Gaz łzawiący, armatki wodne, starcia z policją, ranni. Pobojowisko w centrum Paryża

Aktualizacja:

Podczas sobotnich demonstracji "żółtych kamizelek" w Paryżu doszło do starć z funkcjonariuszami, którzy użyli gazu łzawiącego. Jak podała policja, rannych w zamieszkach zostało ponad sto osób. Zatrzymano około 300 protestujących - to zdecydowanie więcej niż w trakcie poprzednich manifestacji. Niektóre z zatrzymań mają związek z nielegalnym posiadaniem broni.

Wśród rannych jest 14 funkcjonariuszy. Starcia z policją trwają od sobotniego poranka. Funkcjonariusze interweniują, używając gazu łzawiącego, bomb ogłuszających i armatek wodnych. Policja zablokowała okoliczne drogi, by uniknąć kolejnych starć. W związku z tym nie można się już dostać w okolice Pól Elizejskich i Łuku Triumfalnego.

Wzrasta frustracja protestujących, którzy przyjechali do Paryża z całej Francji. Twierdzą, że chcieli manifestować spokojnie. Obwiniają policję o to, że to ona od rana ich atakuje i nie chce, żeby mogli wyrazić swój głos w proteście przeciwko polityce Emmanuela Macrona.

Dziesiątki tysięcy protestujących

Premier Francji Edouard Philippe informował, że koło południa w sobotę w całej Francji manifestowało 36 tys. ludzi, a w Paryżu około 5,5 tys. Trzy godziny później w całym kraju liczba protestujących według francuskiego MSW wzrosła do 75 tys. Demonstracje odbywały się trzeci weekend z rzędu. Według danych MSW w pierwszych udział brało 282 tys. osób, a w drugich - 106 tys., z czego 8 tys. w stolicy. Szef francuskiego MSW Christophe Castaner przed południem napisał na Twitterze, że na Polach Elizejskich i wokół nich oraz w pobliżu Łuku Triumfalnego jest "1500 wichrzycieli". - Chcę powiedzieć, jak bardzo mnie zaskoczyło takie zakwestionowanie symboli Francji: fakt, że miejscem manifestacji stał się Łuk Triumfalny nad grobem Nieznanego Żołnierza - powiedział Philippe. - Nie podobają mi się takie obrazki, zaskakują mnie - stwierdził. Dodał również, że "pewne zdecydowane i wyposażone jednostki" zebrały się z rana w sobotę, aby "prowokować" starcia z policją.

Obejrzyj galerię zdjęć

Dwie grupy na ulicach

Do pierwszych incydentów na Polach Elizejskich we francuskiej stolicy doszło około godziny 9 rano. Manifestanci usiłowali sforsować kordon policji, na co funkcjonariusze sił bezpieczeństwa odpowiedzieli gazem łzawiącym.

Jak informuje agencja Reutera, zakapturzeni i zamaskowani protestujący rzucali w policjantów barierkami i innymi przedmiotami, podpalono kosze na śmieci. Inni zabarykadowali się w uliczkach w okolicy placu, na którym stoi Łuk Triumfalny.

Jak informował przed południem rzecznik paryskiej policji, część z dokonywanych zatrzymań ma związek z nielegalnym posiadaniem broni.

Władze obawiały się, że pod spontaniczny ruch protestacyjny podłączą się wyznawcy skrajnych ideologii. - Bandyci są mniejszością i nie ma dla nich miejsca na tych demonstracjach - podkreślił w telewizji LCI rzecznik francuskiego rządu Benjamin Griveaux.

Wiceminister spraw wewnętrznych Laurent Nunez powiedział, że wokół Pól Elizejskich, poza terenem zabezpieczonym przez policję, znajduje się około trzech tysięcy "awanturników". Miejsce dla demonstrantów jest monitorowane i aby do niego wejść, należy przejść kontrolę.

Starcia z policją w Paryżu. Relacja korespondentki TVN24 BiS
Starcia z policją w Paryżu. Relacja korespondentki TVN24 BiStvn24

"Musimy zaakceptować dialog"

Wcześniej w sobotę francuski minister spraw wewnętrznych udał się na Pola Elizejskie, by podziękować za mobilizację siłom bezpieczeństwa. Podkreślił konieczność "ustrukturyzowania" ruchu "żółtych kamizelek".

- Obecnie w sporze musimy zaakceptować dialog, jakieś reguły - mówił Castaner. - Nie ma porządku publicznego bez reguł, ani woli do dialogu - dodał. Skrytykował tych, którzy "domagają się spotkania z rządem, a potem odmawiają negocjacji".

Jak podkreślił minister, prezydent Macron i premier Edouard Philippe "właśnie po to zaprosili manifestantów" do rozmowy, głównie do udziału w trzymiesięcznych konsultacjach, by "wysłuchać gniewu" mieszkańców.

Podwyżki o jedną czwartą

"Żółte kamizelki" od dwóch tygodni protestują i blokują drogi w całym kraju, wyrażając swój sprzeciw wobec podwyżek podatków od paliwa. Ta decyzja władz jest częścią polityki rządu prezydenta Emmanuela Macrona na rzecz ochrony środowiska.

Wprowadzane przez administrację Macrona podwyżki dotyczą zwłaszcza oleju napędowego. Jak informowała agencja AFP, w ciągu ostatnich 12 miesięcy jego cena we Francji wzrosła o 23 proc., do ok. 1,51 euro za litr, co jest najwyższym poziomem od początku XXI wieku. Po części, przyczyną tego wzrostu jest podniesienie podatków - w tym roku zwiększyły się one o 3,9 eurocentów za litr benzyny i 7,6 eurocentów za litr paliwa typu diesel, zaś od 1 stycznia mają one zostać podniesione odpowiednio o 2,9 oraz 6,5 eurocentów za litr.

Władze chcą w ten sposób skłonić kierowców do wymiany bardziej szkodliwych dla środowiska samochodów z silnikami diesla, które we Francji są dość rozpowszechnione. Jednak wielu mieszkańców małych miast i wsi, skąd głównie wywodzą się uczestnicy ruchu "żółtych kamizelek", na to nie stać.

Autor: mm,momo/adso,rzw / Źródło: PAP, Reuters

Tagi:
Raporty:
Pozostałe wiadomości