywna telewizja Fox News nadała ostatnio analizy, według których "faktyczne" bezrobocie jest znacznie wyższe. Stale przypomina też o rosnącym deficycie i długu publicznym.

Rozgrzewka przed "superwtorkiem"

Najbliższe republikańskie prawybory odbędą się we wtorek 28 lutego w Arizonie i Michigan.

Sondaże wskazują na mniej więcej równe poparcie dla Romney'a i Santoruma w Michigan - różnica na korzyść byłego senatora zmniejszyła się ostatnio i mieści się teraz w granicach błędu statystycznego. W Arizonie jednak Santorum zniwelował znaczną do niedawna przewagę Romney'a.

Zdaniem obserwatorów ewentualna porażka Romney'a w Michigan byłaby dla niego szczególnie dotkliwa, gdyż jest on wychowany w tym stanie - jego ojciec był tam w latach 60. gubernatorem.

Sukces Santoruma w obu stanach dałby mu - uważają analitycy - bardzo dobrą pozycję wyjściową przed tzw. superwtorkiem, czyli prawyborami w około 10 stanach 6 marca.

Mordercza walka do końca?

Przewiduje się, że jeśli Romney nie wygra prawyborów w Arizonie i Michigan, walka o nominację prezydencką w GOP będzie się ciągnąć do końca prawyborów, tzn. do czerwca, ponieważ żadnemu z kandydatów nie uda się wcześniej zdobyć minimum 1140 delegatów na partyjną konwencję przedwyborczą.

Niektórzy eksperci mówią nawet, że o nominacji może rozstrzygnąć dopiero sama konwencja (pod koniec sierpnia w Tampie na Florydzie). Pojawiają się też spekulacje o przyłączeniu się do rywalizacji nowych kandydatów, jak były gubernator Florydy Jeb Bush i gubernator New Jersey Chris Christie.

Za faworyta nadal jednak uchodzi Romney, który dzięki poparciu republikańskiego establishmentu dysponuje kilkakrotnie większymi środkami na kampanię wyborczą niż Santorum i inny konkurent do nominacji, były przewodniczący Izby Reprezentantów Newt Gingrich.

Źródło: PAP