Zakończona porażką próba zatamowania wycieku metodą "top kill" zakładała wpompowanie do uszkodzonego zaworu odcinającego odwiert mułu (a w zasadzie gliny zmieszanej z chemikaliami), który miał powstrzymać wyciek, a następnie - zatkanie uszkodzonego szybu cementem. Wykorzystano ponad 4,5 miliona litrów specjalnego mułu.
Metodę tę stosowano już wcześniej i zwykle dawała pożądane rezultaty. Nigdy nie uzywano jej jednak na tak znacznej głębokości, jak w wypadku wycieku w Zatoce Meksykańskiej: 1,5 km pod powierzchnią wody.
Na powierzchni?
Ropa wyciekająca od ponad miesiąca tworzy w Zatoce Meksykańskiej plamę, która powoduje spustoszenia ekologiczne. Dotarła już do wybrzeży stanu Luizjana, niszcząc miejscową faunę. W piątek w Luizjanie był prezydent Barack Obama, który zapowiedział "potrojenie środków" przeznaczonych na walkę z wyciekiem. Po ogłoszeniu fiaska powiedział, że "administracja była świadoma tego, że "top kill" może się nie udać". - Kolejna próba będzie trudna i zajmie BP kilka dni - dodał.
Co teraz planuje British Petroleum? Szef zarządu Tony Hayward powiedział: "Będziemy się koncentrować na wycieku, ale już na powierzchni wody" i dodał, że od początku powodzenie "top kill" szacowano na 60-70 procent.
Do wycieku u wybrzeży Stanów Zjednoczonych doszło pod koniec kwietnia. Stało się to po tym, jak po eksplozji zatonęła platforma wydobywająca ropę naftową. Zginęło wtedy 11 osób.
Źródło: Reuters