Onyszkiewicz o dramacie: Pośpiech i chwila nieuwagi

Świat

Aktualizacja:
Chwila nieuwagi przyczyną tragedii?tvn24
wideo 2/5

Zdaniem prezesa Polskiego Związku Alpinizmu Janusza Onyszkiewicza, przyczyną dramatu na Gaszerbrumie, gdzie prawdopodobnie zginął Artur Hajzer, mógł być "zrozumiały pośpiech" i "chwila nieuwagi".

Marcin Kaczkan odpadł od ściany, ale udało mu się zejść do obozu na wysokości 6,5 tys. metrów. Tam - według słów himalaisty Krzysztofa Wielickiego - Kaczkan poinformował, że nie żyje jego partner, Artur Hajzer. Ta informacja nie została jednak jeszcze oficjalnie potwierdzona.

"Chwila nieuwagi, jak na autostradzie"

Według prezesa Polskiego Związku Alpinizmu Janusza Onyszkiewicza, prawdopodobną przyczyną dramatu mógł być "zrozumiały pośpiech Artura, który chciał jak najszybciej zorientować się co się dzieje z Marcinem, który spadł".

Sam fakt upadku Marcina Kaczkana prezes PZA tłumaczył chwilą zawahania i nieuwagi. - To jest trochę tak, jak z chwilą nieuwagi kierowcy na autostradzie, która sprawia, że ląduje się na drzewie - powiedział na antenie TVN24.

Zdobywca ośmiotysięczników przyznał, że w Kuluarze Japońskim wieje bardzo silny wiatr. - Tam przewalają się ogromne masy powietrza i to one spowodowały, że zrezygnowano z ataku szczytowego. Niestety to nie uratowało całej dwójki - stwierdził.

Jego zdaniem możliwe jest, że himalaiści podczas schodzenia zrezygnowali z asekuracji w postaci lin poręczowych, co "nie jest niczym niezwykłym podczas wspinaczki na trudny szczyt". - "Sztywna" asekuracja nie jest możliwa za względu na czas. Trzeba pamiętać, że wiązanie się liną oznacza, że jak jeden spadnie, to drugi też - mówił.

Z kolei Anna Czerwińska, himalaistka, mówiła na antenie TVN24, że niezależnie od faktu, że w Karakorum panuje lato, to nagła zmiana pogody może za sobą pociągnąć dramatyczne skutki. - Jeżeli przychodzi zła pogoda, bywa wiatr powyżej 100 km/h, silne opady śniegu i niska temperatura, a tak zapewne było w tym przypadku, to zespoły wycofują się - twierdziła Czerwińska.

Ciągle jest nadziejatvn24

Zdradliwe zejście

- Kuluar Japoński jest właściwie jedynym sposobem wycofania się z górnej partii ściany, ale jest on bardzo zagrożony lawinami. Jeżeli taka lawina zejdzie, to szanse, że ci ludzie zostaną tam (w Kuluarze) i lawina ich nie porwie, są niewielkie - powiedziała doświadczona himalaistka.

Przyznała, że wspinając się na Gaszerbrum w 2003 roku sama musiała zawrócić w tym samym miejscu. - Nawalczyłam się w tym Kuluarze Japońskim. Sama się wycofywałam i miałam duszę na ramieniu - wyznała.

Ciągle jest nadzieja

Mimo napływających złych wieści o życiu Artura Hajzera Czerwińska wierzy w dobre zakończenie tej historii. - Jak z każdym takim przypadkiem liczymy, że przyjdzie jeszcze dobra wiadomość (...) Do ostatniej chwili będę się trzymała nadziei, że Artur zostanie odnaleziony żywy - podkreśliła himalaistka.

Przypomniała, że Hajzer stosunkowo wcześnie rozpoczął swoją przygodę z górami i jest doświadczonym alpinistą. - Hajzera cechuje duża determinacja w osiągnięciu celu. On rozpoczął przygodę z górami najwyższymi bardzo wcześnie, w młodym wieku. Potem przerwał to dość nagle, zajął się "biznesami", a później w te góry powrócił z takim młodzieńczym zapałem, niemniej z dużo większą ostrożnością, ale tą samą determinacją - powiedziała.

Artur Hajzer razem z Marcinem Kaczkanem planowali zdobyć Gaszerbrum I i Gaszerbrum II w ciągu jednego sezonu.

Trasa himalaistówtvn24

Dramat na Gaszerbrumie

O dramacie na Gaszerbrumie mówił na antenie TVN24 himalaista Krzysztof Wielicki. Jak poinformował, informacje przekazywane są mu przez internet przez niemiecką ekipę, która jest w bazie pod Gaszerbrumem. Niemcy z kolei mają łączność radiową z zespołem Rosjan, który jest w obozie II na wys. 6,5 tys. m. Tam dotarł Marcin Kaczkan, który razem z Arturem Hajzerem planował zdobyć ośmiotysięczniki Gaszerbrum I i Gaszerbrum II. Kaczkan poinformował, że Hajzer nie żyje. Ta informacja nie jest jednak na razie potwierdzona.

Autor: zś, rf//tka / Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Raporty: